Reklama

Reklama

​Wisła Kraków. Słodko-gorzki debiut Heberta

Wraz z jego przyjściem miał wrócić spokój do obrony Wisły. W pierwszym spotkaniu Hebert wypadł obiecująco, ale z powodu kontuzji musiał zejść już po 45 minutach. Uraz okazał się jednak niezbyt poważny.

Kibiców Wisły uspokoił trener Artur Skowronek. Szkoleniowiec Wisły w programie "Liga+ Extra" stwierdził, że Hebert nie ma naderwania ani naciągnięcia mięśnia, więc będzie normalnie przygotowywał się do następnego spotkania.

Taka diagnoza to dla Brazylijczyka świetna wiadomość, który zaraz po meczu nie wiedział, co my dolega.

- Poczułem ból w mięśniu, a precyzyjniej w łydce. Dograłem do końca pierwszej połowy, ale najlepszą opcją była zmiana w przerwie. Nie pamiętam, jak w ogóle doszło do tego urazu. Po prostu w pewnym momencie poczułem ból. Mam nadzieję, że to nie będzie nic poważnego, bo chcę ciężko pracować i pomóc drużynie - podkreśla Hebert.

Reklama

Brazylijczyk teraz już wie, że nic nie stoi na przeszkodzie, by mógł dalej dowodzić obroną Wisły. W meczu z Jagiellonią szło mu to całkiem nieźle, ale jego zmiennik - Rafał Janicki - też nie popełnił większych błędów. Efekt? Krakowianie nie stracili bramki i pewnie pokonali Jagiellonię 3-0.

- Podczas zgrupowania wykonaliśmy naprawdę dobrą pracę. Poza tym już wcześniej mówiłem, że Wisła ma dobrych zawodników i nie mogę zrozumieć, dlaczego znajduje się na tak niskiej pozycji. W tej sytuacji wysoka wygrana z Jagiellonią nie jest dla mnie zaskoczeniem. Wiem jak wygląda ta liga i spróbuję Wiśle w niej pomóc. To wielka przyjemność grać w takim klubie - podkreśla Hebert.

Brazylijczyk wrócił do Polski po dwóch latach spędzonych w Japonii. Trafił tam z Piasta Gliwice, gdzie w cztery lata wyrobił sobie na tyle dobrą markę, że Wisła nie miała większych wątpliwości, czy go sprowadzić.

- Rozmowy transferowe potoczyły się dość szybko i przychodząc do Wisły wiedziałem, że znajduje się w trudnej sytuacji. Wiem jednak, że to wielki klub i na pewno nie zasługuje, by być tak nisko w tabeli. Lubię Polskę i Ekstraklasę, fajny czas spędziłem w Gliwicach. Moja żona też bardzo lubi ten kraj, więc to był główny powód, dla którego wróciłem - podkreśla.

Nie wygląda jednak na to, żeby Hebert żałował ostatnich dwóch lat spędzonych w Azji. Tam spróbował nie tylko innego futbolu, ale przede wszystkim zupełnie innej kultury.

- Jeśli chodzi o piłkę, to w Japonii wiele się biega. Liga polska pod tym względem jest nieporównywalna, oni ciężko pracują na całym boisku. Zresztą taka jest ich kultura - oni cały czas zasuwają jak zwariowani. Najbardziej zaskoczył mnie jednak chyba szacunek, z jakim podchodzą do drugiego człowieka. Nigdy wcześniej nie spotkałem takich ludzi jak w Japonii - przyznaje.

Teraz Hebert jest już myślami w Krakowie i planuje jak najszybciej pomóc Wiśle w wyjściu ze strefy spadkowej (krakowianom brakuje do tego dwóch punktów). Taki sam plan mają kibice, którzy licznie wspierali piłkarzy podczas spotkania z Jagiellonią.

- Kiedy wyszedłem na murawę i zobaczyłem tych ludzi na trybunach... Zrobiło to na mnie wrażenie. Mam nadzieję, że któregoś dnia zobaczę ten stadion wypełniony po brzegi - zaznacza Hebert.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę PKO Ekstraklasy

PJ

Reklama

Reklama

Reklama