Skokom narciarskim grozi katastrofa. Austriak otwarcie bije na alarm. "Boję się"
Zdecydowanie nie takiego sezonu oczekiwali postronni fani skoków narciarskich. Niemal od samego początku zimowych zmagań trwa totalna dominacja Austriaków, którzy wygrywają konkurs za konkursem. Nie inaczej było podczas poprzedniego weekendu w Zakopanem. Takie obrazki nie są dobre dla dyscypliny, co zaczynają nawet zauważać rodacy zawodników królujących na skoczniach całego świata. Oficjalny alarm wszczął już Andreas Goldberger.

Austriacy od zawsze słynęli z posiadania dobrych skoczków, którzy niemal co roku bili się o najważniejsze trofea. Sytuacja w sezonie 2024/25 wymknęła się jednak spod kontroli, z pozytywnego punktu widzenia dla podopiecznych Andreasa Widhoelzla. Daniel Tschofenig i spółka momentami ośmieszają wręcz przeciwników. W Turnieju Czterech Skoczni zajęli całe podium. Równie zacnie wygląda dla nich klasyfikacja generalna Pucharu Świata. Trzech Austriaków plasuje się w TOP 4.
Kibice w czerwono-białych barwach zapewne pękają z dumy. Z drugiej strony z niepokojem patrzą na przyszłość dyscypliny. Do tego grona należy Andreas Goldberger, który udzielił ostatnio wywiadu portalowi "Laola1.at". "Jako Austriak oczywiście cieszę się, że jesteśmy tak dobrzy. Ale jednocześnie trochę się boję, że zainteresowanie międzynarodowe skokami spadnie, jeśli jeden naród zdominuje wszystko. Tak stało się w przypadku biegów narciarskich i Norwegii i nie jest to dobre dla żadnej dyscypliny" - zaalarmował (cytat za: "Skijumping.pl").
"Im więcej krajów, im więcej sportowców jest w czołówce, tym lepiej dla sportu. Niemcy muszą być dobrzy, Polacy, Japończycy itd. To jest ważne. Ale austriaccy działacze nie muszą mieć wyrzutów sumienia, że wszystko idzie tak perfekcyjnie" - dodał od razu. Zmartwiona legenda ponadto już teraz martwi się o przyszłość. "Ta siła utrzyma się przez całą zimę. Obawiam się jednak o inne nacje, o to, że w ciągu najbliższych pięciu do dziesięciu lat Austria będzie zdecydowanie dominować" - stwierdził.
Andreas Goldberger wciąż kocha skoki narciarskie. Świetnie odnalazł się w nowej roli
Pomimo niepokojących dla postronnych fanów scen, 52-latek nie zamierza przestać czerpać przyjemności ze śledzenia ukochanej dyscypliny. "To niewiarygodne, to jest to, o czym marzysz, kiedy pracujesz jako ekspert. To są koledzy, przyjaciele, których kochasz. Jest po prostu wspaniale, gdy możesz ich za mikrofonem wyłącznie chwalić" - oznajmił na zakończenie.
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje