Reklama

Reklama

Hassan Whiteside w kolejce po wielką wypłatę

Hassan Whiteside jeszcze rok temu tułał się między zapleczem NBA a ligą chińską. Teraz jest jednym z faworytów w walce o nagrodę za najlepszy postęp, a potem ustawi się po wielką wypłatę.

Hassan Whiteside na uczelni spędził tylko rok. Grając dla mało znanej uczelni Marshall wyróżniał się przede wszystkim świetną obroną w strefie podkoszowej. Jako debiutant na uczelni zanotował 182 bloki w 34 meczach, co daje fantastyczną średnią 5,4 bloku na mecz. Zakończył sezon jako najczęściej blokujący w całej NCAA i pobił rekord wśród wszystkich debiutantów, bijąc rekord Shawna Bradleya z 1991 roku o pięć zablokowanych rzutów.

Jako że w NBA jest popyt na zawodników dobrze broniących strefy podkoszowej, Whiteside miał duże szanse na wybór w drafcie. Ostatecznie trafił z 33. numerem do Sacramento Kings. W lipcu 2010 roku podpisał czteroletni kontrakt wart 3,8 miliona dolarów, jednak tylko dwa pierwsze lata umowy były gwarantowane.

Reklama

Zanim zdążył rozegrać pierwszy mecz w NBA, został odesłany do klubu filialnego Reno Bighorns, w którym spędził większość debiutanckich rozgrywek. Kilkakrotnie był przywracany do drużyny Kings, ale zagrał tylko jeden mecz, w którym spędził na parkiecie dwie minuty. Na zapleczu też mu nie szło najlepiej. W barwach Bighorns zagrał 14 meczów, notując średnio 4,4 punktu i 2,1 bloku na mecz. Grał jednak tylko 10,6 minuty na mecz.

W kolejnym sezonie dostał nieco więcej szans na grę, ale ograniczyły się one do 18 występów i łącznie 109 minut. Ponownie był wysyłany do Reno Bighorns i ponownie nie wyróżniał się tam zbytnio. Doprowadziło to do decyzji właścicieli Kings i nie korzystaniu z możliwości zagwarantowania trzeciego i czwartego roku kontraktu.

Rozgrywki 2012/13 spędził w całości na zapleczu NBA. Gdy sezon się skończył, w celach zarobkowych ruszył do Libanu, gdzie grał w zespole Amchit Club. Dalsza droga była dla niego równie wyboista. Nie był na tyle dobry, by trafić do ekstraklasy chińskiej, więc grał na jej zapleczu w Sichuan Blue Whales. Tam został doceniony, bo otrzymał za swoją grę nagrody dla najlepszego centra i obrońcy ligi. Został też wybrany do najlepszej piątki rozgrywek, a jako że jego drużyna przebrnęła rozgrywki bez porażki, Whiteside otrzymał nagrodę MVP za finał rozgrywek.

Kolejny rok to znów najpierw wyprawa do Libanu, do zespołu Al Mouttahed Trypolis, by dokończyć je w ekstraklasie chińskiej w Jiangsu Tongxi. We wrześniu 2014 roku podpisał niegwarantowany kontrakt w NBA z Memphis Grizzlies. Został jednak przez nich zwolniony w trakcie obozu przygotowawczego. Zdecydował się zatem ponownie na grę w NBDL, na zapleczu NBA.

Przez następne tygodnie podróżował, najpierw był graczem Rio Grande Valley Vipers, następnie został wymieniony do Iowa Energy, by zakończyć swoją przygodę na Sioux Falls Skyforce. Do tych ostatnich został wysłany już jako zawodnik Miami Heat. Pat Riley, generalny menedżer klubu zaoferował mu dwuletni, nie w pełni gwarantowany, kontrakt. Wtedy zaczęły się dla niego złote czasy.

Z powodu kontuzji Chrisa Andersena, trener Heat Erick Spoelstra dał Whiteside’owi pierwszą szansę poważniejszej gry 19 grudnia w starciu z Washington Wizards. Hassan zagrał wtedy 15 minut i zanotował 6 punktów, 7 zbiórek, 2 przechwyty i 1 blok. Nowy rok przyniósł nawet dla niego nieoczekiwany zwrot.

4 stycznie w starciu z Brooklyn Nets zanotował pierwsze w karierze double-double, notując 11 punktów, 10 zbiórek i 5 bloków. Tydzień później, w spotkaniu z Los Angeles Clippers pobił rekord kariery, rzucając 23 punkty. Wreszcie 25 stycznia w spotkaniu z Chicago Bulls zaliczył pierwsze triple-double w NBA. Rzucił 14 punktów, zebrał 13 piłek i zablokował aż 12 rzutów, bijąc tym samym rekord klubowy.

To była jego przepustka do wielkiego świata, bo spotkanie było transmitowane w USA w ogólnokrajowej stacji, w czasie największej oglądalności. Whiteside grał na tyle dobrze, że na kolejne mecze awansował do pierwszej piątki. Bił kolejne rekordy kariery, kończąc poszczególne mecze ze zdobyczami powyżej 20 punktów i 20 zbiórek.

Wszystko układało się idealnie do 9 marca, kiedy to w meczu z Boston Celtics dał się ponieść emocjom i za starcie z Kellym Olynykiem został zawieszony na 1 mecz.

To zdarzenie spowodowało falę krytyki wobec jego osoby i wiele wątpliwości odnośnie tego czy jest zawodnikiem, w którego warto inwestować. Whiteside ma zagwarantowane za obecny sezon wynagrodzenie w wysokości 770 tysięcy dolarów brutto. Jak na warunki NBA to drobne. Na rozgrywki 2015/16 ma wpisane 981 tysięcy dolarów, co na dzisiaj nie jest gwarantowane. Patrząc jednak na to ile daje zespołowi, trudno przypuszczać, żeby władze klubu nie zdecydowały się na zatrzymanie go w zespole.

Tym bardziej, że jest wymieniany wśród pięciu kandydatów do otrzymania nagrody MIP, dla zawodnika, który zrobił największy postęp w swojej grze. Gdyby został laureatem tego wyróżnienia, zostałby pierwszym graczem od czasów Isaaca Austina, który w 1997 roku otrzymał tą nagrodę po tym, jak w poprzedzającym roku nie grał w NBA.

Media w USA spekulują, że gdyby Whiteside miał zostać wolnym agentem już teraz, nie zabrakłoby chętnych, żeby mu zaoferować umowę w okolicach 10 milionów dolarów rocznie. Za rok oczywiście oferta może być wyższa, o ile sam zawodnik potwierdzi swoją dyspozycję. Nawet jeśli nie utrzyma aż tak dobrej dyspozycji, na pewno będzie mógł liczyć na kilkakrotnie wyższy kontrakt niż ma obecnie. Można zatem to uznać jako jego prywatny skok na kasę. Kasę, która mu się ewidentnie należy.

Autor: Piotr Zarychta, Twitter (https://twitter.com/PiotrZarychta)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje