Reklama

Reklama

Finał PHL - 6. mecz. GKS Tychy - Comarch Cracovia 2-3

Comarch Cracovia pokonała GKS w Tychach 3-2 i wyrównała stan rywalizacji (3-3) w finale Polskiej Hokej Ligi. Decydujące siódme starcie w sobotę w Krakowie o godz. 14.30.

Gra nie toczy się tylko o puchar i złote medale. Dodatkową stawką finału Polskiej Hokej Ligi jest w tym sezonie miejsce w Lidze Mistrzów.

Reklama

Tyski Stadion Zimowy okazał się za mały! Trybuny pękały w szwach.

Pierwszą groźną okazję wypracowali tyszanie, ale to Cracovia objęła prowadzenie. W 6. minucie Artiom Bożko sprytnym strzałem zaskoczył Żigardy'ego. Bramkarz GKS-u był zasłonięty, a krążek wpadł do bramki tuż przy słupku.

Kolejną dobrą okazję miał Patrik Svitana, ale Żigardy obronił. Dwa niepotrzebne faule tyszan sprawiły, że w połowie pierwszej tercji przez prawie minutę musieli bronić się w trzech. "Pasy" mocno przycisnęły. Po strzałach Patryka Noworyty, Svitany i Macieja Kruczka powinny paść kolejne gole, jednak tyszan utrzymywał w grze kapitalnie dysponowany bramkarz.

Idealnej okazji do wyrównania nie wykorzystał Martin Vozdecky. Jego strzał w sytuacji sam na sam obronił Rafał Radziszewski (17. minuta). Po chwili GKS po raz pierwszy stanął przed szansą gry w przewadze liczebnej, ale Damian Kapica wykorzystał nieporozumienie pomiędzy Marcinem Koluszem a Vozdeckym, przechwycił krążek i w sytuacji sam na sam podwyższył na 2-0.

Gospodarze zdołali złapać kontakt bramkowy jeszcze przed pierwszą przerwą. Jakub Witecki podał spod bandy na niebieską linię do Bartosza Ciury, a ten bez przyjmowania krążka wypalił pod poprzeczkę.

Krótko po powrocie hokeistów na lód, Cracovię uratowała poprzeczka! Goście jednak wciąż mieli przewagę i atakowali.

Tyszanie nie przypominali drużyny nie tylko z trzech poprzednich zwycięskich meczów. Tak słabo nie grali jeszcze w żadnym z finałowych spotkań. W drugiej tercji zmarnowali też dwa okresy gry z przewagą jednego zawodnika. W ciągu czterech minut nie potrafili wypracować ani jednej groźnej sytuacji strzeleckiej.

W ich grze brakowało agresji, czego kolejnym przykładem były okoliczności, w jakich stracili trzeciego gola. Gdy zablokowany krążek wyleciał wysoko w powietrze, tyski hokeista stał i czekał, aż spadnie, a zawodnik Cracovii wyskoczył, trącił rękawicą i rozpoczął kontrę. Tym razem nie popisał się też Żigardy - nie zdążył złączyć parkanów i Petr Szinagl wpakował mu krążek do bramki z dość ostrego kąta.

Gdy hokeiści GKS-u wychodzili na lód przed trzecią tercją, nie mieli nic do stracenia. Huraganowych ataków jednak nie było, a czas uciekał. Gospodarzom wciąż szło jak po grudzie i coraz częściej decydowali się na indywidualne akcje. Pierwszą dobrą okazję wypracował sobie Kolusz dopiero w 46. minucie ("Radzik" obronił). Gdy trzy minuty później na rajd zdecydował się Jakub Witecki, trzech krakowskich hokeistów zlekceważyło go, a ten strzelając z bulika bekhendem pokonał Radziszewskiego!

Tyszanie odzyskali wiarę i zaczęli żwawiej atakować, a krakowianie głęboko się cofnęli i Radziszewski przeżywał ciężkie chwile. Przetrzymał tyski ostrzał, gdy na ławkę kar pojechał Marek Wróbel. Cztery minuty przed końcem niepotrzebną karę w tercji ataku zarobił Maciej Urbanowicz. Trener Jirzi Szejba nie zdecydował się jednak wycofać bramkarza, a jego zespół słabo rozgrywał przewagę. Marzenia GKS-u o wyrównującym golu prysły, gdy w końcówce kary złapali Vozdecky i Bryk.

Mirosław Ząbkiewicz

Szósty mecz finałowy:

GKS Tychy - Comarch Cracovia 2-3 (1-2, 0-1, 1-0)

Bramki: 0-1 Artiom Bożko (Filip Drzewiecki 5.38), 0-2 Damian Kapica (17.40 w osłabieniu), 1-2 Bartosz Ciura (Jakub Witecki 19.31), 1-3 Petr Szinagl (37.14), 2-3 Jakub Witecki (48.27).

GKS: Sztefan Żigardy - Bartosz Ciura, Michael Kolarz; Michał Woźnica, Jarosław Rzeszutko, Adam Bagiński - Bartłomiej Pociecha,  Marcin Kolusz; Martin Vozdecky, Filip Komorski, Josef Vitek - Michał Kotlorz, Mateusz Bryk; Mateusz Bepierszcz, Radosław Galant, Patryk Kogut - Jaroslav Hertl, Remigiusz Gazda, Bartłomiej Jeziorski, Jakub Witecki, Mikołaj Łopuski.

Cracovia: Rafał Radziszewski - Peter Novajovsky, Patryk Noworyta; Maciej Urbanowicz, Patrik Svitana, Petr Szinagl - Dawid Maciejewski, Maciej Kruczek; Krystian Dziubiński, Damian Słaboń, Damian Kapica - Patryk Wajda, Rafał Dutka - Filip Drzewiecki, Paweł Kucewicz, Artiom Bożko - Bartosz Dąbkowski, David Turoń; Adam Domogała, Marek Wróbel, Karol Kisielewski.

Stan rywalizacji (do czterech zwycięstw): 3-3. Decydujący mecz w sobotę w Krakowie o godz. 14.30.

Kary: GKS - 18 (w tym 10 min dla Bepierszcza), Cracovia - 12 minut. Widzów: 3300.

Po meczu powiedzieli:

Rudolf Rohaczek (trener Cracovii): - Wiedzieliśmy, że jeśli przegramy, to będzie dla nas koniec sezonu. Dlatego zawodnicy zagrali bardzo zmobilizowani, skoncentrowani. To był - jeśli dobrze liczę - nasz 13. mecz w ciągu 22 dni. Jestem pełen podziwu dla chłopaków. Zrealizowali zadanie, wygrali mecz. Teraz wracamy do Krakowa i tam już wszystko się rozstrzygnie na pewno. Co można zrobić w ciągu niecałych 48 godzin? Bardzo dużo. Oczywiście nie w treningu, tylko w sferze mentalnej. Chłodna głowa może zaprocentować.

Krzysztof Majkowski (drugi trener GKS Tychy): - Źle nam się ten mecz ułożył. Szybko straciliśmy bramkę, potem przytrafił się nam +wielbłąd+ i było 0-2. Bardzo szkoda tego gola (stracony w czasie gry w przewadze). Próbowaliśmy odwrócić losy spotkania, niestety się nam nie udało i kto wygra w sobotę, będzie mistrzem.  Dobrze wiedzieliśmy, że dla Cracovii to mecz ostatniej szansy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie bardzo ciężko. Może gdybyśmy to my pierwsi zdobyli gola, wszystko potoczyłoby się inaczej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje