Polska – Włochy 0-1 w Lidze Narodów. Boniek dla Interii: Musimy grać po polsku

- Musimy grać po polsku, a cała historia naszej piłki sprowadza się do gry z kontry. To w niej jesteśmy najbardziej niebezpieczni. Powinniśmy być skoncentrowani przez cały mecz, a to zawiodło w meczu z Włochami. Nic się nie dzieje. Jerzy Brzęczek ma moje pełne poparcie - powiedział nam prezes PZPN-u Zbigniew Boniek, po porażkach z Portugalią i Włochami na Stadionie Śląskim.

Michał Białoński: Czy po dwóch porażkach na Śląskim nadal wierzy pan tak mocno w Jerzego Brzęczka?

Reklama

Zbigniew Boniek, prezes PZPN-u: A dlaczego pan mnie pyta akurat o to, czy wierzę w niego, a nie o wiarę w piłkarzy? Może to z nimi mamy problem?

Ale ktoś wybrał skład z Jackiem Góralskim i Damianem Szymańskim, którzy mieli sobie poradzić z Verattim i Jorginho.

- A kto miał grać?

Mógł Krychowiak z Linettym, w ustawienie 1-4-5-1, które sam trener Brzęczek nazwał bazowym.

- Krychowiak był chory, rozmawiałem z nim. Zmienił klub będąc nieprzygotowanym fizycznie, teraz gra regularnie, więc złapał lekką zadyszkę, ale jestem spokojny o Grzegorza, on sobie poradzi. Zastanawiam się natomiast czy nasze ambicje w podejściu do kadry nie są zbyt wygórowane. Robimy teraz masę analiz na emocjach. Gdybyśmy mieli na każdą pozycję po dwóch Bereszyńskich, Lewandowskich, Zielińskich, Milików czy Piątków, to byśmy nie mieli problemów. Tymczasem na niektóre pozycje my nie mamy zawodników.

Poza tym, my musimy grać po polsku, a cała historia naszej piłki sprowadza się do gry z kontry. To w niej jesteśmy najbardziej niebezpieczni. Do tego powinniśmy być skoncentrowani przez cały mecz, a to zawiodło w meczu z Włochami. Inny mankament polega na tym, że my w ogóle nie wiemy co to jest gra w środku pola: wymiana podań, utrzymanie się przy piłce, przygotowanie ataku. My takiej fazy nie znamy. Nie wiem, czy tego nie trenujemy w klubach.

Przy okazji wizyty na Śląsku byłem na dwóch meczach Centralnej Ligi Juniorów. I powiem panu uczciwie, że nie widziałem w nich żadnego rozgrywającego. W związku z ich brakiem mecze sprowadzały się bardziej do skakania sobie po głowie niż grania w piłkę.

Jak się panu podobała organizacja na Śląskim? Dla nas, za wyjątkiem trochę późno otwartych bram, wszystko było perfekcyjne.

- Stadion Śląski absolutnie nie zawiódł. Gotowość i dyspozycyjność ludzi pracujących tam była wręcz fantastyczna. Mieliśmy my o nich, jak oni o nas poczucie, że pracujemy z profesjonalistami. Chciałbym, aby niezależnie od tego, jaka będzie rządziła opcja w samorządzie, ten profesjonalizm został utrzymany. To na pewno nie jest tak, że Śląski przestał być dla nas fartowny. Po prostu rywale, z jakimi mierzyliśmy się w Chorzowie byli silniejsi, nie mieliśmy szczęścia i trochę daliśmy ciała. Naszemu trenerowi i jego wybrańcom doradzałbym zasadę: "Im mniej się  mówi, tym lepiej; róbmy swoje". Jak będziesz miał wyniki, to masz o czym opowiadać, jeśli ich braknie, to żadne tłumaczenie nie pomoże

Młodzieżówce nie udało się awansować, choć Czesław Michniewicz zaparkował autokar w polu karnym Duńczyków. Jest jednak pozytyw - wydaje się, że Żurkowski nadaje się do pierwszego zespołu.

- Według mnie najlepiej wypadł Sebastian Szymański i to zarówno piłkarsko, jak i biegowo. To jest nasza przyszłość.  Niech się pan nie martwi, jeszcze wyjdzie słońce dla reprezentacji Polski. Trener Brzęczek ma moje pełne poparcie. Zobaczy pan, że awansujemy do mistrzostw Europy. Jestem o to spokojny.



Rozmawiał: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Boniek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje