Partner merytoryczny: Eleven Sports

Ledwo uszedł z życiem. Mówi, że na wiosnę będzie gotowy

Na razie Adrian Miedziński nie myśli o kontrakcie, ale w rozmowach ze znajomymi mówi wprost: „na wiosnę będę gotowy”. Dla wielu ta informacja może wydać się szokująca, bo nie tak dawno Miedziński walczył o życie. Doznał poważnych obrażeń głowy po wypadku na torze, był w śpiączce.

Adrian Miedziński
Adrian Miedziński/Sławomir Kowalski/Newspix

To była fatalna kraksa. W meczu Abramczyk Polonii w Zielonej Górze atakujący Maxa Fricke Adrian Miedziński upadł tak fatalnie, że stracił przytomność i bardzo dotkliwie się potłukł. Badania wykazały uraz aksonalny oraz urazy odcinka szyjnego i piersiowego kręgosłupa. Do tego doszły poważne obrażenia głowy.

Miedziński był podłączony do aparatury podtrzymującej życie

Zawodnika wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej, a cała żużlowa Polska modliła się o zdrowie Miedzińskiego. Był podłączony do aparatury podtrzymującej życie, pierwsze rokowania były fatalne. Gdy się wybudził i zaczął wracać do zdrowia, to wszyscy odetchnęli z ulgą, wyrażając nadzieję, że zawodnik potraktuje to jako ostrzeżenie i nie będzie chciał wracać na tor. Zwłaszcza że wypadków miał już mnóstwo, a każdy odcisnął ślad na jego ciele i psychice.

Miedziński już jednak w pierwszym wywiadzie po kontuzji wyznał, że nie zamierza kończyć kariery w ten sposób. Gdy był gościem na niedawnej Gali PGE Ekstraligi, to mówił, że jak będzie zdrowy na 101 procent, to wróci. Teraz w rozmowach ze znajomymi podkreśla wprost, że na wiosnę będzie gotowy do jazdy.

Video Player is loading.
Current Time 0:00
Duration -:-
Loaded: 0%
Stream Type LIVE
Remaining Time -:-
 
1x
    • Chapters
    • descriptions off, selected
    • subtitles off, selected
      reklama
      dzięki reklamie oglądasz za darmo
      Szybka kontra. Jaka jest moralność beniaminka? WIDEO/INTERIA.TV/INTERIA.TV

      Miedziński mówi, że bez żużla nie może żyć

      Wszelkie sugestie dotyczące rzucenia żużla zbywa stwierdzeniem, że on bez tego sportu nie potrafi, że to jest jego całe życie. I te osoby, które uprawiały żużel i ścigały się na motocyklu bez hamulców pędzącym 120 kilometrów na godzinę doskonale wiedzą, o czym mówi Miedziński.

      Nieprzypadkowo w żużlu funkcjonuje stwierdzenie, że ten sport jest jak narkotyk. Zawodnicy są zwyczajnie uzależnieni od adrenaliny, jaką daje jazda na motocyklu.

      Koledzy umierali im na rękach, a oni jechali dalej

      Groźne upadki, czy śmierć są wpisane w ten sport. Żużlowcy są na to uodpornieni. Niektórzy mówią, że każde kolejne złamanie czyni ich bardziej twardymi. O złych rzeczach, o nieszczęściu kolegów oczywiście myślą, ale kiedy zakładają kask, liczy się tylko to, żeby pojechać i wygrać. Cała reszta nie ma znaczenia. - Ktoś ginie lub doznaje ciężkiego urazu, a życie toczy się dalej. W żużlu jest jak na wojnie - mówił Andrzej Koselski, były żużlowiec dla wiadomosci.com.

      Koselski w tej samej publikacji wspomina, jak w 1974 zmarł na jego rękach 17-letni Janusz Lament. - Trzy lata wcześniej, podczas meczu ze Spartą Wrocław, zginął Jerzy Bildziukiewicz. Kiedy zabierano go z toru do szpitala, wiedziałem, że z tego nie wyjdzie. Byłem przewidziany do kolejnego wyścigu i pojechałem w nim. To była moja praca. Po wypadku Bildziukiewicza rozegrano jeszcze dwa wyścigi. Mecz przerwano, gdy na stadion dotarła oficjalna wiadomość o śmierci polonisty - wspominał Koselski.

      Czytaj także:

      INTERIA.PL

      Lubię to
      Lubię to
      0
      Super
      0
      Hahaha
      0
      Szok
      0
      Smutny
      0
      Zły
      0
      Udostępnij
      Masz sugestie, uwagi albo widzisz na stronie błąd?Napisz do nas
      Dołącz do nas na:
      instagram
      • Polecane
      • Dziś w Interii
      • Rekomendacje