Partner merytoryczny: Eleven Sports

W Barcelonie bez ikry, teraz Skandynawia

Lubię to
Lubię to
0
Super
0
Hahaha
0
Szok
0
Smutny
0
Zły
0
Udostępnij

Gospodarze lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Barcelonie starali się, by impreza wypadła okazale. Mimo różnych potknięć dostali brawa za organizację, jednak nie stworzyli atmosfery wokół zawodów, którą pamiętałoby się latami. Po prostu zabrakło ikry.

/AFP

Zawody w stolicy Katalonii zaczęły się wspaniałą uroczystością otwarcia (26 lipca), przy słynnych fontannach na placu Espanya. Kibice i mieszkańcy miasta mieli możliwość wzięcia udziału za darmo w inauguracji dużej i długiej, sześciodniowej imprezy, w której wystartowało ponad 1300 zawodniczek i zawodników z 50 krajów. Dotychczas otwarcia mistrzostw odbywały się na stadionach, na których rozgrywano później konkurencje.

Równie efektowne było zakończenie jubileuszowej imprezy - 1 sierpnia na Stadionie Olimpijskim usytuowanym na Montjuic (Wzgórze Żydowskie), gdzie rywalizacja 71 polskich lekkoatletów przyniosła dziewięć medali: dwa złote, dwa srebrne i pięć brązowych.

Przez niespełna tydzień na trybunach historycznego obiektu zasiadało każdego dnia ponad 30 tysięcy osób, w tym liczne grupy zagranicznych kibiców. Większości przyszło wspinać się na wzgórze, bowiem władze Barcelony uznały, że marsz jest zdrowszą formą dla organizmu niż jazda środkami komunikacji miejskiej.

Nie było więc dodatkowego transportu, a "50" - codzienny autobus kursujący z centrum do stadionu co kilkanaście minut - zabierał jednorazowo około setki pasażerów. Przeważnie zapełniał się na starcie i na przystankach na trasie już się nie zatrzymywał.

Wokół obiektu, gdzie na niebieskiej bieżni oraz rzutniach i skoczniach walczono o medale, nic się w zasadzie nie działo. Nie było ogródków - zarówno piwnych jak i z mineralną, stoisk handlowych czy punktów, w których można byłoby coś zjeść na szybko. Po prostu nie było takich miejsc, gdzie po zawodach mogliby się spotkać kibice z różnych krajów, poplotkować, wymienić znaczkami oraz innymi pamiątkami.

Z chwilą zakończenia ostatniej konkurencji, stadion szybko pustoszał i wkrótce zalegała na wzgórzu cisza, przerywana od czasu do czasu hukiem wsypywanych do pojazdów śmieci z pojemników. Jedynie centrum prasowe tętniło życiem zazwyczaj jeszcze długo po północy.

- Nie można zarzucić gospodarzom, że źle zorganizowali mistrzostwa. Wprost przeciwnie, od strony techniczno-sportowej poprawnie, nie zauważyłem większych niedociągnięć, ale dołączam się do opinii usłyszanej od wielu osób, że była to impreza bez otoczki, jaka towarzyszyła chociażby poprzednim, w 2006 roku w Goeteborgu. Brakowało atmosfery wokół stadionu czy na mieście, wszystko odbywało się w ciszy i spokoju, poza głośnym dopingiem, gdy reprezentanci Hiszpanii walczyli o medale. Po prostu zabrakło w Barcelonie ikry - powiedział wiceprezes PZLA ds. organizacyjno-finansowych Krzysztof Wolsztyński z Bydgoszczy, gdzie odpowiadał, wspólnie z Sebastianem Chmarą, za wszystkie imprezy lekkoatletyczne organizowane przez to miasto.

A miało ich sporo, jak chociażby mistrzostwa świata juniorów do 18 lat w 1999 roku, juniorów w 2008 czy w tym roku w biegach na przełaj.

- To jest po prostu Hiszpania, tutaj kibic jest inny od tego w Szwecji czy w Finlandii. Trudno tu o taką atmosferę, jaka panuje w krajach skandynawskich. Generalnie mistrzostwa zostały przeprowadzone poprawnie, aczkolwiek było sporo drobnych wpadek. Nie było niemieckiej perfekcyjności czy też tak dobrej organizacji, jak w 2003 roku w Paryżu, gdzie odbyły się mistrzostwa świata - dodał Chmara.

Zaznaczył, że nie jest rozczarowany, bo spodziewał się, że właśnie tak będą wyglądały 20. mistrzostwa Europy. - Natomiast bardzo podobała mi się oprawa na stadionie, atrakcyjna była zwłaszcza grafika, no i widzów przychodziło sporo, każdego dnia ponad 30 tysięcy. W sumie zgadzam się jednak z opiniami, że najlepsza dla zawodów lekkoatletycznych jest Skandynawia, chociaż z pogodą bywa różnie i często jest kiepska.

Żegnaj zatem piękna turystycznie Barcelono, słynąca ze swej architektury i niepowtarzalnego stylu, uważana za jedno z najładniejszych miast Europy, pełna urokliwych zaułków i zabytkowych budowli. Polscy lekkoatleci będą zapewne mile ją wspominać, zwłaszcza ci, którzy wywieźli ze Stadionu Olimpijskiego dziewięć medali.

Do 116 zdobytych w historii mistrzostw Europy, po sześciu dniach zmagań trofea dołożyli: w kolorze złotym Marcin Lewandowski (800 m) i Piotr Małachowski (dysk), w srebrnym - Grzegorz Sudoł (chód na 50 km) i Tomasz Majewski (kula), a w brązowym - Joanna Wiśniewska (dysk), Anita Włodarczyk (młot), Adam Kszczot (800 m), Przemysław Czerwiński (tyczka) oraz Marika Popowicz, Daria Korczyńska, Marta Jeschke i Weronika Wedler (4x100 m). To najlepszy wynik od 1974 roku, kiedy z Rzymu "Biało-czerwoni" przywieźli 10 medali, w tym cztery złote.

Pożegnanie z Barceloną trwało do białego rana, gdy poniedziałkowy świt wygonił z plaży wszystkie ekipy, zaproszone przez gospodarzy na pożegnalny "bankiet". Nie obyło się też bez kąpieli w morskiej wodzie z udziałem polskich lekkoatletów. Pora wracać, niebawem kolejne zawody, w piątek Diamentowa Liga w Sztokholmie.

INTERIA.PL/PAP

Lubię to
Lubię to
0
Super
0
Hahaha
0
Szok
0
Smutny
0
Zły
0
Udostępnij
Masz sugestie, uwagi albo widzisz na stronie błąd?Napisz do nas
Dołącz do nas na:
instagram
  • Polecane
  • Dziś w Interii
  • Rekomendacje