Reklama

Reklama

Portland Trail Blazers nie zwalniają tempa

W lidze NBA tempa nie zwalniają koszykarze Portland Trail Blazers. W czwartek pokonali u siebie Houston Rockets 111:104 i z bilansem 19-4 prowadzą w Konferencji Zachodniej. Liderem zwycięzców był LaMarcus Aldridge, który zdobył 31 punktów i miał 25 zbiórek.

W starciu z "Rakietami" Aldridge potrzebował trochę czasu, by złapać właściwy rytm, ale kiedy już to zrobił, nikt nie mógł go zatrzymać. 28-letni skrzydłowy rozpoczął spotkanie od zaledwie jednego celnego rzutu w ośmiu próbach. Później jednak trafił 11 z 14.

Reklama

"To był najlepszy mecz w jego wykonaniu, jaki widziałem. Z roku na rok robi coraz większe postępy. Już teraz jest najlepszym skrzydłowym w lidze, a moim zdaniem nie wykorzystuje jeszcze pełni swojego potencjału" - komplementował kolegę Nicolas Batum, który dołożył 15 pkt.

W drużynie gości prym wiedli Dwight Howard - 32 pkt i 17 zbiórek oraz James Harden - 25 pkt. To głównie dzięki nim Rockets przez większość czasu dotrzymywali kroku rywalom. Po trzech kwartach był remis 76:76.

"Miałem wrażenie, że za każdym razem, kiedy niwelowaliśmy stratę, oni przeprowadzali jakieś niesamowite akcje i znów prowadzili. Grali naprawdę świetnie" - przyznał Howard.

Sentymentalną podróż kontynuował Doc Rivers. W środę trener Los Angeles Clippers po raz pierwszy stanął w Bostonie przeciwko Celtics, czyli drużynie, którą prowadził przez dziewięć sezonów (2004-13).

Następnego dnia jego zespół w Nowym Jorku zmierzył się z Brooklyn Nets. Barw ekipy gospodarzy bronią Paul Pierce i Kevin Garnett, zawodnicy, którzy byli liderami Celtics za czasów Riversa i którzy, jak on, latem zmienili klub.

"Dorastałem pod jego wodzą. Byłem młodym graczem, gdy przyszedł do Celtics i spędziliśmy razem dziewięć lat. Pokazał mi jak ważne są, poza zdobywaniem punktów, inne elementy gry: obrona, zbiórki, podania. Pomógł mi stać się wszechstronnym koszykarzem" - powiedział Pierce, który razem z Garnettem i Riversem w 2008 roku cieszyli się z mistrzowskiego tytułu.

Nets mimo wzmocnień w tym sezonie głównie zawodzą, ale w czwartek wygrali. Pokonali Clippers 102:93 i z bilansem 8-14 awansowali na 10. miejsce w Konferencji Wschodniej.

Gospodarzy do zwycięstwa poprowadzili Joe Johnson i Andray Blatche. Obaj zdobyli po 21 pkt. Wśród gości najskuteczniejszy był Chris Paul - 20 pkt. Clippers (15-9) to czwarta drużyna na zachodzie.

Dowiedz się więcej na temat: NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje