Reklama

Reklama

​PHL. Trener JKH GKS Kalaber: Byłem pewny, że wygramy

Hokeiści JKH GKS Jastrzębie w finałowej serii z Comarch Cracovią prowadzą 3-1 i w sobotę na swoim lodowisku mogą zapewnić się sobie pierwszy w historii klubu mistrzowski tytuł.

"W całym sezonie nie przegraliśmy dwóch spotkań z rzędu, więc byłem pewny, że wygramy" - powiedział trener GKS Robert Kalaber po środowym zwycięstwie 2:1.

Reklama

Jastrzębianie wygrali dwa pierwsze spotkania w swojej hali. We wtorek ulegli jednak w Krakowie 0:2, ale w środę - w dramatycznych okolicznościach - przechylili szalę na swoją korzyść.

Krakowianie prowadzili od 4. minuty po golu Dmitrija Kostromitina. Ten wynik utrzymywał się do 58 minuty. Wówczas do remisu doprowadził Kamil Wałęga. Losy meczu rozstrzygnął w 17. minucie dogrywki (gra się trzech na trzech) Zackary Phillips, który perfekcyjnie wykonał rzut karny podyktowany za faul Alesa Jeżka.

Trener Kalaber nie krył zadowolenia z postawy swojej drużyny.

"W pierwszej tercji może trochę przeważała Cracovia, ale od drugiej byliśmy lepsi. Mieliśmy więcej okazji, lepiej rozgrywaliśmy krążek, lepiej jeździliśmy, byliśmy mocniejsi na bandach. Ten gol na 1:1 nam się należał. Przygotowaliśmy chłopaków, że musimy dzisiaj wygrać. Taktycznie rozegraliśmy to bardzo dobrze, nie popełniliśmy większych błędów. Bardzo potrzebowaliśmy tego zwycięstwa. Dzisiaj powiedziałem chłopakom, że w całym sezonie nie przegraliśmy dwóch spotkań z rzędu, więc byłem pewny że wygramy" - powiedział słowacki szkoleniowiec, ktory jest jednocześnie selekcjonerem reprezentacji Polski.

Kalaber zwrócił też uwagę na fakt, że Cracovia ma hokeistów o lepszych warunkach fizycznych przez co ich regeneracja przebiega nieco wolniej.

"Byłem przekonany, że po wtorkowym meczu będziemy lepiej wyglądać jeśli chodzi o motorykę. To nie jest kwestia przygotowania, ale właśnie regeneracji" - podkreślił.

W sobotę JKH może na swoim lodowisku zakończyć serię i świętować mistrzostwo, ale Kalaber zapewnia, że nikt w klubie nie będzie "mroził szampana", aby było czym oblewać sukces.

"Każdy mecz to walka, trzeba zostawić dużo potu, poświęcenia. Teraz koncentrujemy się na sobocie. Jak się nie uda, to będą szanse w kolejnych spotkaniach. Nie mamy się czego bać. Bać się może kolega Rohacek (trener Cracovii - przyp. PAP). A gdy wygramy, to szampan się znajdzie. Najpierw trzeba załatwić sprawę na lodzie" - stwierdził.

Trener Cracovii Rudolf Rohacek nie miał wątpliwości, że o porażce jego drużyny przesądziła kara nałożona na jego zawodnika Stepana Csamango w końcówce trzeciej tercji. To podczas tego osłabiania jastrzębianie doprowadzili do wyrównania.

"To był faul w tercji rywala, trzy minuty przed końcem. Coś takiego w finale nie powinno się wydarzyć. Zresztą gol był przypadkowy, bo krążek nie leciał do bramki, ale się odbił od nogi i zmienił kierunek. Potem, cztery minuty przed końcem dogrywki, popełniliśmy prosty faul w tercji rywala, potem kolejny. Można dyskutować czy powinien być za to podyktowany karny. Ale to jest już tylko gdybanie. W sobotę jedziemy do Jastrzębia i zrobimy wszystko, aby jeszcze wrócić do Krakowa" - zadeklarował Rohacek.

Grzegorz Wojtowicz 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje