Reklama

Reklama

ME piłkarzy ręcznych. Czego można się spodziewać po Polakach?

W tym przypadku kubertenowskie powiedzenie, że najważniejszy jest udział nabiera szczególnego znaczenia. Polscy piłkarze ręczni o 18.15 meczem ze Słowenią rozpoczną grę w mistrzostwach Europy. Czego można się spodziewać po "Biało-Czerwonych"?

Najbezpieczniej jest zapowiedzieć, że niczego i zaszczepić taką myśl w drużynie. Niech chłopaki nabywają obycia na wielkiej imprezie i w meczach z wielkimi rywalami. Zbierają doświadczenie i nie czują presji wyniku, która może im pętać nogi. Każdy, kto choć trochę interesuje się piłką ręczną w Polsce wie, że drużyna jest budowana od podstaw. I to po raz drugi w ciągu kilkunastu miesięcy. Składa się z młodych i bardzo młodych zawodników, w większości grających w polskiej Superlidze.

Reklama

Za granicą gra czterech: Kamil Syprzak we francuskim potentacie PSG, a trzech w Bundeslidze: Maciej Majdziński w Bergisher, Maciej Gębala w Lipsku i Piotr Chrapkowski w Magdeburgu. Do tego jest dwóch zawodników czwartej drużyny Europy, czyli PGE Vive Kielce - Arkadiusz Moryto i Mateusz Kornecki i dwójka z regularnie grającego w Lidze Mistrzów Orlenu Wisły Płock - Przemysław Krajewski i Adam Morawski. Dla reszty to w znakomitej większości debiut na takiej imprezie, na takim poziomie i pewnie nawet sam trener nie jest w stanie przewidzieć, jak spiszą się na turnieju. Czy zagrają na swoim najwyższym poziomie, czy nie daj Boże spalą się psychicznie. Do tego trzeba pamiętać, że to nie jest najsilniejszy skład "Biało-Czerwonych", bo kontuzje wykluczyły co najmniej trzech naprawdę megaważnych zawodników - Tomasza Gębalę, Michała Daszka i Pawła Paczkowskiego.

Drużyna do Szwecji przyjechała po dwóch towarzyskich turniejach - w Tarnowie i Torrelavedze i z obu każdy może zapamiętać to, co chciał zauważyć. Z jednej strony tylko jedna wygrana ze słabeuszem z Emiratów Arabskich i pięć porażek, fatalne końcówki meczów np. z Rosją i Portugalią, proste błędy głupie straty itd., itp. Ale z drugiej strony trzeba zauważyć, bardzo dobry mecz z mistrzami Europy Hiszpanią i nieznaczna porażka trzema golami. Długie fragmenty naprawdę przyzwoitej gry z Białorusią, Rosją i 20 minut z Portugalią. I to, czego trudno nie docenić - widać było jakiś plan, nad którym wspólnie z trenerem pracowali i jego realizację, Polacy potrafili zagrać kilka akcji szybko, dokładnie, w dobrym tempie i z pomysłem. Trudno przewidzieć, czy kadra Patryka Rombla jest w stanie zagrać na mistrzostwach cały mecz na takim poziomie jak z Hiszpanią na drugim ze wspomnianych turniejów. A to jest warunek niezbędny, by ze Szwecji wrócić co najmniej z dobrym wrażeniem i optymizmem, a być może i z jakimś zwycięstwem.

Bo ewentualna dobra gra Polaków, możliwa ale niepewna, to jest tylko jeden z warunków i jedyny, który zależy od nas. Drugi to to, jak zaprezentują się nasi przeciwnicy. Polacy zaczną turniej ze Słowenią, czyli trzecią drużyną świata sprzed trzech lat. Typowaną na czarnego konia tegorocznego Euro, który w porównaniu z nami jest zespołem z innej planety. Trenerem jest Ljubomir Vranjesz, legendarny rozgrywający, który ostatnich naście lat pracował w Bundeslidze we Flensburgu i wygrał z nim parę lat temu Ligę Mistrzów. Asystentem druga legenda - Urosz Zorman, obecnie drugi trener w PGE Vive, dla którego grał przez osiem lat. W składzie kolejny były zawodnik kieleckiej siódemki - Dean Bombać, jeden z najlepszych rozgrywających na świecie. Zmiennikiem jest Miha Zarabec z THW Kiel i nawet przeciętny kibic szczypiorniaka wie, co to znaczy grać na środku rozegrania w takim klubie jak Kilonia. Do tego dwóch zawodników węgierskiego Veszprem, jeden z Barcelony, drugi który za pół roku przejdzie z Kielc do Katalonii, czyli kapitalny skrzydłowy Blaż Janc, do tego dwóch graczy z ligi francuskiej, czterech z niemieckiej, ale też reszta młodych, uzdolnionych adeptów słoweńskiego szkolenia w piłce ręcznej.

Na pierwszy rzut oka rywal poza zasięgiem Polaków, ale na drugi to też rywal ze swoimi problemami. Vranjesz trenerem jest od miesiąca, zastąpił Veselina Vujovicia zwolnionego z dnia na dzień w połowie grudnia. A Vranjesz to trener po przejściach w ostatnich katach, bo po wygraniu Ligi Mistrzów z Flensburgiem zmienił klimat i prowadził węgierskie Veszprem z takim skutkiem, że stracił mistrzostwo kraju na rzecz odwiecznego rywala Picku Segedyn, a w Champions League odpadł już w 1/8 rozgrywek, co dla węgierskiego potentata było totalną katastrofą.

Początek meczu Polaków ze Słowenią o 18.15. Transmisja w TVP2 i TVP Sport.

Leszek Salva, Goeteborg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje