Reklama

Reklama

Seth Mitchell pokonał Johnathnona Banksa w rewanżu

- To tylko inne miejsce i czas, ale wynik będzie taki sam - zapewniał przed dzisiejszą potyczką Johnathnon Banks (29-2-1, 19 KO). Z kolei Seth Mitchell (26-1-1,19 KO) zapewniał, że siedem miesięcy po porażce w pierwszym spotkaniu jest już innym pięściarzem, gotowym na rewanż.

W pierwszej rundzie nie działo się praktycznie nic. Niemal przez całą drugą podobnie, ale w samej końcówce Mitchell uderzył prawym podbródkowym, w zwarciu poprawił krótkim prawym w tył głowy i wytrącił rywala z równowagi. Sędzia liczył go do ośmiu, choć było to liczenie trochę kontrowersyjne.

Podrażniony Banks na minutę przed końcem trzeciego starcia skontrował bezpośrednim prawym i pod Sethem ugięły się nogi. Tak oto do gongu na przerwę ratował się panicznym klinczem, a do narożnika poszedł na "miękkich" nogach. Nieoczekiwanie jednak szybko się zregenerował i po przerwie powrócił do otwartych wymian z trenerem obecnego króla wagi ciężkiej, Władimira Kliczki, który notabene oglądał walkę swojego szkoleniowca z pierwszego rzędu Barclays Center w Nowym Jorku.

Na początku piątej odsłony Mitchell zamknął oponenta w narożniku i zasypał kilkoma potężnymi bombami, lecz większej krzywdy nie zdołał mu wyrządzić. Po wyjątkowo nudnym szóstym starciu, gdy obaj zawodnicy zostali wybuczeni, w siódmym znów nieznaczną przewagę zyskał Seth wykazując większą inicjatywę.

Wyjątkowo leniwy tego wieczoru Johnathon w połowie ósmej rundy w końcu wydłużył serię do kilku ciosów i od razu przeciwnik znalazł się w sporych tarapatach, znów ratując się klinczem. Ale znów nie wykorzystał swojej szansy, a po przerwie oddał inicjatywę w półdystansie rywalowi.

Reklama

Mijały kolejne minuty, a Banks ograniczał się do lewych prostych z defensywy oraz słownych zaczepek. Niewiele więcej robił Mitchell, ale przynajmniej wykazywał chęć walki, kilka razy na rundę przeprowadzając jakiś atak. Wychodząc do ostatniego starcia Banks słyszał głośne buczenie, prawdopodobnie wiedział też, że przegrywa na kartach, a mimo tego nie zdecydował się zaryzykować.

Po ostatnim gongu sędziowie byli jednogłośni punktując 115:112, 117:109 i 114:112 na korzyść Setha Mitchella.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy