Reklama

Reklama

Jan Szturc o Piotrze Żyle: Puściła mu chyba głowa i odleciał

Jan Szturc, który w szkole podstawowej wypatrzył Piotra Żyłę, w samych superlatywach wypowiada się o urodzonym w Cieszynie w 1987 roku wychowanku. Najbardziej ceni w nim szczerość, otwartość i prawdomówność. "To co ma w sercu to i na języku" - podkreślił.

W niedzielę 17 marca jego 26-letnia "perełka" odniosła największy sukces w karierze. Żyła, ex aequo z Austriakiem Gregorem Schlierenzauerem, zajął pierwsze miejsce w zawodach Pucharu Świata na skoczni w Holmenkollbakken (powszechnie Holmenkollen), dzielnicy Oslo.

Reklama

17 marca 1996 roku także była niedziela. Na tym samym obiekcie, w ostatniej pucharowej odsłonie tamtego sezonu, Adam Małysz triumfował po raz pierwszy w karierze. Jego wieloletni idol, Niemiec Jens Weissflog, mistrz olimpijski z 1984 i 1994 roku, tego samego dnia pożegnał się ze wszystkimi uczestnikami zawodów. Wielu komentatorów i kibiców konkurs ten nazwało "zmianą warty". Było to pierwsze zwycięstwo reprezentanta Polski w tym cyklu od 1986 roku.

Te dwie niedziele w stolicy Norwegii, odległe od siebie o 17 lat, mają - zdaniem Szturca, wujka i pierwszego trenera Małysza - historyczne znaczenie. To wówczas, niesiony falą jego sukcesu, "wypłynął" niczym rybak w łodzi na połów. Kurs obrał na Szkołę Podstawową nr 4 w Wiśle Głębcach, którą w 1992 roku ukończył... Małysz, a wcześniej jego rodzice i jeszcze kilku innych późniejszych skoczków narciarskich. Interesowali go uczniowie drugich klas, którym zadawał to samo pytanie: Czy chcesz skakać tak jak Adam? Czy chcesz zwyciężać tak jak Adam?

"Byłem szczęśliwy, gdyż poczułem na sobie falę sukcesu, z której mogłem wyciągać perełki. Notes szybko zapełniał się nazwiskami chętnych. Wśród nich był Piotr Żyła. Świetnie jeździł na nartach i znakomicie radził sobie na obiekcie K-17 w Wiśle-Centrum. W odróżnieniu od Adama, który upadł po lądowaniu na siódmym metrze, Piotrek ustał swój pierwszy w życiu skok" - wspomniał Szturc, także absolwent SP 4, gdzie do dziś nauczycielką jest jego żona - Małgorzata, zaś Małysz ma na korytarzu swoją tablicę pamiątkową.

Pytany jaka jest jego "perełka" o przydomku Wewiór, opowieść zaczął od... piłki nożnej, twierdząc, że i w tej dyscyplinie byłby bardzo dobrym zawodnikiem. Jest przede wszystkim wszechstronnie sprawny, oczy ma wokół głowy, więc ma świetny przegląd sytuacji na boisku, no i co dla kibiców najważniejsze - jest bramkostrzelny. Żyła, podobnie jak Małysz, gdy ma tylko czas, występuje w mających wieloletnią tradycję rozgrywkach o Puchar Dolin Wiślańskich. W sześcioosobowej drużynie Głębce Karolowy Dwór, wcześniej nazywanej Głębczester, gra na pozycji napastnika. Po dziewięciu kolejkach z 15 bramkami jest na trzecim miejscu w klasyfikacji strzelców, tak jak i jego zespół.

W niedzielę Żyła, zawodnik Wisły Ustronianki, cieszył się z jeszcze jednego sukcesu. Klubowi koledzy-piłkarze obronili Puchar Polski na szczeblu Podokręgu Skoczów. Na sztucznej murawie boiska w Kaczycach podopieczni trenera Mirosława Szymury pokonali tamtejszego Morcinka 3-2.

"Oprócz skoków, futbol jest jego pasją. Mógłby występować w co najmniej czwartej lidze, ale tam już się "gra na kości" więc nie można ryzykować" - uzasadnił Szturc.

Żyła, student Wyższej Szkoły Edukacji w Sporcie w Bielsku-Białej, której absolwentem jest m.in. Małysz, to - jak podkreślił szkoleniowiec - wyjątkowa osobowość.

"Jest bardzo koleżeński i dowcipny, nigdy się nie obraża, z nikim nie zadziera, cieszy się ogromną sympatią nie tylko w swym narciarskim i piłkarskim środowisku. Najbardziej cenię w nim szczerość, otwartość i prawdomówność. To, co ma w sercu to i na języku" - scharakteryzował Żyłę Szturc i dodał:

"Jest bardzo pracowity. Czasami wręcz przesadza z treningami, plan realizuje na więcej niż sto procent. Przy tym ma niesamowite predyspozycje: dynamikę, siłę, moc odbicia. Popełnia jednak błędy techniczne na progu, ale jest ich już coraz mniej".

Trener Wisły Ustronianki, związany z tą placówką od 1967 roku (wówczas jako zawodnik miał 9 lat, a klub nosił nazwę Start Wisła) przyznał, że kiedy Żyła zajął czwarte miejsce w kwalifikacjach do niedzielnego konkursu, już wtedy "zapachniało niespodzianką". Jednak na najwyższym stopniu podium widział Kamila Stocha.

"Piotrek totalnie zaskoczył nie tylko mnie. Wszystkich, łącznie z sobą, bo jak stwierdził, absolutnie nie spodziewał się takiego sukcesu. Czas najwyższy, by uwierzył, że może wygrywać ze światową czołówką. W niedzielę "puściła mu chyba głowa" i odleciał. Bo głową można odnosić wielkie sukcesy, jak również i doznawać porażek" - podkreślił były skoczek narciarski, kombinator norweski i piłkarz, a od 1984 roku trener.

Zaznaczył przy tym, że aby "głowa puściła", zawodnik musi się czuć komfortowo. A na to składa się kilka elementów. Nie może się przede wszystkim męczyć z kombinezonem, który go hamuje, nie pozwala odlecieć.

"To nie są żarty, jak czasami czytam czy też spotykam się z opiniami, że złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy. Materiał materiałowi jest nierówny. Tu grają rolę niuanse, m.in. sztywność, przepustowość, rozciągliwość. Na początku sezonu, po konkursach w Lillehammer i Kuusamo, nie wiedzieliśmy, co jest grane - przygotowania zostały zrealizowane prawie w stu procentach, a chłopaki nie odlatywali. No i fachowcy doszli do przyczyny - diabeł tkwił w szczegółach" - przyznał Szturc.

Zawodnicy wciąż czekali na lepsze stroje i zaznaczali, że to dla nich bardzo istotne, bo chcieli mieć "czyste" głowy. Mieli już dość zamartwiania się tym, czy kombinezon jest dobry, czy nie. Wreszcie Zbigniew Klimowski, asystent trenera kadry Łukasza Kruczka, wziął sprawy w swoje ręce, a konkretnie... maszynę do szycia, z którą - jak stwierdził Szturc - się nie rozstaje. Wcześniej robił wszystkie przeróbki, w końcu okazał się być świetnym krawcem i poszył zawodnikom kombinezony.

Jan Szturc chwali świetną atmosferę, jaka panuje w ekipie, co także rzutuje na wyniki: "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, w jedności jest bowiem siła - to nie są slogany, w takim nastroju chce się pracować".

Jak wyjaśnił 10-osobową kadrą A opiekuje się 12 osób. Są to: trener główny Łukasz Kruczek, asystenci - Zbigniew Klimowski, Piotr Fijas i Grzegorz Sobczyk, konsultant Adam Małysz, fizjoterapeuta Łukasz Gębala, serwisant Kacper Skrobot, psycholog Kamil Wódka, lekarz Aleksander Winiarski, biomechanik Piotr Krężałek, konsultant ds. motoryki Michał Wilk i trener współpracujący Jan Szturc.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje