Reklama

Reklama

Rohaczek i Mikesz jednym głosem: Przerwa była chora

Rzadko się zdarza, by po zaciętej rywalizacji, jaką była walka hokeistów Comarch/Cracovii z Ciarko Bank PBS Sanok, trenerzy obu ekip mówili jednym głosem. Tym razem Rudolf Rohaczek (Cracovia) i Stefan Mikesz (Sanok) zgadzali się niemal we wszystkim.

Co ciekawe, zarówno Rohaczek, jak i Mikesz potępili reformę ligi, do jakiej doszło w trakcie sezonu (w listopadzie), a skutkiem której najlepszy zespół po rundzie zasadniczej (Ciarko Bank PBS Sanok) przed półfinałami play-off musiał pauzować niemal przez miesiąc. Obaj trenerzy stwierdzili, że reforma ta zaszkodziła hokejowi, a zbyt długa, wymuszona przerwa mogła zaszkodzić drużynie z Sanoka. Co ciekawe, prezesi obu klubów - wbrew opinii sztabów szkoleniowych - poparli poronioną reformę rozgrywek.

Reklama

Oto, co powiedzieli obaj trenerzy po ostatnim meczu półfinałowym, w którym Cracovia ograła u siebie Sanok 3-1, wygrywając serię 4-2.

Stefan Mikesz (Ciarko Bank PBS Sanok):

- Nastawialiśmy się na wygranie całej serii półfinałowej, ale niestety nam się to nie udało. Rywal z Krakowa ostatnie spotkanie wygrał zasłużenie. Mecz był wyrównany, twardy, a zarazem emocjonujący. Na dodatek spotkanie było na bardzo wysokim poziomie, nie brakowało w nim fantastycznych akcji.

- Szkoda, że nie wykorzystaliśmy swoich szans. Rywal miał przy nich więcej szczęścia. Przy trzecim golu potwierdziła się zasada: "jeśli nie strzelisz gola, to go stracisz". My nie wykorzystaliśmy sytuacji dwóch na jednego, a Cracovia za chwilę strzeliła trzecią bramkę. Nie decydowały nazwiska, tylko zespoły. Nie jesteśmy wcale spokojni po tej porażce, ale muszę pogratulować rywalowi, który był lepszy.

- To była dla nas ciężka seria, długo się do niej przygotowywaliśmy, z konieczności zbyt długo. Przecież w lutym rozegraliśmy tylko jeden mecz. Dlatego pierwsze spotkanie półfinałowe było dla nas bardzo trudne, gra nam nie szła, w efekcie przegraliśmy i zostaliśmy zdołowani psychicznie, podczas gdy rywal urósł na tym zwycięstwie. Kluczowe znaczenie dla całej serii miała jednak fatalna dla nas trzecia tercja niedzielnego meczu w Sanoku, w której straciliśmy aż sześć bramek.

- Wszystkie mecze z Cracovią były niezwykle wyrównane. Nawet ten, który wygraliśmy 3-2, równie dobrze mogliśmy go przegrać 2-3. W play-offach decydują nie tylko nazwiska i umiejętności, ale też serce do walki, zespołowa gra, które to cechy w drużynie z Krakowa były widoczne.

- Czy Przemek Odrobny zawiódł? Nie tylko on nie podołał, ale cały zespół nie dał rady i to spora zasługa Cracovii, która walczyła i robiła wszystko, by napsuć nam krwi. Jakość gry rywala była naprawdę bardzo wysoka.

Rudolf Rohaczek (Comarch/Cracovia):

- Przełomowym momentem ostatniego meczu półfinałowego były obronione przez nas gry w osłabieniu w trzeciej tercji. Doświadczeni zawodnicy z Sanoka nie byli w stanie opanować nerwów, a przez to także krążka na kiju. W obronie graliśmy wtedy naprawdę świetnie.

- Za całą serię chciałbym podziękować Sanokowi, bo wszystkie mecze półfinałowe były bardzo dobre. Szkoda, że nikt ich nie transmitował, nikt o tym nie wie, to doprawdy wielka szkoda. Myślę, że to był przedwczesny finał.

- Kto był największą gwiazdą w naszym zespole? Wszyscy byli gwiazdami, zespołowa gra była naszym atutem. Teoretycznie możemy powiedzieć, że Sebastian Kowalówka był najlepszy. A Rafał Radziszewski? On po prostu wykonywał swoją robotę. Od tego tam jest.

- Słyszę wkoło krytykę, że polski hokej coraz mniej znaczy. A decyzje takie, jak miesięczna przerwa przed play-offami, jaką zafundowano Sanokowi, jeszcze bardziej pogarsza sytuację. Powiedzcie mi, w którym kraju miesiąc przed play-offem nie gra się w hokeja? Jak tu trenować w takiej sytuacji, jak motywować zawodników, gdy w sezonie zasadniczym byli najlepsi, a później zostali pokarani za to, że wygrali sezon zasadniczy?

- Cieszę się, że pokazaliśmy świetny hokej i rozpropagowaliśmy go zarówno my, jak i Sanok.

- Najważniejszą zmianą w porównaniu do pierwszego meczu półfinałowego było wprowadzenie Kowalówki do pierwszego ataku, a później jeszcze bardziej pomogło nam przemeblowanie czwartej formacji, gdy dołączył do niej Damian Słaboń. Wtedy nie dość, że zyskaliśmy dobrze prezentujący się czwarty atak, to jeszcze Damian grał lepiej, niż w pierwszym! To krzepiące, że przed meczami finałowymi mamy cztery wartościowe formacje.

Chcemy w niedzielę pojechać do Jastrzębia i wygrać. Być może będą mogli tam zagrać Kostecki i Dudasz.

Notował: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje