Pięć grup w nadchodzącym wydarzeniu jest dowodzonych przez Adama Małysza, Gregora Schlierenzauera, Andreasa Goldbergera, Thomasa Morgensterna i Martina Schmitta. Wśród uczestników zaś znalazły się gwiazdy tego sezonu oraz aż sześciu polskich skoczków, z czego dwóch zastąpiło wykluczonych z zawodów Norwegów.
Dramatyczne wyznanie gwiazdy skoków. Mówi o problemach psychicznych
Skoczkowie narciarscy zapytani o najdziwniejsze polskie słowa
Większość nie wiedziała, co powiedzieć, bo, jak twierdzili, znają niewiele polskich słów. Gregor Schlierenzauer długo się zastanawiał, aż powiedział "smacznego". Goldberger stwierdził, że nie zna dziwnych słów, ale z pewnością ma w głowie jedno, które jest bardzo ładne, czyli "dziękuję". W podobnym tonie wypowiedział się Tate Franz.
Thomas Morgenstern i Andreas Wellinger wymienili "na zdrowie", a Martin Schmitt stwierdził, że najbardziej podoba mu się słowo brzmiące jak "szok". Żaden z nich nie podał takiego, które mogłoby rzeczywiście być dziwne. Do gry wszedł jednak Daniel Tschofenig.
Daniel Tschofenig musiał gryźć się w język
W końcu pytający dotarli również do Daniela Tschofeniga, tegorocznego triumfatora Pucharu Świata. Zdobywca Kryształowej Kuli tylko usłyszał o zagadnieniu i od razu zaczął chichotać. Jak sam stwierdził, słowo, o które mu chodzi, nie jest raczej odpowiednie do wymówienia przed kamerami.
Kolejna "bomba" w skokach. Tuż za metą sezonu. Rekord świata jednak do kasacji?
"Nie powiem tego słowa. Nie jest przyzwoite" - twierdził śmiejący się Tschofenig. Polska jest mocno znana w sieci z najpopularniejszego lokalnego wulgaryzmu. Nic dziwnego, że to akurat on obił się Austriakowi o uszy. Można mieć tylko nadzieję, że dzięki częstszym pobytom w Zakopanem jego słownik języka polskiego się rozszerzy.













