Reklama

Reklama

Piłkarze Warty Poznań zastrajkowali

Piłkarze Warty Poznań odmówili wyjścia na trening - powodem są zaległości finansowe klubu. - Sięgają już trzech miesięcy - mówił kapitan Warty Tomasz Magdziarz. - Wszystko przez ostrą zimę i zaległości naszych sponsorów - odpowiedział dyrektor sportowy Warty Zbigniew Śmiglak.

- Nasz problem jest problemem wielu polskich klubów, tyle że w większości przypadków głośno się o tym nie mówi. Nawet w ekstraklasie niektóre kluby czekają na lipcowe transze od Canal+, by tylko zapłacić piłkarzom zaległości. W pierwszej lidze jest jeszcze gorzej, zresztą mieliśmy wiosną dostać pieniądze od Unibetu, tylko że ustawa hazardowa sprawiła, że już nie jest sponsorem rozgrywek. I każdy klub ma jakąś dziurę w budżecie - stwierdził Śmiglak. Zdaniem dyrektora Warty problemem klubu była... ostra zima. - Większość naszych sponsorów to małe firmy, które działają w branży budowlanej, a przede wszystkim drogowej. Od listopada do marca miały przestój, do nich pieniądze też nie płynęły. Teraz to spada na nas - dodał.

Reklama

Zaległości klubu wobec piłkarzy sięgają 200 tys. zł, kolejne 300 tys. to dawny dług Warty. - Ciągnie się to za nami od trzech lat. Gdybyśmy nagle skądś dostali 500 tys., to Warta jest czyściutka i ze spokojem może myśleć o nowym sezonie - przyznał Śmiglak.

Piłkarze i trenerzy Warty są jednak poirytowani taką sytuacją. - Sytuacja w klubie jest bardzo nieciekawa, od dwóch dni nie trenujemy. Atmosfera w zespole jest jaka jest. Szkoda, bo przed nami niezwykle ważny mecz. Jestem w tym klubie bardzo długo (od 2004 roku - red.), ale tak źle jeszcze nie było - mówił kapitan poznaniaków Tomasz Magdziarz, który swoje żale kieruje również w stronę władz miasta. - Chcielibyśmy przypomnieć, że w Poznaniu jest nie tylko Lech. Wielu z nas kibicowało mu i cieszyło się, że zdobył tytuł. Tyle że jest jeszcze w mieście klub pierwszoligowy, może mniejszy, ale starszy od Lecha. To Warta - opowiada Magdziarz. Damian Seweryn, który w barwach pięciu klubów rozegrał w ekstraklasie 132 mecze, przyznaje, że piłkarze borykają się z problemami od dawna: - Nie od dziś jest źle, choć zwlekaliśmy z głośnym mówieniem o problemie. Pora jest dość trudna, ale trzeba o tym wreszcie powiedzieć - stwierdził Seweryn. Piłkarze zgłosili swoje wątpliwości władzom klubu w piątek. Następnego dnia dość niespodziewanie zremisowali w Szczecinie z Pogonią 1-1. - Pokazaliśmy, że potrafimy zareagować pozytywnie. Przywieźliśmy punkt z gorącego terenu w Szczecinie, ale co z tego, skoro potem wsiadamy do autokaru i znowu są rozmowy o pieniądzach - przyznał Seweryn.

Warta przez całą rundę jesienną była w czubie tabeli, po cichu mówiło się nawet, że może włączyć się do walki o awans do ekstraklasy. Zimą zmienił się jednak trener (Bogusława Baniaka zastąpił Marek Czerniawski), a wiosną wyniki piłkarzy są słabe. Zdaniem Czerniawskiego wpływ na to mają problemy klubu. - Nie mieliśmy żadnego zgrupowania. Staramy się przed meczami nie myśleć o kłopotach, ale później tracimy pierwszą bramkę i nadwątlone morale nam siada - stwierdził trener Czerniawski. Pomocnik Tomasz Bekas jest zaskoczony obojętnością wobec sytuacji w Warcie. - W tym klubie jest jeden piłkarz spoza Poznania (ściślej mówiąc - trzech spoza Wielkopolski: Sebastian Przybyszewski, Abraham Loliga i Jakub Miszczuk). Tu nasze dzieci chodzą do szkół, tu wydajemy pieniądze. Jeżeli będziemy dostawać pieniądze z klubu, to nikt z nas nie będzie się chciał stąd ruszać - mówił Bekas.

W sobotę Warta zagra z broniącym się przed degradacją z pierwszej ligi Zniczem Pruszków. Dziś poznaniacy mają nad strefą spadkową pięć punktów przewagi, Znicz do bezpiecznej pozycji traci aż sześć "oczek". Dla niego ostatnią deską ratunku będzie wygranie meczu w Poznaniu, ewentualna porażka może postawić Wartę w bardzo trudnej sytuacji. Piłkarze na pewno na boisko wyjadą. - Może w ramach protestu zrobimy to 10 minut później. Nie będziemy odpuszczali tego spotkania, bo to najważniejszy mecz sezonu. Jak wygramy, to zapewnimy sobie utrzymanie. Nikt z nas nie chce spadku Warty, bo też nikt nie chce strzelać sobie w plecy - przyznał Magdziarz. I chce wiedzieć, jaka przyszłość czeka piłkarzy i klub, który w przyszłym sezonie ma rozgrywać swoje mecze na Stadionie Miejskim przy ul. Bułgarskiej. - Wiadomo, że wszyscy patrzą na Lecha, ale też prawie wszyscy by chcieli, aby i stara, poczciwa Warcinka miała się trochę lepiej. Bo to dziadek w niej grał, to ojciec trenował. Pomóżmy jej - zaapelował.

Dyrektor Śmiglak uspokaja: - Przeżyłem takie kłopoty wiele lat temu w Lechu, dziś mam je w Warcie. Prezes naszego głównego sponsora zapewnił, że dziś wykona zaległy przelew, a jeśli dostaniemy go w czwartek, to po południu piłkarze będą mieli pieniądze na swoich kontach. Do soboty postaramy się spłacić zaległości - zapewnił Śmiglak, który, jak twierdzi, też nie dostaje pensji. - Bo skoro piłkarze nie dostają, to ja miałbym brać? Też jestem pracownikiem klubu - mówi. To jednak problemu klubu nie rozwiązuje - za dwa lata Warta świętować będzie stulecie, a tymczasem jest biedna jak mysz kościelna i co kilka miesięcy wraca temat jej dalszej egzystencji u boku bogatszego i świętującego sukcesy sąsiada z Bułgarskiej. - Idę zagrać w totka. Jak trafię szóstkę, to połowę przeznaczę na Wartę i wreszcie w tym klubie będzie dobrze - ironizuje dyrektor Śmiglak.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne