Reklama

Reklama

Mario Mandżukić. Nieustraszony wojownik chce zemsty na Guardioli

​Mario Mandżukić to boiskowy zakapior, przed którym drżą najtwardsi rywale. Chorwat na murawie nie odpuszcza nikomu - ostatnio zaatakował nawet Roberta Lewandowskiego. Dzisiaj mecz rewanżowy Juventusu z Bayernem, a Mandżukić to starcie traktuje jak okazję do wyrównania rachunków.

Liga Mistrzów. Sprawdź wyniki i pary 1/8 finału - kliknij!

23 lutego, 65. minuta meczu Juventus Turyn - Bayern Monachium. Niemiecki klub prowadzi 2-1 i piłkarze "Juve" zaczynają się gotować. Nagle Mario Mandżukić doskakuje do Roberta Lewandowskiego i zaczyna krzyczeć coś do Polaka, zbliżając głowę do jego czoła na odległość milimetrów.

Chorwat odpycha czołem "Lewego", ale ten jakimś cudem nie daje się sprowokować. Wściekły zawodnik Juventusu wyciąga jeszcze rękę, jakby chciał złapać Polaka za gardło, aż niespodziewanie odwraca się na pięcie i odchodzi. Sędzia nie ukarał go nawet żółtą kartką.

Reklama

Dlaczego Mandżukić wybrał na obiekt swojego ataku właśnie Lewandowskiego? To wcale nie jest przypadek. Chorwat w lecie 2014 roku musiał odejść z Bayernu właśnie ze względu na Polaka.

Guardiola pokazał mu drzwi

Klub wolał postawić na Roberta, który był młodszy i już wtedy prezentował ogromną klasę. Efekt był taki, że gdy tylko "Lewy" postawił stopę w szatni monachijskiego klubu, Mandżukiciowi pokazano drzwi.

Powiecie, że takie sytuacje w piłce się zdarzają, że to nic niezwykłego, bo piłkarze przychodzą i odchodzą. No cóż, wielu graczy pewnie przymknęło by na coś takiego oko. Chorwat zresztą też wylądował na cztery łapy, bo odszedł do Atletico Madryt.

Tyle tylko, że Mario nie zamierzał pogodzić się z tym, że Bayern z niego zrezygnował. Decyzję Pepa Guardioli, który wolał postawić na Lewandowskiego, odebrał jako zniewagę.

"Ten człowiek mnie rozczarował. Guardiola nie był fair wobec mnie. Dałem z siebie wszystko zespołowi i nie zasłużyłem na takie traktowanie" - nie krył złości Mandżukić, który pod okiem Hiszpana grał w Bayernie w sezonie 2013/14.

Nigdy nie wskoczy na poziom "Lewego"

Chorwat radził sobie zresztą całkiem dobrze, bo w 48 meczach, licząc wszystkie rozgrywki, strzelił 26 goli. "Lewy" w swoim debiutanckim sezonie wypadł nieco gorzej - zdobył 25 bramek w 49 meczach, ale ostatnie miesiące to popis Polaka, który prezentuje poziom, jakiego Mario raczej nigdy nie osiągnie.

Lewandowski zdobył w obecnym sezonie już 34 gole w 37 meczach i przez wielu ekspertów jest uważany za najlepszego środkowego napastnika na świecie. Jego nazwisko wymienia się obok takich tuzów, jak Luis Suarez czy Sergio Aguero. Mandżukicia nikt w takim gronie raczej nie widzi.

Snajper Juventusu nie jest bowiem zawodnikiem, który zachwyca techniką i błyskotliwością. Przypomina raczej solidnego rzemieślnika gotowego wypruć sobie żyły, aby tylko jego zespół na koniec triumfował.

Prowokuje przeciwników, fauluje, uderza łokciami, puszcza do ucha wiązanki przekleństw, które niejednego mogą wyprowadzić z równowagi. To taki typ, którego lepiej mieć w swojej drużynie, bo gra przeciwko niemu to wojna na wyniszczenie.

Nieustraszony wojownik pragnie zemsty

Kibice go uwielbiają, bo Mandżukić zostawia na boisku całe serce. Nie robi mu różnicy, czy gra z rozciętą głową czy ze złamanym nosem - zawsze walczy na 120 procent i nie obawia się nikogo.

Przed dwumeczem z Bayernem Monachium w 1/8 finału Ligi Mistrzów Chorwat ostrzegł Pepa Guardiolę, że zbliża się godzina zemsty. Piłkarz umieścił na swoim Twitterze zdjęcie, na którym pomalował sobie twarz identycznie jak Joker z filmu o Batmanie.

Pierwszy mecz Juve z Bayernem - rozegrany w Turynie - zakończył się remisem 2-2 i przed rewanżem w lepszej sytuacji jest niemiecki klub. "U siebie jesteśmy bardzo mocni, musimy zagrać nasz najlepszy futbol, a wtedy będzie dobrze" - przekonuje Robert Lewandowski.

Zapytany o Mandżukicia i jego zachowanie w pierwszym meczu, Polak tylko się uśmiecha. "On już taki jest. Cały czas prowokuje, ciągle coś gada pod nosem. Sędzia dobrze zrobił, że nie dał mu wtedy kartki" - mówi "Lewy".

A Chorwat już szykuje się na rewanż, bo w Monachium będzie miał coś do udowodnienia Polakowi, kibicom, a przede wszystkim Pepowi Guardioli. Ten mecz to nie będzie spacerek, a Bayern musi być gotowy na wojnę, bo zły Mario Mandżukić jest bardzo niebezpieczny.

Autor: Bartosz Barnaś

Mecz Bayern Monachium - Juventus Turyn w środę 16 marca o 20.45.

Relacja na żywo w Interii!

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy