Reklama

Reklama

Dariusz Baranowski: Jest co wspominać

- Kolarstwo dostarczyło mi wielu fantastycznych wrażeń. Jest co wspominać - podkreślił 40-letni Dariusz Baranowski. Najstarszy zawodnik mistrzostw Polski w wyścigu ze startu wspólnego metę w Sędziszowie minął w tym samym czasie co zwycięzca Michał Gołaś.

Baranowski (BDC-Marcpol Team) po pokonaniu blisko 250 km, na trudnej, pagórkowatej i krętej trasie, sklasyfikowany został na 30. miejscu. Jeden z najlepszych w kraju kolarzy ostatnich kilkunastu lat miał w niedzielę pecha. "Złapałem gumę i długo czekałem na zmianę, ale udało mi się doścignąć zasadniczą grupę" - przyznał z satysfakcją pochodzący z Wałbrzycha zawodnik, który 22 czerwca obchodził 40. urodziny.

"W piątek wieczorem była tylko tradycyjna lampka szampana w gronie kolegów z zespołu. Nie można bowiem całkiem obojętnie przejść obok okrągłej rocznicy, ale nie mogłem pozwolić sobie na dłuższe świętowanie przed niedzielnym startem" - powiedział popularny w środowisku "Ryba".

Reklama

Jak zaznaczył, czuje się nieźle, chociaż bywały w jego karierze lepsze okresy dyspozycji, ale nie uważa, że jest już "kolarskim emerytem".

"Z biegiem lat coraz częściej wracam do ważnych momentów w karierze. Dobrze pamiętam moje pierwsze zwycięstwo na Spartakiadzie Młodzieży w jeździe na czas oraz treningi z Markiem Henczką i Jarosławem Nowickim w wałbrzyskim Górniku. Wspaniały dla mnie był czas, kiedy zająłem drugie miejsce w Wyścigu Pokoju w 1991 roku, a potem trzy razy pod rząd wygrywałem Tour de Pologne. Miałem wtedy zaledwie 19-21 lat" - wspomniał Baranowski.

"Później były igrzyska olimpijskie w Atlancie i dziewiąte miejsce w czasówce oraz ściganie się w tak renomowanych zespołach, jak US Postal Service, Banesto, czy Liberty Seguros i Astana. Za spore osiągnięcia uważam 12. miejsce w Tour de France 1998 i 11. w Giro d'Italia 2003. Kolarstwo dostarczyło mi wielu fantastycznych wrażeń, emocji, radości i satysfakcji. Jest co wspominać. Do dziś nikt z Polaków nawet nie zbliżył się do moich wyników" - dodał.

Zawodnicza kariera nie może trwać w nieskończoność i Baranowski, który od kilkunastu lat mieszka w Głownie (woj. łódzkie), zdaje sobie z tego sprawę.

"Powoli zaczynam rozpatrywać decyzję o zakończeniu ścigania i przyzwyczajam się do tej myśli. Chciałem to zrobić w tym sezonie, ale jeszcze się wstrzymam" - wyjawił.

Przyznał też, że w miarę możliwości ogląda mecze Euro 2012. "Ostatnio przebywałem z drużyną na wyścigu w Serbii, gdzie nasz Marcin Sapa okazał się najlepszym wśród aktywnych. Razem zasiadaliśmy przed telewizorem i emocjonowaliśmy się walką na boisku. Szkoda, że biało-czerwoni nie zaliczą występu do udanych".

Pozasportową pasją Baranowskiego jest domowa hodowla buldogów angielskich. Jego podopieczni, zwłaszcza Larry Flint, otrzymali sporo trofeów na krajowych i międzynarodowych wystawach.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje