Sabalenka, a teraz kolejna mistrzyni na liście. Wielkie zwycięstwo po 74 minutach
Jekaterina Aleksandrowa sprawiła w 3. rundzie WTA Charleston niespodziankę, odprawiając rodaczkę, Dajanę Sznajder. Poszła za ciosem i w ćwierćfinale sprawiła już prawdziwą sensację, eliminując Qinwen Zheng. Mistrzyni olimpijska nie była w stanie nawiązać nawet rywalizacji z Rosjanką i poległa po zaledwie 74 minutach 1:6, 4:6. Chinka bardziej, aniżeli z rywalką, walczyła sama z sobą. W trakcie meczu kilkukrotnie musiała korzystać z przerw medycznych.

Turniej WTA 500 w Charleston to prawdziwy przełom dla Jekateriny Aleksandrowej. Rosjanka w obecnym sezonie ma potworny problem z brakiem regularności, a kibice z wielkim rozczarowaniem obserwowali, jak już po pierwszych spotkaniach odpadała z rozgrywek w Dubaju, Indian Wells, czy Miami. Fatalną passę przełamała w Charleston.
Imponujące przełamanie Aleksandrowej. Fani czekali na to tygodniami
Rosjanka zaczęła od pewnego zwycięstwa nad Ann Li, a w 1/8 sprawiła już niespodziankę, wygrywając w dwóch setach z Dajaną Sznajder. Potrzebowała do tego zaledwie 55 minut. Mało kto spodziewał się jednak, że tak rewelacyjnie zaprezentuje się w ćwierćfinale na tle mistrzyni olimpijskiej - Qinwen Zheng.
Zheng rozpoczęła spotkanie od kompletnego falstartu. Aleksandrowa wygrała swoje podanie, przełamała rywalkę i po chwili dołożyła kolejnego gema, dzięki czemu wyszła na prowadzenie 3:0. Później nie było lepiej. Chinka nie potrafiła złapać rytmu, a do tego doszły jeszcze problemy zdrowotne. Przy prowadzeniu 5:0 jasne już było, że Aleksandrowa nie wypuści tego seta z rąk. Skończyło się 6:1 po zaledwie nieco ponad 30 minutach.
Kłopoty zdrowotne pokrzyżowały plany Qinwen Zheng. Sensacja w Charleston
Poważne problemy 8. rakiety świata zaczęły się dopiero w drugiej partii. Widać było, że 22-latka cierpi, wobec czego poprosiła po przegranym serwisie na 0:1 o przerwę medyczną. Wskazywała na problem z kolanem. Po chwili wróciła do gry, ale niestety kłopoty zdrowotne nie ustały. Rosjanka grała swoje, ale mecz co rusz przerywany był na prośbę Zheng, która wymagała wsparcia medyków i fizjoterapeutów.
Przy stanie 1:2 Chince tejpowano prawe ramię, ale i to nie przyniosło zbytnich rezultatów. Mistrzyni olimpijska wyglądała lepiej, aniżeli w pierwszej partii, ale przewaga wciąż była po stronie dużo bardziej doświadczonej rywalki. Wywalczone na starcie drugiej partii przełamanie zapewniało jej względny komfort. A jako ze sama nie przegrała ani jednego podania, nie dała się dogonić.
Po 74 minutach Aleksandrowa triumfowała 6:1, 6:4, odprawiając z kwitkiem postrzeganą jako wyraźną faworytkę Qinwen Zheng. W półfinale czekała już na nią Jessica Pegula. Amerykanka pokonała swoją rodaczkę, Danielle Collins 1:6, 6:3, 6:0.













