Dawid Kubacki wywołał burzę. Pierwszy trener Polaka nie gryzie się w język. Zabrakło "dorosłych facetów"
- Ja myślę, że Thurnbichler starał się zrobić wszystko, jak najlepiej umiał, choć nie zawsze wszystko wychodzi. Nie wykluczam, że mogły być w grupie jakieś zgrzyty, ale to powinno zostać między nimi. Rozmowa powinna odbyć się w kuluarach, a nie w mediach. Taka jest moja opinia - mówi w rozmowie z Interią Józef Jarząbek, pierwszy trener Dawida Kubackiego, któremu nie spodobały się publiczne anse mistrza świata z 2019 roku oraz Aleksandra Zniszczoła pod adresem odchodzącego Austriaka.

Artur Gac, Interia: Słowa, jakie w Planicy wypowiedział m.in. Dawid Kubacki pod adresem żegnającego się z kadrą Thomasa Thurnbichlera, mocno rozgrzały opinię publiczną. Padło kilka ostrych sformułowań z ust pana wychowanka. Gdybym wylądował na ziemi wczoraj, to gotów byłbym sobie pomyśleć, że Austriak wręcz działał na szkodę kadry. Pan takie wypowiedzi akceptuje?
Józef Jarząbek: - Moim zdaniem takie sprawy załatwia się w wąskim, własnym gronie. Bo jeśli Dawid czy inny zawodnik trenował z tym trenerem przez trzy ostatnie lata, to trzeba to było załatwić wcześniej. Ale nie przez media, tylko między sobą, tak jak załatwiają takie sprawy dorośli ludzie i dorośli faceci. Wyciąganie czegoś takiego na światło opinii publicznej nie jest fajne dla samych kibiców, ani korzystne dla całych skoków.
I kibice dają temu wyraz, osobiście mnie też to bardzo się nie podoba, czemu dałem wyraz w mediach społecznościowych.
- Ja myślę, że Thurnbichler starał się zrobić wszystko, jak najlepiej umiał, choć nie zawsze wszystko wychodzi. Nie wykluczam, że mogły być w grupie jakieś zgrzyty, ale to powinno zostać między nimi. Taka rozmowa powinna odbyć się w kuluarach, a nie w mediach. Taka jest moja opinia.
W Zimowym Magazynie Olimpijskim ekspert Polsatu Sport Rafał Kot, członek zarządu PZN, był oburzony stanowiskami Kubackiego i Aleksandra Zniszczoła. "Te wypowiedzi są tragiczne. Mnie się bardzo nie podobają, nie można tak się wypowiadać. To karygodne!" - tak skomentował słowa pod adresem świeżo odchodzącego trenera.
- Dokładnie. Choć może nie użyłbym aż słowa "karygodne", ale podtrzymuję, że takie rzeczy załatwia się w stylu dorosłych facetów. Czyli rozmawiamy w cztery oczy, poza mediami i wówczas wyglądałoby to zupełnie inaczej.
A teraz jak wygląda?
- No nieładnie, kiedy przed kamerą jeden krytykuje drugiego. Może popełnili błędy, i troszeczkę zawodnicy, i troszeczkę trener, więc należałoby spojrzeć na to bardziej ostrożnie. Oczywiście nie było mnie tam w środku, ale sam tak bym się nie wypowiedział do mediów.
W trakcie minionego sezonu miał pan rozmowy z Dawidem Kubackim?
- Bardziej działał ze Zbyszkiem Klimowskim. Oczywiście byłem na jakimś treningu, o co poprosił mnie też Zbyszek, ale to bardziej w takich ramach, by dwóch-trzech trenerów popatrzyło na Dawida świeżym okiem. Tak naprawdę chyba rok temu była między nami konkretniejsza rozmowa.
I tym świeżym okiem, gdy patrzył pan na skoki dwukrotnego medalisty olimpijskiego i mistrza świata z 2019 roku, jak pan diagnozował główny problem?
- Patrząc z boku byłbym skłonny powiedzieć, że Dawid, a może i cała grupa, za bardzo skupili się na treningu siłowym. A trzeba było bardziej skoncentrować się na technice. Tak myślę, ale nie wiem, czy się nie mylę. Dawid jest niesamowicie utalentowanym zawodnikiem i myślę, że jemu nie trzeba było aż tyle treningu siłowego, lepiej jakby było więcej skakania. Jeśli nie szło, to trzeba było coś zmienić nawet w trakcie sezonu.
Z tego, co się pan orientuje, mocniejsze akcenty siłowe zaordynował Thurnbichler, czy był to efekt wolnej ręki i sami zawodnicy za bardzo poszli w tym kierunku?
- Trener musiał to zaakceptować, musiał rozpisać plan treningowy. To robi trener główny i zakładam, że zawodnicy realizowali go w stu procentach. Sądzę, że gdyby więcej było techniki skoki, wyszłoby to lepiej. Na pewno chłopaki bardzo się przykładali, Dawid i inni zawodnicy pracują na maksa, są wielkimi profesjonalistami.
- Ja może nie użyłbym aż słowa "karygodne", ale takie rzeczy załatwia się w stylu dorosłych facetów. Czyli rozmawiamy w cztery oczy, poza mediami i wówczas wyglądałoby to zupełnie inaczej
~ Józef Jarząbek, pierwszy trener Kubackiego
Z drugiej strony Maciej Maciusiak, czyli nowy trener kadry A, a wcześniej asystent Thurnbichlera, powiedział wprost, że nie zostało popełnionych w przygotowaniach wiele błędów.
- Być może i tak, ale jak na przykład Dawid był wycofany z Pucharu Świata czy którykolwiek z innych zawodników, trzeba było skupić się na większej liczbie skoków. Uważam, że to dałoby lepszy efekt. A reszta? Jakichś błędów tu nie było. Obserwowałem sumienną pracę, bo nieraz jak młodsi zawodnicy byli na siłowni, to byli tam też starsi, w tym Dawid. Z obserwacji widziałem, że motywacji do treningów im nie brakowało.
Kubacki wypowiedział takie słowa: "Wieczorem siadaliśmy i ustalaliśmy, że zajmujemy się tym i tym. Zbijaliśmy piątki. Każdy był zadowolony, a następnego dnia Thomas nie pamiętał nic z tego na skoczni, tylko robił swoje od nowa".
- Jeśli tak rzeczywiście było, to nie powinno się to zdarzyć. Paru dobrych chłopaków udało się się wychować i coś o tym wiem. Jeżeli plan treningowy jest ułożony na cały rok, to choćby bomba atomowa wybuchła, trzeba to realizować i nie ma zmiłuj się. A jeśli zmiany były z dnia na dzień, to nie wiem... Zawodnicy pewnie wiedzą to lepiej, więc może dlatego zaufanie do trenera zmalało.
A nie powinno być tak, że dziś najbardziej słyszalny powinien być głos chwalącego Thurnbichlera 25-letniego Pawła Wąska, który stał się liderem kadry, a nie zawodników - z całym szacunkiem do ich wybitnych osiągnięć - którzy sportowo zeszli na drugi plan?
- Trudne pytanie... Z drugiej strony, jeśli zawodnik jest na szczycie i przestaje mu iść, to też nie ma co się dziwić, że szuka czegoś lepszego. Fakt jest natomiast taki, że w każdej grupie musi być stuprocentowe zaufanie. Trener musi być za zawodnikami, a zawodnicy muszą w stu procentach ufać szkoleniowcowi. Wtedy jest postęp. A jeśli wkrada się niepewność, to jest problem, bo na tak wyśrubowanym poziomie wszystko musi się zgadzać. Czasem warto posłuchać też tych najbardziej doświadczonych zawodników, ale czy w pełni się do nich dostosować? Już nie mi do rozsądzać.
Kończąc, Thurnbichler pożegnał się w zupełnie innym stylu, publicznie dziękując każdemu zawodnikowi i kłaniając się polskim kibicom.
- No właśnie, on niczego nie wywlekał. Jest to przyjemne na koniec współpracy, a może i jeszcze będzie nadal w Polsce, bo podejrzewam, że być może podejmie pracę z kadrą juniorów. Na pewno byłoby lepiej, gdyby wszyscy tak się zachowali. Dodam jeszcze tylko, że Maciek Maciusiak jest świetnym fachowcem. Tym bardziej byłoby lepiej to wszystko zakończyć ładnie po kilku latach, a nie w taki sposób.
Rozmawiał Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje