Reklama

Reklama

Zielona linia atrakcją tylko dla kibiców

Zielona linia, która pokazuje, gdzie dany zawodnik ma wylądować, by objąć prowadzenie w konkursie jest atrakcją wyłącznie dla kibiców. Startujący w Turnieju Czterech Skoczni Polacy uważają, że ona ani nie pomaga, ani nie przeszkadza.

Ostatni konkurs imprezy rozpocznie się o 16.30 w Bischofshofen. Poniedziałkowe kwalifikacje przeszło aż pięciu "Biało-czerwonych". O punkty powalczą dwukrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch, Piotr Żyła, Aleksander Zniszczoł, Dawid Kubacki i Bartłomiej Kłusek.

Reklama

W trakcie swojej próby na zieloną linię nie zwraca uwagi Stoch. 

- Widzę ją wprawdzie, ale staram się w ogóle na niej nie skupiać. Muszę wykonywać przede wszystkim swoją pracę - powiedział.

Kreska pojawia się na zeskoku w momencie, gdy zawodnik siada na belce startowej. Wówczas pokazywane jest miejsce, w którym skoczek musi wylądować, by przy obecnych warunkach objąć prowadzenie.

Z mieszanymi uczuciami podchodzi do tego Żyła. 

- Sam nie wiem, czy ona mi pomaga, czy przeszkadza. Czasami jest tak, że się ciągnie do niej na siłę. Na pewno bardzo przyjemnie jest za nią polecieć. Tak mogłoby być zresztą w moim wypadku częściej... - przyznał.

Zajmujący 13. miejsce po trzech konkursach TCS Polak zauważył, że zawodnik po prostu czasami nie jest w stanie zbyt wiele zrobić - nawet jak widzi linię, za którą chce wylądować.

- W Oberstdorfie miałem taką sytuację, że przez dwie sekundy jeszcze do niej jechałem, więc nawet jej nie widziałem jak leciałem w powietrzu. Różne są sytuacje, ale najczęściej się ją po prostu olewa. Jak się jest w powietrzu, to po prostu nie ma szans, żeby coś więcej zrobić - zaznaczył.

Inny z Polaków - Aleksander Zniszczoł - patrzy się na linię. Zwłaszcza w momencie, gdy udaje mu się do niej dolecieć.

- Oczywiście staram się za nią wylądować albo przynajmniej dolecieć. Ciągnę wtedy trochę nawet na siłę. Myślę, że zawodnik dzięki temu może zyskać metr, może dwa, ale nie więcej - ocenił.

Jego zdaniem pojawienie się na zeskoku linii nie jest niebezpieczne i nie powoduje ona większej liczby wypadków.

- Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że skoki narciarskie to jednak sport ekstremalny. Nam już jednak tej adrenaliny często brakuje, bo wykonujemy to setki, czy nawet tysiące razy. Osobiście nie odczuwam, żeby zielona linia powodowała dodatkowe niebezpieczeństwo, a wręcz przeciwne - to dobre dla nas, bo możemy jeszcze trochę z danej próby wyciągnąć - uznał.

Dawid Kubacki na siłę nie próbuje dolecieć do zielonej kreski. 

- Po prostu widać, gdzie należy skoczyć, by prowadzić, ale tak naprawdę jak ktoś na siłę będzie próbował do niej dociągnąć, to może się przejechać. Można to czasem przepłacić upadkiem i trzeba zachować zimną krew - podkreślił.

Podopieczny Łukasza Kruczka uważa, że to większa atrakcja dla kibiców, aniżeli dla zawodników.

- Oni dzięki temu widzą, gdzie należy skoczyć, by objąć przy aktualnym wietrze prowadzenie. Dawniej wygrywał ten, który wylądował najdalej, a teraz mają linię, która im to podpowiada - zauważył.

Ostatni konkurs Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen rozpocznie się o godz. 16.30.

Najbliższy triumfu w TCS jest 21-letni Austriak Stefan Kraft, który ma 23,1 pkt przewagi nad swoim rodakiem Michaelem Hayboeckiem i o 29,4 pkt więcej od Słoweńca Petera Prevca.

W polskiej ekipie najwyżej sklasyfikowany - na 8. pozycji - jest Kamil Stoch, a na 13. - Piotr Żyła. Transmisje w Eurosporcie i TVP.

Z Bischofshofen - Marta Pietrewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama