Reklama

Reklama

PGE Skra Bełchatów - Zenit Kazań 0:3. Mariusz Wlazły: Nie tak miał wyglądać ten mecz

- Nie tak miał wyglądać ten mecz. Niestety, nie zagramy w turnieju finałowym w Krakowie, choć bardzo chcieliśmy tam być - powiedział kapitan PGE Skry Bełchatów Mariusz Wlazły po porażce z Zenitem Kazań 0:3 w rewanżowym meczu drugiej rundy play off Ligi Mistrzów. Podopieczni Miguela Falaski zostali wyeliminowani z rozgrywek.

Skra sensacyjnie wygrała w Kazaniu 3:2. W Łodzi obrońcy tytułu pokazali siłę i to oni wystąpią w Final Four. W turnieju finałowym w Krakowie oprócz drużyny Zenita wystąpią gospodarze imprezy - Asseco Resovia Rzeszów oraz dwa włoskie zespoły - Cucine Lube Civitanova i Trentino Diatec. Final Four odbędzie się 16 i 17 kwietnia.

Reklama

"Życzymy powodzenia Zenitowi, ale nie zapominajmy, że wystąpi tam Asseco Resovia Rzeszów. Będziemy jej kibicować. Trudno powiedzieć, dlaczego przegraliśmy tak wysoko. Zenit był bardzo pewny siebie i zagrał bardzo agresywnie w każdym elemencie gry" - dodał Wlazły.

"To nie był nasz mecz. Trudno znaleźć coś pozytywnego po takiej porażce. Może poza drugim setem, w którym zagraliśmy na bardzo wysokim poziomie, ale nawet to tego dnia nie wystarczyło na tak świetnie dysponowaną drużynę Zenita. W pozostałych partiach nie mieliśmy przyjęcia, nie byliśmy w stanie dotknąć blokiem ataków przeciwników. Jedynie Facundo Conte potrafił wpakować piłkę w boisko" - ocenił Miguel Falasca.

"Porażki potrafią dużo nauczyć. Nam też po serii zwycięstw przydała się przegrana z PGE Skrą w pierwszym meczu, bo dzięki temu dobrze przeanalizowaliśmy naszą grę. Wiedzieliśmy, gdzie i kiedy popełnialiśmy błędy i jak zagrać w rewanżu. Przed spotkaniem w Łodzi byliśmy bardzo zmobilizowani, bo nie po to zbudowaliśmy drużynę z takich gwiazd, żebyśmy odpadli na tym etapie rozgrywek Ligi Mistrzów. Skra postawiła wszystko na zagrywkę, ale nie trafiała i nie miała tego atutu" - stwierdził trener Zenita Władimir Alekno.

"Próbowaliśmy przeciwstawić się Zenitowi, ale właściwie poza drugim setem nie mieliśmy punktu zaczepienia, żeby go zatrzymać. Chcieliśmy mocno zagrywać, lecz zbyt często się myliliśmy. Do tego na wysokiej piłce trudno złapać takich zawodników jak Wilfredo Leon czy Maksim Michajłow. Ściągamy czapki z głów przed Zenitem za to spotkanie. Trochę boli nas to, że nie podjęliśmy takiej walki jak w Kazaniu. Pozostaje nam teraz skupić się na grze o finał i medal mistrzostw Polski" - skomentował środkowy Skry Karol Kłos.

"Przed meczem awans był sprawą otwartą, ale Zenit zagrał najlepszą siatkówkę, jaką potrafią. A potrafią dużo, przecież w składzie mają zawodników światowego formatu. Według mnie to kompletny zespół i faworyt Final Four. Szkoda, że nie zagramy w turnieju finałowym w Krakowie, bo taki był nasz cel i marzenie" - podkreślił libero klubu z Bełchatowa Kacper Piechocki.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje