Niesamowite sceny po meczu Hurkacza z Djokoviciem. Tego, co się stało, nikt nie przewidział
To była prawdziwa uczta w dwóch aktach - spektakl, zaserwowany na korcie centralnym przez Huberta Hurkacza i Novaka Djokovicia, rozpoczęty przez Polaka i legendę wczoraj, dopełnił się w poniedziałkowe popołudnie. I znów emocje sięgały zenitu. Wrocławianin nie był w stanie pokonać jednego z największych gigantów w dziejach dyscypliny, ale zagrał tak, że po meczu mógł poczuć się jak wielki wygrany. Napawało dumą, z trybuny medialnej, posłuchać tej niesamowitej owacji na stojąco dla przegranego.

Hubert Hurkacz nie powtórzy swojego najlepszego wyniku sprzed dwóch lat na Wimbledonie, gdy dotarł do półfinału. Dzisiaj kończy jednak zmagania w takim stylu, że tego turnieju ani on, ani polscy kibice długo nie zapomną.
Hubert Hurkacz pożegnany jak zwycięzca. Cudowna reakcja wimbledońskiej publiczności
Wielki spektakl zaczął się już wczoraj, a przerwała go godzina policyjna. I słusznie, choć w gruncie rzeczy nie ma przebacz dla godziny policyjnej, bo z tak rozentuzjazmowaną publicznością okoliczni mieszkańcy kompleksu kortów nie byliby w stanie zmrużyć oka. Zastanawialiśmy się, w jakiej wersji zobaczymy Hurkacza na korcie dzisiaj, po tym, jak przegrywał 0:2 w setach, mimo że zwycięstwa w obu partiach miał na wyciągnięcie ręki.
Dziś udowodnił, że przynależy nie tyle do ścisłej, ile do absolutnie najściślejszej czołówki. Podniósł się mentalnie i po trzeciej partii zmniejszył straty, długo nie dając się przełamać swojemu genialnemu przeciwnikowi, 23-krotnemu triumfatorowi Wielkich Szlemów. W końcu jednak zdarzył się gem, który zaważył na porażce Polaka w czwartym secie i całym spotkaniu.
Fantastycznie było jednak przeżyć na żywo to wszystko, co działo się w trakcie spotkania, a przede wszystkim po jego zakończeniu.
Obaj tenisiści, od lat bardzo się szanujący, wpadli sobie w objęcia, dziękując za kawał kapitalnego spotkania. A kolejne wydarzenia właściwie przeszły wszelkie wyobrażenia.
Gdy Hurkacz szybko spakował torbę, zarzucił ją na ramię i zaczął stawiać pierwsze kroki w stronę zejścia z kortu, kibice na wypełnionym być może nawet do ostatniego miejsca korcie centralnym wstali i zaczęli z całych sił klaskać. To były gromkie brawa, jakie zazwyczaj zarezerwowane są dla zwycięzcy. A poza oklaskami z trybun niósł się także okrzyk: "Hubi, Hubi".
Hubert niczego lepszego w tym momencie nie mógł sobie wymarzyć. Oto otrzymał od wymagającej publiczności, przyzwyczajonej do kunsztownych widowisk, najlepszy dowód uznania. Przegrał, ale zdobył serca kolejnych tysięcy fanów.
Artur Gac, Wimbledon
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje