Reklama

Reklama

Dariusz Baranowski: Triumfy w Tour de Pologne zawdzięczałem jeździe na czas

Dariusz Baranowski trzy razy wygrywał Tour de Pologne, zawsze dzięki znakomitej jeździe w "czasówce".

- Każdorazowo wygraną zawdzięczałem jeździe na czas. Przez cały okres mojej kariery była to moja specjalność, a rywalizowanie w niej sprawiało mi szczególną satysfakcję - powiedział.

Popularny w środowisku "Ryba" wygrywał Tour de Pologne w latach 1991-1993. Poza nim takim osiągnięciem mogą się jeszcze poszczycić Marian Więckowski (1954-1956) i Andrzej Mierzejewski (1982, 1984, 1988).

- Aby wygrać taki wyścig jak Tour de Pologne, trzeba oczywiście bardzo dobrze jeździć po górach. Ale jeszcze lepiej czasówki. A te Baranowski opanował wręcz perfekcyjnie - zauważył Ryszard Szurkowski, jeden z najlepszych polskich kolarzy w historii.

Reklama

Które zwycięstwo Baranowski ceni sobie najwyżej? - Trudne pytanie. W każdy wyścig wkładałem wszystkie siły. Największy sentyment czuję do tego pierwszego, w 1991 roku. Miałem wtedy 19 lat i mocno wchodziłem w polskie kolarstwo po drugich miejscach w Wyścigu Pokoju i Wyścigu Solidarności - podkreślił wychowanek trenera Jarosława Nowickiego.

Dobrze pamięta, co mówił wówczas w wywiadach. - Dwa piękne samochody przeszły mi koło nosa. Postanowiłem więc, że nie dam się zgubić na trasie i wszystko rozstrzygnąć w czasówce - tak oceniał swoje szanse na starcie. Plan został wykonany, a na mecie odebrał małego fiata.

Do ostatniego, 8. etapu prowadził Mariusz Bilewski. - Wyścig kończyła 21-kilometrowa czasówka w Kaliszu. Przed nią byłem 10. w klasyfikacji generalnej. Pojechałem 'ile fabryka dała', wygrałem etap i cały wyścig, 52 sekundy przed Bilewskim - przypomniał ówczesny reprezentant OZKol Wałbrzych.

Bliźniaczy przebieg miał Tour de Pologne w 1992 roku. - Do kończącego wyścig  8. etapu, prowadził Litwin Raimondas Rumsas. Będąc na trzecim miejscu, traciłem do niego minutę i dziewięć sekund. Znowu dałem z siebie wszystko i w Nysie dołożyłem Litwinowi 1.13 - zaznaczył. Wtedy bronił barw Soni Górnika Wałbrzych i odjechał z mety wyścigu Polonezem.

W 1993 roku w tradycyjnym wyścigu zaszły istotne zmiany, a organizację Tour de Pologne przejął Czesław Lang. - Wystartowało kilka grup zawodowych. Było już mniej spontanicznego ścigania, zaczęła dominować taktyka i najlepsi twardo trzymali się jej reguł. Odpowiadało mi takie rozgrywanie wyścigu - przyznał Baranowski, jadący wówczas w grupie PEKAES Lang Rover Legia.

Liderem został po 10. etapie, którym była czasówka. - Tym razem zająłem drugie miejsce za Markiem Leśniewskim, ale włożyłem żółtą koszulkę, którą obroniłem na kolejnych dwóch etapach i wygrałem 56 sekund przed Leśniewskim - poinformował. Nagrodą dla triumfatora był Fiat Tipo.

Umiejętnością samotnej walki z czasem popisał się na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie (1996), gdzie był dziewiąty i podczas Tour de France (1998), zajmując czwartą lokatę. Na 52-kilometrowej pofałdowanej trasie z Montceau-les-Mines do Le Creusot, uzyskał czas gorszy tylko od kolarzy, którzy zajęli trzy czołowe miejsca na mecie w Paryżu - Marco Pantaniego, Jana Ullricha i Bobby'ego Julicha. Wielokrotnie kończył zwycięsko czasówki w kraju.

- Jazdę na czas trenowałem zwykle raz, dwa razy w tygodniu. Najczęściej jadąc za motocyklem lub samochodem - wyjaśnił.

Komu z Polaków kibicuje w rozpoczętym właśnie 71. Tour de Pologne? - Trzymam kciuki za Sylwestra Szmyda, który może sprawić przyjemną niespodziankę, jak przed dziewięcioma laty, gdy wygrywał na legendarnym szczycie Mont Ventoux. Bardzo mu tego życzę - zakończył Baranowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje