Boks. Anthony Joshua porzuca luksusy na rzecz zwykłego mieszkania podczas przygotowań

Już jest jedną z największych, globalnych gwiazd sportu, lecz wciąż pozostaje na fali wznoszącej. Szacuje się, że w ringu zarobił prawie 100 milionów funtów, ale tylko on wie, jaką cenę zapłacił, by wspiąć się na obecny poziom, po drodze pokonując byłego dominatora wszechwag Władymira Kliczkę. 29-letni mistrz świata wagi ciężkiej Anthony Joshua dziś robi wszystko, by maksymalnie zminimalizować ryzyko porażek, a motywacji szuka nawet w - jak na jego status - spartańskich warunkach zakwaterowania podczas obozów przygotowawczych.

Gdy w kwietniu 2016 roku, w spektakularnym stylu sięgnął po pierwszy w swoim dorobku tytuł mistrza globu, nokautując Charlesa Martina i zdobywając pas federacji IBF, udowodnił wszystkim niedowiarkom, że w królewskiej kategorii wagowej nadciąga era mistrza olimpijskiego z Londynu w dywizji superciężkiej.

Reklama

W kolejnych pojedynkach atletycznie zbudowany Brytyjczyk, z sylwetką na miarę mitycznego Adonisa, tylko udowadniał, że jest pięściarzem wyjątkowym, z walki z walkę pokazując coraz lepszą wersję siebie samego. Dysponujący potworną siłą ciosu Joshua znajdował się też w tarapatach, jak chociażby we wspomnianej konfrontacji z Kliczką, ale potrafił się odrodzić i odnieść najbardziej spektakularne zwycięstwo na wypełnionym po brzegi stadionie Wembley. Od tego czasu legitymował się trzema pasami mistrza świata (IBF, WBO i WBA), broniąc ich w starciach z Carlosem Takamem, a od boju z Josephem Parkerem w jego dorobku jest także trofeum federacji IBO. W ostatnim starciu, które nie zaczęło się dla niego najlepiej, efektownie rozbił i pokonał przez techniczny nokaut eksplozywnego byłego czempiona, Rosjanina Aleksandra Powietkina.

Niepokonany (22 zwycięstwa, 21 przed czasem) Joshua pełnoprawnym mistrzostwem świata dzieli się tylko z Deontayem Wilderem, który jest posiadaczem tytułu w ostatniej, prestiżowej federacji (dla wielu wciąż najbardziej elitarnej), czyli WBC. Znawcy boksu na równi z Brytyjczykiem i Amerykaninem wymieniają jeszcze rodaka Joshuy Tysona Fury’ego, który na własne życzenie stracił wszystkie pasy. Tyle tylko, że konfrontacja tej trójki na razie jest melodią przyszłości.

Gdzie szukać motywacji, gdy już ma się miliony funtów na koncie, by każdy kolejny obóz przygotowawczy nie był odcinaniem kuponów od sławy, ale służył przekraczaniu własnych granic? Anthony Joshua, który w młodości wcale nie był świętoszkiem, choć w ostatnich latach stworzono wokół niego mir półboga, w trakcie przygotowań funduje sobie warunki, w jakich mieszka wielu polskich rodaków na emigracji na Wyspach.

Blef? Nic podobnego. Joshua wpuścił kamerę do mieszkania w Sheffield, które jest jego bazą w trakcie trwających wielotygodniowych treningów do zakontraktowanego na 1 czerwca pojedynku z Jarrellem "Big Baby" Millerem. Dla "AJ-a" to kolejny, szczególny występ, bo walką z przyjacielem Adama Kownackiego zadebiutuje na rynku amerykańskim. Gala odbędzie się w słynnym Madison Square Garden w Nowym Jorku.

Już przekraczając próg można przekonać się, że "posiadłość" Brytyjczyka nie jest żadnym synonimem luksusu. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to zwykła, wisząca na kablu żarówka w przedpokoju. Później też nie jest lepiej. Wysłużony, wręcz obskurny wypoczynek w pokoju dziennym, połączonym z kuchnią, nie wygląda najlepiej, ale... - Fotele są stare, służą tutaj od siedmiu lat, jednak są wygodne i zdają egzamin. Nie ma potrzeby ich wymieniać - twierdzi Joshua. Nieco dla przeciwwagi, tuż obok ma do dyspozycji najnowocześniejszą technologię w formie niepozornego, specjalistycznego krzesła, na którym regeneruje się między treningami.

Wyposażenie kuchni to przede wszystkim kuchenka elektryczna i lodówka, wypełniona po brzegi zwykłą wodą, kartonami z wodą kokosową, sokami tłoczonymi na zimno i szerokim wyborem warzyw. - Niestety w lodówce nie ma szampana, ani alkoholu - uśmiechnął się "AJ".

Dalej, po przejściu kilku metrów, znajduje bardzo skromna łazienka z toaletą ("stąd, przez okno, sprawdzam, czy nic się nie dzieje. Czasem stoję tu godzinami" - mówi), z której korzysta także pies mistrza, a obok dwa pokoje do spania.

Jeden z nich, dosłownie klitkę, niemal w całości zastawioną łóżkiem, mistrz nazywa "wielkim pojedynczym łożem", służącym mu do odpoczynku. To tutaj trzyma prawdziwy talizman, czyli krzyżyk, który ofiarowała mu mama, aby go chronił. Okno lub drzwi zasłonięte są kotarą.

- Po długim dniu mogę się tu odprężyć i zrelaksować. Jest bardzo cicho, niewiele się tu dzieje. W takim warunkach mogę porozmyślać o treningach, czy sparingach - stwierdza czempion.

W drugiej sypialni znajdują się dwa podwójne łóżka, pomiędzy nimi niewielka komódka, a po drugiej stronie szafa. Z tego pokoju rozpościera się, mówiąc językiem Joshuy, piękny widok na "Stalowe Miasto", jak określane jest słynące z wyrobów stalowych Sheffield.

- Ludzie zastanawiają się, dlaczego się stąd nie przeprowadzam - przyznaje Joshua, który rezyduje tutaj razem z kluczowym członkiem swojego teamu, a zarazem jednym ze swoich najbliższych przyjaciół Davidem Ghansą, po czym sam odpowiada: - Ponieważ to działa. Jest spokojnie, każdy ma swoją własną przestrzeń. Mam tu wszystko to, czego potrzebuję do treningu. To idealna lokalizacja do tego, by nie szukać żadnych wymówek, tylko pracować - podkreśla superczempion wagi ciężkiej.

AG

Dowiedz się więcej na temat: Anthony Joshua | Deontay Wilder | Tyson Fury | Władimir Kliczko | Kliczko

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje