Koszmar Szczęsnego. Co on zrobił? Niebywały błąd, nie mieści się w głowie
Wtorkowy mecz Ligi Mistrzów na Estadio da Luz miał sensacyjny początek z punktu widzenia fanów FC Barcelona. "Duma Katalonii" straciła bowiem bramkę już w drugiej minucie, gdy Wojciech Szczęsny skapitulował po strzale greckiego napastnika Vangelisa Pavlidisa. A był to tylko zły gorszego początek. W 22. minucie polski bramkarz skapitulował bowiem po raz kolejny, po koszmarnym błędzie daleko poza własnym polem karnym. W międzyczasie karnego wykorzystał Robert Lewandowski.

FC Barcelona weszła w 2025 rok w niezwykle imponujący sposób, rozbijając kolejno UD Barbastro (4:0), Athletic Bilbao (2:0), Real Madryt (5:2) oraz Real Betis (5:1). W miniony weekend podopieczni trenera Hansiego Flicka zanotowali jednak kolejną wpadkę po powrocie do gry w La Liga, za jaką uznać należy remis 1:1 z Getafe.
Także wtorkowy mecz Ligi Mistrzów z Benficą zaczął się w sposób zaskakujący, bo "Duma Katalonii" straciła gola już po 107 sekundach. Alvaro Carreras urwał się wówczas obrońcom Barcelony na lewej flance i dośrodkował piłkę do Vangelisa Pavlidisa, który widowiskowym wolejem pokonał Wojciecha Szczęsnego.
Polski bramkarz - któremu ponownie zaufał trener Hansi Flick - robił jeszcze co mógł, by zatrzymać piłkę, ale nie był w stanie zapobiec utracie bramki.
Czy Wojciech Szczęsny mógł zrobić coś więcej? Był tutaj absolutnie bezradny
Radość portugalskich kibiców nie trwała długo. W 13. minucie - po interwencji arbitrów obsługujących system VAR - sędzia Danny Makkelie odgwizdał bowiem rzut karny dla FC Barcelona po tym, jak w "szesnastce" gości sfaulowany został Alejandro Balde. Do piłki podszedł Robert Lewandowski, doprowadzając do wyrównania.
Niebywały błąd Wojciecha Szczęsnego. Koszmar Polaka
W 22. minucie doszło jednak do katastrofy Wojciecha Szczęsnego i całej Barcelony. Polski bramkarz wyszedł do długiego podania daleko poza własne pole karne. Nie trafił jednak w piłkę, a zamiast tego zderzył się z Alejandro Balde. Wykorzystał to Vangelis Pavlidis, kolejny raz pakując piłkę do siatki.
Wojciech Szczęsny natomiast jeszcze przez dłuższy czas dochodził do siebie. Wyraźnie ucierpiał w starciu ze swoim lewym obrońcą. Niestety, później nie minęło 15 minut, a 34-latek popełnił kolejny błąd, prokurując rzut karny dla rywali.












