Reklama

Reklama

Nicki Pedersen na złoto w Polsce czekał 16 lat

Nicki Pedersen to jeden z najlepszych żużlowców, ale aż 16 lat musiał czekać na pierwszy złoty medal drużynowych mistrzostw Polki. Cel osiągnął dopiero w niedzielę, w barwach Fogo Unii Leszno. - Poczułem radość, ale także ulgę - mówił po finale.

Utytułowany Duńczyk od 1999 roku startuje w Polsce. Zwiedził niemal cały kraj, bo reprezentował kluby z Gniezna, Grudziądza, Gdańska, Zielonej Góry, Rybnika, Rzeszowa, Częstochowy oraz Gorzowa. Ma na koncie trzy zwycięstwa w cyklu Grand Prix, złoty medal w drużynowym Pucharze Świata, wielokrotnie sięgał po tytułu mistrza Danii - indywidualnie i drużynowo. Brakowało mu tylko złota wywalczonego z polskim klubem.

Swój cel osiągnął dopiero w 17. sezonie startów w polskiej lidze. - Cieszę się, że w końcu udało się wygrać to mistrzostwo. Ale czuję też dużą ulgę. Bo w tygodniu obiecaliśmy naszemu prezesowi, że zdobędziemy to złoto i słowa dotrzymaliśmy - przyznał 38-letni żużlowiec.

Reklama

Jak podkreślił, tzw. team spirit był przyczyną sukcesu leszczyńskiego zespołu. - Ciężko pracowaliśmy nie tylko przed meczami finałowymi, ale przez cały sezon. Była świetna atmosfera w zespole i dobra komunikacja między nami. Nigdy nie uczestniczyłem w takiej fecie, chociaż byłem wicemistrzem Polski. To coś niesamowitego, nawet w innych krajach nie miałem czegoś takiego doświadczyć - podkreślił Pedersen, który negocjuje z Unią przedłużenie kontraktu.

Na leszczyńskim stadionie swój pierwszy tytuł świętował drugi z liderów zespołu Emil Sajfutdinow. Rosjanin wprawdzie nie ma jeszcze takiego dorobku jak Pedersen, ale sięgał już po brązowy medal indywidualnych mistrzostw świata i dwukrotnie wygrywał mistrzostwa Europy.

- Startuję 10. sezon w Polsce i nie ukrywam, że bardzo się cieszę z tytułu. To był mój cel, dodałem coś ważnego do swojego dorobku. Udowodniliśmy, że jesteśmy najlepszą drużyną, choć bywały trudne momenty, jak choćby nawet w rewanżu z Wrocławiem. Natomiast dla mnie atmosfera, jaką stworzyli kibice podczas finału, to było coś niesamowitego - przyznał Sajfutdinow.

Niedzielny wieczór był wyjątkowy nie tylko dla Duńczyka i Rosjanina. Wprawdzie od ostatniego tytułu zdobytego przez Unię minęło tylko pięć lat, to w obecnym składzie nie ma już żadnego zawodnika z tamtego sezonu. Dlatego też bracia Piotr i Przemysław Pawliccy, Tobiasz Musielak, Dominik Kubera czy Bartosz Smektała po raz pierwszy stanęli na najwyższym stopniu podium. W tym gronie tylko Grzegorz Zengota, jeżdżąc w barwach Falubazu Zielona Góra, zdobywał złoty medal drużynowych mistrzostw Polski.

Takiego szczęścia nie miał natomiast menedżer Adam Skórnicki, który w karierze zawodniczej zdobył tylko złoty medal indywidualnych mistrzostw Polski. Powetował to sobie w innej roli. - Trochę żałuję, że nie było mi dane sięgnąć z drużyną po złoto, chociaż dodać tych kilka punktów - przyznał Skórnicki, który w ciągu dwóch sezonów poprowadził Unię do srebrnego i złotego medalu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama