Reklama

Reklama

Sezon 2012/2013 należał do hokeistów Chicago Blackhawks

Mistrzami świata zostali Szwedzi, ale miniony sezon w hokeju bezwzględnie należał do Chicago Blackhawks. "Czarne Jastrzębie" sięgnęły po najcenniejsze trofeum - Puchar Stanleya. Bijąc rekordy w sezonie zasadniczym NHL i heroiczną walką w play offach udowodniły, że dojrzały i mają naprawdę spore szanse na obronę tytułu, a nie udało się to nikomu od 1998 roku.

"Czarne Jastrzębie" były bezsprzecznie najlepszą drużyną zakończonego przed kilkoma dniami sezonu. Nie mieli sobie równych podczas sezonu regularnego NHL. W drodze do play offów pobili rekord serii meczów bez porażki w regulaminowym czasie (24).

Później w wielkim stylu przebili się przez kolejne rundy play offów. W drodze do wielkiego finału "Czarne Jastrzębie" wyeliminowały Minnesota Wild (4-1), Detroit Red Wings (4-3) i broniących trofeum Los Angeles Kings (4-1). Nie brakowało trudnych momentów, ale dla zespołu z Chicago okazały się jedynie okazją do pokazania charakteru. 

Reklama

W starciu z Detroit Red Wings o finał Konferencji Zachodniej przegrywali już 1-3 w serii do 4 zwycięstw, ale odzyskali zabójczą formę z sezonu zasadniczego i, z nożem na gardle, wygrali trzy mecze z rzędu! Wcześniej udało się to tylko 24 zespołom w całej historii najlepszej ligi świata.

Gdy wygrywasz sezon zasadniczy, w półfinale konferencji dokonujesz niemal cudu, a później eliminujesz aktualnego mistrza, to jesteś faworytem finału, ale w walce o najcenniejsze hokejowe trofeum nie znaczy to wiele. Przestrogą mogła być klęska Pittsburgh Penguins w finale na wschodzie. Sidney Crosby i spółka strzelali, jak na zawołanie, a tymczasem Boston Bruins ograli ich 4-0, w całej serii tracąc tylko dwa gole! 

Jednak w przeciwieństwie do "Pingwinów", "Czarne Jastrzębie" nie tylko nie pozwoliły rywalom wyeliminować swoich ofensywnych atutów, a na dodatek dołożyły znakomitą grę obrońców. Ta formacja nie tylko broniła tyłów, ale zgodnie z wymogami nowoczesnego hokeja, otwierała kolegom drogę do bramki rywali.

Wielki udział w sukcesie miał trener Joel Quenneville. Nie bał się podejmować ryzykownych decyzji, a kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. "Niektórzy mogli myśleć, że nie wiem, co robię" - przyznał później.

Dziś wszyscy twierdzą, że powrót do ustawienia Jonathana Toewsa z Patrickiem Kane'em okazał się jednym z najważniejszych czynników, które dały "Czarnym Jastrzębiom" piąty Puchar Stanleya.

24-letni Kane zdobył Conn Smythe Trophy, nagrodę dla najbardziej wartościowego hokeisty play offów. Strzelił w nich dziewięć goli i zaliczył dziesięć asyst. "To najlepszy rok w moim życiu" - skomentował, a przecież jeszcze kilka miesięcy temu przez amerykańskie media przetoczyła się dyskusja, czy nie jest alkoholikiem!

Wpadka podczas imprezy (zdjęcia i liczne relacje świadków) drogo go kosztowały. Musiał publicznie kajać się i tłumaczyć w stylu: było po sezonie, bawiłem się ze znajomymi i sprawy wymknęły się spod kontroli. "To nie jest zabawne. W rzeczywistości to nie jest osoba, którą jestem. To nie jest ktoś, kim chcę być" - tłumaczył komentując to, jak wyglądał na kompromitujących zdjęciach.

Nie była to zresztą pierwsza jego wpadka. W 2009 roku został aresztowany pod zarzutem pobicia kierowcy taksówki. Wszczął awanturę, gdy taksówkarz stwierdził, że nie ma drobnych, aby wydać resztę. Poszło o... 20 centów. "Byłem w złym czasie, w złym miejscu" - skomentował, choć - jak widać - wniosków wtedy nie wyciągnął.

Teraz pokazał, że jest wybitnym graczem, a nie gwiazdką traktującą grę w najlepszej lidze świata jako okazję do korzystania z przywilejów. Udźwignął ciężar, wytrzymał presję. Potwierdził, że jest gotów na całkowite poświęcenie w walce o wielki cel.

Gdy w 2007 roku Rocky Wirtz (prezes Wirtz Corporation) przejmował Blackhawks, byli jednym z najgorszych zespołów NHL. Tymczasem już w 2010 r. sięgnęli po Puchar Stanleya wyczekiwany od 1961 r. "W 2010 roku nie do końca wiedzieliśmy co robimy. Nie byliśmy nawet świadomi tego, jak dobrze gramy - przyznał po ostatnim sukcesie Toews. - Tym razem doskonale zdawaliśmy sobie sprawę jak dużo pracy i poświęcenia trzeba, aby powtórzyć sukces".

"Czarne Jastrzębie" dojrzały i mają naprawdę spore szanse na obronę tytułu (ten wyczyn udał się ostatnio Detroit Red Wing piętnaście lat temu). Przede wszystkim w przeciwieństwie do sytuacji z 2010 roku, teraz w Chicago nie powinni mieć problemów z utrzymaniem mistrzowskiego składu z powodu salary cap.

Na dodatek Wirtz przekonuje, że nie ma zamiaru budować drużyny jedynie w oparciu o rynek wolnych agentów i podkreśla, że regularnie trzeba wprowadzać do zespołu młodzież. "Myślę, że jeszcze sporo dobrych lat przed nami" - stwierdził.

Autor: Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje