Reklama

Reklama

​Cieślak z Makabu w Kinszasie o mistrzostwo świata WBC

W piątek w Kinszasie Michał Cieślak powalczy o mistrzostwo świata WBC z Ilungą Makabu. Długo wydawało się, że do pojedynku w ogóle nie dojdzie. "Nigdy nie spotkałem się z taką organizacją pojedynku o prestiżowy tytuł" - przyznał promotor polskiego boksera Tomasz Babiloński.

Informacja o wyznaczeniu Cieślaka do potyczki o trofeum w wadze junior ciężkiej z reprezentantem Demokratycznej Republiki Konga pojawiła się 11 grudnia. Radomianin zastąpił byłego czempiona WBC i IBF Krzysztofa Włodarczyka. Pierwotnie podawano datę 18 stycznia, którą potem organizatorzy dwukrotnie zmieniali, tj. przesuwali o tydzień.

- Jestem przekonany, że ekipa Makabu (26-2, 24 KO) od początku znała prawdziwy termin walki. Przeraża mnie tamtejszy klimat (33-34 stopnie Celsjusza i duża wilgotność) i generalnie wszyscy będą przeciwko mojej osobie. Ale zamierzam zrobić swoje i wrócić z pasem do domu - mówił w wywiadach Cieślak (19-0, 13 KO).

Reklama

Późną jesienią wyleciał z trenerem Andrzejem Liczikiem do Stanów Zjednoczonych, gdzie szykował formę na 20 grudnia i galę w Nowym Dworze Mazowieckim. Miał tam się spotkać z "Albańskim Tysonem", jak nazywany jest Nuri Seferi. To od zwycięstwa nad nim rozpoczęła się poważna kariera Krzysztofa Głowackiego, innego pięściarza z teamu Babilońskiego, późniejszego mistrza świata WBO w tej samej kategorii wagowej.

- Żałowałem, że po bardzo dobrym zgrupowaniu Michał nie mógł walczyć z Seferim, terminy pojedynków były zbyt bliskie. Choć ostatecznie okazało się, że przedstawiciele Makabu ciągle nie są w stanie powiedzieć, gdzie i kiedy ma być walka, nie mówiąc o wielu innych ważnych kwestiach. Nigdy nie spotkałem się z taką organizacją pojedynku o prestiżowy tytuł - dodał Babiloński, który rozważał nawet wycofanie Cieślaka z tej potyczki. Innego zdania byli m.in. Liczik i pomagający w prowadzeniu kariery radomianina Zbigniew Ratyński.

Dopiero w ostatnich dniach podpisane zostały kontrakty na walkę, a polska strona otrzymała bilety lotnicze i na początku tygodnia udała się do Afryki.

- Jeszcze kilka dni temu nie znany nam był ani plan gali, ani jej miejsce - przyznał promotor, któremu w sprawach organizacyjnych pomagał m.in. Andrzej Wasilewski.

- Żyjemy, cali i zdrowi... W bardzo dziwnym kraju... Udało nam się nawet dostać z powrotem paszporty na lotnisku. Policja, konwój, nawet cywile pod bronią. Byłem w ponad 50 krajach. Tu jest inaczej. Na każdym rogu widać i czuć naprawdę "Psy Wojny". Wszędzie ochrona i najemnicy. Jesteśmy sami, jest naprawdę bardzo niebezpiecznie - napisał na portalu społecznościowym Wasilewski.

W środę poinformowano, że sędzią ringowym będzie Kanadyjczyk Michael Griffin, a punktowymi Meksykanie Omar Mintun, Carlos Flores i Humerto Olivares.

- Jest szansa na porządne sędziowanie. Ale reszta wygląda naprawdę słabo - podkreślił Wasilewski, który uczestniczył w wielu projektach dot. walk o mistrzostwo świata, m.in. z udziałem "Diablo" Włodarczyka.

Wcześniej trwało jeszcze jedno zamieszanie, związane z osobą 87-letniego promotora Dona Kinga, który próbował zablokować walkę. Dopiero po negocjacjach ze strony prezydenta WBC Mauricio Sulaimana, udało się pogodzić interesy menedżera Makabu Tarika Saadiego i Dona Kinga.

Jeśli nic więcej się nie wydarzy, w piątkowy wieczór Cieślak stoczy najważniejszy pojedynek w karierze. W poprzednim roku wygrał z dwoma afrykańskimi bokserami: Yourim Kalengą (25-6, 18 KO) z DR Konga i Nigeryjczykiem Olanrewaju Durodolą (31-7, 28 KO). Natomiast Makabu w 2019 roku pokonał w Rosji Dimitrija Kudriaszowa i Aleksieja Papina. W połowie 2016 roku boksował o tytuł WBC z Tonym Bellewem i nawet posłał Brytyjczyka na deski w pierwszej rundzie, ale ostatecznie przegrał w trzeciej.

W 1974 roku w Kinszasie, stolicy dawnego Zairu, doszło do jednej z największych walk w dziejach boksu. Przeszła do historii pod nazwą "bójka w dżungli". Muhammad Ali pokonał wtedy George'a Foremana o mistrzostwo świata wszechwag.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy