Reklama

Reklama

Hampel: W przyszłym roku znów powalczę o medal

Jarosław Hampel wyraził zadowolenie z otrzymania stałej "dzikiej karty" na udział w przyszłorocznej żużlowej Grand Prix. Zawodnik Unii Leszno po pechowym minionym sezonie, w następnym zamierza walczyć o medal mistrzostw świata.

W czerwcu Hampel doznał poważnej kontuzji, która wykluczyła go ze startów na trzy miesiące. Podczas turnieju GP w Kopenhadze w pierwszym swoim wyścigu zderzył się z Duńczykiem Kennethem Bjerre i złamał kość strzałkową oraz zerwał więzadła stawu skokowego. Na tor wrócił dopiero we wrześniu.

W tej sytuacji ubiegłoroczny brązowy medalista mistrzostw świata nie miał szans, by w klasyfikacji generalnej zająć miejsce w czołowej ósemce, gwarantujące udział w przyszłorocznym cyklu. Pozostało mu tylko liczyć na przychylność organizatora, który dysponuje czterema stałymi "dzikimi kartami". W środę oficjalnie przedstawiono listę nominowanych zawodników. Oprócz Hampela, w przyszłym roku w GP rywalizować będą Australijczyk Darcy Ward, Anglik Tai Woffinden oraz Słowak Martin Vaculik.

Reklama

- Cieszę się bardzo z tej decyzji, jednocześnie poczułem też ulgę. Wcześniej pojawiły się informacje, że tej karty mogę jednak nie dostać, że ktoś inny mógłby mnie zastąpić. Dlatego teraz, gdy już pojawiła się oficjalna informacja, mogę spokojnie zacząć przygotowywać się do kolejnego sezonu. Nie ukrywam, że w przyszłym roku chcę ponownie stanąć na podium - powiedział Hampel.

Wicemistrz świata z 2010 roku zaznaczył, że miniony rok ze względu na poważną kontuzję, nie mógł być dla niego udany.

- Ominęło mnie mnóstwo imprez żużlowych w tym najbardziej intensywnym okresie. Krótko mówiąc, ten rok był dla mnie stracony. Jeździłem trochę na początku sezonu, potem trzymiesięczna przerwa. Liczyłem, że ten powrót będzie bardziej efektowny. Niestety, tak nie było. Ciężko po tak długiej przerwie wrócić do dyspozycji i dorównać rywalom na torze, którzy regularnie jeździli przez cały rok - wspomniał.

Hampel nie zdążył wrócić do ligi polskiej, bowiem Unia Leszno nie awansowała do rundy play off i zakończyła rozgrywki w sierpniu. Za to w lidze szwedzkiej pomógł Elit Vetlandzie zdobyć mistrzowski tytuł. W Grand Prix wiodło mu się jednak znacznie gorzej. W Malilli zajął 11. miejsce, w Vojens był 15., a w Toruniu 14.

- W Vojens nie byłem w stanie poradzić sobie z tym trudnym pod względem geometrycznym torem i jego wymagającą nawierzchnią. Za mało miałem startów po kontuzji, by płynnie na nim jeździć i podjąć równorzędną walkę z przeciwnikami. W Toruniu miałem trochę kłopotów sprzętowych, co też było efektem długiej przerwy w startach - powiedział Hampel.

W ostatnim czasie trwają dyskusje nad uatrakcyjnieniem formuły Grand Prix. Organizator rozgrywek - BSI szuka nowych miast, padają pomysły nad zwiększeniem liczby turniejów, a niekiedy wręcz przeciwnie - nad powrotem do jednodniowych zawodów o mistrzostwo świata.

- Powrót do jednodniowych turniejów nie wchodzi w rachubę. Nie powiększałbym liczby rund, raczej zmniejszyłbym ten cykl o dwie eliminacje. Dziesięć turniejów w roku byłoby optymalnym rozwiązaniem. Rywalizacja w Grand Prix w przyszłym roku powinna być bardziej interesująca, bowiem "wypadli" tacy żużlowcy jak Kenneth Bjerre, Peter Ljung czy Chris Harris, którzy nic nie wnosili. Po przyjściu nowych zawodników ta stawka powinna być bardziej wyrównana - ocenił jeden z najlepszych polskich żużlowców.

Przez ostatnie sześć sezonów Hampel jeździł w barwach Unii Leszno, zdobywając m.in. dwukrotnie drużynowe mistrzostwo Polski. Na temat swojej przyszłości klubowej na razie nie chce się wypowiadać.

- Czekamy na nowy regulamin speedway ekstraligi, który ma się niebawem pojawić. Później dopiero odbędą się konkretne rozmowy dotyczące mojej przyszłości w polskiej lidze - zaznaczył.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama