Reklama

Reklama

Po co nam Obraniak i Lewandowski?

​Narodowa awantura o Ludovica Obraniaka wydaje mi się równie bezpodstawna i wydumana, jak wyliczanie Robertowi Lewandowskiemu ile minut bez gola spędził na boisku w koszulce reprezentacji Polski.

Wysokie notowania u kibiców są Waldemarowi Fornalikowi niezbędne jak każdemu selekcjonerowi. Jeszcze bardziej jego szefowi Zbigniewowi Bońkowi, który po mrocznych czasach Grzegorza Laty, dostał od rodaków kredyt zaufania, jakiego nie miał szansy otrzymać nikt inny. Obaj wiedzą, że wynik meczu z Ukrainą jest fundamentalny, jeśli chcą jeszcze jakiś czas popracować w spokoju. Wyobrażam więc sobie, jak niezwykłą odwagą musiałby błysnąć Fornalik, by w tak kluczowej chwili walki o brazylijski mundial, jeszcze raz dać szansę Ludovicowi Obraniakowi. Krytyka pomocnika Bordeaux przekroczyła ostatnio racjonalne granice, zmieniając się chwilami w nagonkę.

Jak Tomaszewski został klaunem

Nie będę przytaczał szczegółowo wszystkich tyrad na temat Obraniaka od publicznie stawianych pytań: czy jest leniwy, czy też aż tak głupi, skoro do dziś nie potrafił nauczyć się polskiego? Argument zaiste wybitnie merytoryczny, tak jak błyskotliwa argumentacja pewnego znanego pisarza przed walką Gołoty z Saletą, że obaj pięściarze nie osiągnęli szczytów intelektu. Przypomnijmy więc, że celem Obraniaka nie jest wcielenie się w ambasadora kultury polskiej na obczyźnie, ale pomoc drużynie Fornalika w wygrywaniu meczów. Trudno pozbyć się wrażenia, że duma narodowa za łatwo uderza nam do głowy.

Buta, pycha, nacjonalizm w naszej piłce są wszechobecne i trudne do zniesienia. W dodatku pielęgnują je wybitni kiedyś gracze. Wiadomo, że wielbicielem Obraniaka nie jest nawet prezes PZPN, od lat sam mieszkający w Rzymie. Jeśli ktoś taki, jak on nie bierze w obronę piłkarza, to trudno liczyć na Jana Tomaszewskiego tropiącego i rugującego z drużyny "francuskie śmieci". W jak kuriozalny sposób zmaterializowały się słowa nieżyjącego już Briana Clougha, który w 1973 roku przed legendarnym starciem na Wembley nazwał Tomaszewskiego klaunem. W tamtych czasach to określenie było zupełnie bezpodstawne.

Z zachowania fanów i mediów wnoszę, że wyboru podstawowej jedenastki na mecz z Ukrainą powinien dokonywać cały naród w głosowaniu powszechnym. Tuż po ogłoszeniu kadry przez Fornalika, w której po raz kolejny znalazł się Obraniak, jeden z dziennikarzy uspokajał rodzimych fanów futbolu, iż po dogłębnym przesłuchaniu selekcjonera otrzymał w zasadzie jasne zapewnienie, iż Ludo nie powącha trawy przeciw Ukraińcom. Ile takich rozmów przeprowadził w ostatnim czasie Fornalik, ilu ludzi próbowało przekonać go, iż Obraniak to wrzód na zdrowej tkance polskiego futbolu?

Fornalik położy głowę pod topór?

Reklama

Pomocnik Bordeaux powinien być oceniany na zimno, jak każdy inny zawodnik. Albo jest dobry, albo nie, albo jest w formie, albo trzeba go pozostawić na ławce. Traktowanie Obraniaka jak kozła ofiarnego lub wykorzystywanie przeciw niemu argumentów patriotycznych, sprowadza debatę na manowce. Selekcjoner musi mieć wolny wybór, tymczasem atmosfera jest taka, że jeśli jeszcze raz ośmieli się posłać Ludo na boisko, położy głowę pod topór.

Bardziej absurdalne wydają mi się tylko niezliczone teorie na temat niemocy Roberta Lewandowskiego w reprezentacji Polski. Narodowe odliczanie mu minut bez gola ociera się o masochizm. Kwestionowanie formy, klasy i zaangażowania gracza, który w Bundeslidze zdobył 19 bramek, a w Champions League pięć, wydaje się absurdem. Poza Krzysztofem Warzychą w Grecji polski napastnik nie był najlepszym strzelcem żadnej zagranicznej ligi. Lewandowski jest o krok, w rozgrywkach, które w rankingu UEFA zajmują trzecie miejsce na kontynencie. Oczywiście pytanie: "dlaczego w kadrze nie strzela", jest uzasadnione i frapujące, nie sposób jednak posądzać o złą wolę samego zawodnika.

Z dortmundzkiego trio swoje walory w kadrze najczęściej potwierdza Kuba Błaszczykowski. Wynalezienie formuły na efektywniejsze wykorzystanie atutów Lewandowskiego i Piszczka, jest jednym z głównych zmartwień Fornalika. To zadziwiające, że w futbolu reprezentacyjnym kłopoty przeżywają nawet najjaśniejsze gwiazdy naszych czasów - Cristiano Ronaldo i Leo Messi. Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie jednak, że nie nadają się do udźwignięcia odpowiedzialności za drużyny narodowe.

Boniek był już selekcjonerem

Rozumiem, że futbol stał się rzeczą ważną, nośną, spektakularną. Chodzi jednak o to, byśmy zachowali powagę i umiar. Dyskutując o nim nie można wyjaśniać wszystkiego za pomocą argumentów niemających z piłką absolutnie nic wspólnego. Lewandowski, a także Obraniak udowodnili swój talent wielokrotnie. Nie daje im to pozycji świętych krów w drużynie narodowej, ale powinno skutkować jakimś kredytem zaufania. Niech Fornalik przy wyborze ma wolne ręce. Niech pamięta, że Boniek był już selekcjonerem, i co z tego wyniknęło? Polska to nie Brazylia, czy Hiszpania, gdzie na miejsce każdego gwiazdora, znajdzie się dziesięciu innych.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę grupy H el. MŚ 2014

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje