Reklama

Reklama

Czas skandali

Jose Mourinho oskarżył FIFA o oszustwo przy wyborze trenera roku, a pewien były turecki sędzia dowodzi, że UEFA ustawiła wyniki losowania ćwierćfinałów Champions League.

To by były sensacje na skalę światową, gdyby okazały się prawdą. Kiedy w telewizji portugalskiej Jose Mourinho ogłosił, iż przy wyborze trenera roku 2012, FIFA dokonała oszustwa na jego niekorzyść, można było przypuszczać, że to kolejne z szaleństw ekscentrycznego szkoleniowca Realu Madryt. Tak gracze Barcelony, jak i "Królewskich" w publicznych wypowiedziach stwierdzali, że Vicente del Bosque wygrał plebiscyt zasłużenie, hiszpański dziennik "El Pais" doniósł nawet, że Mourinho wywarł taką presję na Ikera Casillasa, iż kapitan reprezentacji Hiszpanii został zmuszony do umieszczenia go na czele swojej listy, przed selekcjonerem, pod którego wodzą zdobył mistrzostwo Europy.

"To co mówi Mourinho, brzmi jak słowa małego dziecka" - skomentował sam Del Bosque. FIFA wydała komunikat, w którym zaprzecza, iż wypływała na wynik głosowania. Tyle, że Goran Pandew, kapitan Macedończyków pracujący kiedyś z Mourinho w Interze, opowiedział, iż on oddał głos na Portugalczyka, a tymczasem na liście FIFA przy jego nazwisku pojawiła się następująca trójka: Vicente Del Bosque, Roberto Mancini, Juergen Klopp. "Tu się działy rzeczy dziwne" - stwierdził gracz Napoli. Podobne rzeczy opowiadają Paulo Duarte, selekcjoner Gabonu i Norton de Matos trener Gwinei Bissau. Pierwszy mówi, że stawiał na "Mou", a jego głos FIFA potraktowała jako nieważny, drugi, że wysłanej przez niego trójki na czele z trenerem Realu, w głosowaniu nie uwzględniono.

Oczywiście do głosowania, w którym udział brało 500 osób, mogły wkraść się błędy i chaos. Del Bosque wygrał plebiscyt na trenera roku zdecydowanie, zdobył 34,3 procenta głosów, wyprzedzając Mourinho (20,4 proc) i Pepa Guardiolę (12,9 proc). Portugalczyk nie wierzy jednak, że to wyłącznie efekt przypadkowych błędów, powiedział, że nie przyjechał na galę FIFA, bo już wtedy był przeświadczony, iż głosowanie jest manipulowane.

Jeszcze większa sensacja wybuchła w Turcji, gdy do tamtejszej telewizji zgłosił się emerytowany sędzia piłkarski z informacją, że UEFA manipuluje wynikami losowania w Champions League. Twierdził, iż wybierający pary ćwierćfinałowe Steve McManaman czuł wibracje kulek, więc mógł połączyć je tak jak życzyła sobie tego Europejska Unia Piłkarska. Jego zdaniem tylko w ten sposób można było uniknąć zderzenia Realu z Barceloną, lub Bayernu z Borussią Dortmund. Aby udowodnić swoją tezę Turek przeprowadził w studiu telewizyjnym na oczach milionów ludzi własne losowanie otrzymując takie wyniki, jakie tylko chciał.

Reklama

Zdaniem byłego sędziego UEFA robiła, co można, by Real, Barcelona i Bayern uniknęli starcia już w ćwierćfinale. Według niego losowanie półfinałów także będzie ustawione, tak, by Gran Derbi mogło odbyć się ewentualnie dopiero na Wembley, w starciu o główne trofeum. Po co UEFA to robi? By zmaksymalizować wpływy z transmisji telewizyjnych.

Doniesienia Mourinho i tureckiego arbitra są sensacyjne, wypełniając lukę w mediach w czasie, gdy drużyny narodowe szykują się do meczów eliminacyjnych. FIFA i UEFA to organizacje tak "szacowne", że przeciętny kibic uwierzy w dowolny zarzut im postawiony.

Czy to jednak może być prawdą? Pewnie nikt nie będzie w stanie tego udowodnić. Gdyby jednak Mourinho i emerytowany sędzia turecki nie byli totalnymi szaleńcami, znaczyłoby to, że działacze FIFA i UEFA, którzy z wielką pompą walczą teraz z mafią manipulującą wynikami meczów objętych zakładami bukmacherskimi, strzelają sobie w stopę. Bez względu na wszystko, niełatwo uwierzyć w aż tak daleko idące spiskowe teorie. Może ludzie piłki wyczuwają po prostu zbliżający się prima aprillis?

Autor: Dariusz Wołowski

Porozmawiaj o artykule na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje