Życiowy wynik Pawła Wąska. Nagle zaskoczył, dziennikarz nie wiedział, jak zareagować
Drugi konkurs w Oberstdorfie okazał się szczęśliwy dla Pawła Wąska. Polak dokonał tego, co można z pewnością nazwać przełomem - powrócił do świetnej formy po bardzo trudnych dla niego sobotnich zmaganiach. Wąsek dwukrotnie tego dnia pobił swój rekord życiowy, a potem otarł się o podium i zajął najwyższe miejsce w Pucharze Świata w swojej karierze. Przy jednym pytaniu pozwolił sobie na żart.

W pierwszej serii Paweł Wąsek skoczył 222 metry, co było dla niego sporym osiągnięciem. W kwalifikacjach udało mu się ustanowić za to nowy rekord życiowy - udało mu się uzyskać odległość 225,5 metra, co pokazało, że w stosunku do poprzedniego dnia był w stanie sporo poprawić.
Paweł Wąsek pokazał się z bardzo dobrej strony
Sobotniego konkursu Paweł Wąsek nie może zaliczyć do udanych. Najlepszy z Polaków w tym sezonie nie zakwalifikował się do drugiej serii i odczuł to również mocno w klasyfikacji Pucharu Świata. Widać jednak, że był w stanie poprawić swoje błędy z poprzedniego dnia. Uwagi Thomasa Thurnbichlera się opłaciły.
W niedzielę po pierwszej serii Wąsek był na 8. miejscu i do lidera tracił tylko cztery punkty - na mamucie nie jest to dużo. W drugiej serii Polak jeszcze bardziej odpalił i udało mu się pobić jego własną życiówkę - skoczył 233 metry i pokazał, że jest w świetnej formie. Powoli przesuwał się w górę klasyfikacji konkursowej.
Paweł Wąsek w świetnym humorze
"Trochę wiadomo, szkoda, że do tego podium zabrakło, ale mając taki dzień, gdzie w sumie trzy wszystkie skoki były dalsze niż niż moje dotychczas w karierze, także fantastyczny dzień dla mnie" - mówił Paweł Wąsek w rozmowie z Kacprem Merkiem dla Eurosportu.
Następnie został zapytany o to, co zmieniło się względem poprzednich dni, bo zmiana robiła wielkie wrażenie. "Nic specjalnego się nie wydarzyło. Po prostu dziś oddałem swoje normalne skoki. Piątek, sobota miałem jeszcze trochę złą wizję w głowie na to wszystko. Wczoraj wszystko przeanalizowaliśmy, trener mi wytłumaczył, o co w tym chodzi i dziś już normalnie funkcjonowało" - twierdził. Został zapytany również o to, jak to jest skakać na mamucie.
"Tak samo jak na każdej innej skoczni. Po prostu trzeba dojechać w stabilnej pozycji do końca, odbić się pod odpowiednim kątem, no i w locie wszystko robić tak płynnie, z gracją, nic na siłę i dać się ponieść tym emocjom, tym warunkom, lecieć jak najdalej" - mówił. Po pytaniu o to, czy jest to fajne uczucie, najpierw w żartach odpowiedział "nie", czym zszokował Merka, a potem szybko sprostował, że właśnie po to skacze zawodowo na skoczni. Potem śmiał się, że ma sposób na sędziów, skoro uzyskiwał tak dobre noty.
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje