Reklama

Reklama

Grzegorz Sudoł o sprawie Caster Semenyi: Albo ktoś się leczy i wraca do rywalizacji na określonych zasadach, albo rezygnuje

- Jak najbardziej przyklaskuję temu rozstrzygnięciu. Cieszę się, że sąd zajął właśnie takie stanowisko. Przecież Semenya potrafiła w ciągu dwóch miesięcy zrobić taką formę, że w cuglach była w stanie wygrać Diamentową Ligę. To od razu pokazuje, że posiada ogromną przewagę hormonalną - mówi w rozmowie z Interią Grzegorz Sudoł, srebrny medalista mistrzostw Europy oraz trzeci zawodnik mistrzostw świata w chodzie sportowym. Były lekkoatleta w ten sposób komentuje głośne orzeczenie dotyczące przyszłości w biegach gwiazdy z RPA, Caster Semenyi.

Artur Gac, Interia: Dwukrotna mistrzyni olimpijska Caster Semenya nie może bronić tytułu na 800 m w Tokio bez przyjmowania leków lub poddania się operacji. Po trwającej od długiego czasu batalii prawnej, sąd najwyższy w Szwajcarii odrzucił apelację reprezentantki RPA, nakazując jej obniżenie testosteronu, jeśli chce startować z kobietami na dystansach od 400 m do jednej mili (1609 m). Jak pan ocenia werdykt w tej głośnej sprawie?

Grzegorz Sudoł, były chodziarz sportowy: - Jak najbardziej przyklaskuję temu rozstrzygnięciu. Cieszę się, że sąd zajął właśnie takie stanowisko. Przecież Semenya potrafiła w ciągu dwóch miesięcy zrobić taką formę, że w cuglach była w stanie wygrać Diamentową Ligę. To od razu pokazuje, że posiada ogromną przewagę hormonalną i kwalifikowania jej w kierunku, przepraszam że to powiem, bardziej mężczyzny. Po prostu jej rywalizacja z kobietami, bez leczenia hormonalnego, jest nie fair w stosunku do innych dziewczyn.

Reklama

Mimo wszystko pewnie się pan zgodzi, że ta sprawa niewątpliwie jest bardzo trudna i delikatna?

- Oczywiście, że tak. Z drugiej strony nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale w środowisku sportowym krążą takie informacje, że ona w związku jest facetem. Więc dlaczego ma biegać jako kobieta? Zresztą jej zdecydowaną przewagę widać już gołym okiem, zarówno po budowie somatycznej, jak również po rysach twarzy. A przy tym poziom testosteronu jest u niej tak wysoki, że inne kobiety nie mają z nią żadnych szans.

Problem jest jednak szerszy, bo przewaga wśród kobiet przestaje być jakimkolwiek walorem w starciu z mężczyznami, z którymi Semenya z kolei nie ma szans wygrywać.

- Trochę, jak to się mówi, pechowo, niemniej uważam, że przede wszystkim należy chronić przed nierówną rywalizacją, gdy ktoś jeden miałby już na starcie uzyskać nienaturalnie dużą przewagę. Wówczas zwycięstwa stają się nie tylko dyskusyjne, ale robią krzywdę wielu startującym i rywalizującym z nią kobietom. Z jednej strony trochę jej szkoda, ale z drugiej nie ma co uginać się i pozwolić jej startować z kobietami, żeby wygrywała wszystko, jak leci.

W wyroku z maja 2019 roku trzech sędziów sądu sportowego w Lozannie stwierdziło w orzeczeniu stosunkiem głosów 2 do 1, że dyskryminacja Semenyi jest "konieczna, rozsądna i proporcjonalna", aby zachować sprawiedliwość w rywalizacji kobiet. Testosteron to hormon, który wzmacnia napięcie mięśniowe i masę kostną, a po wstrzyknięciu lub spożyciu jest produktem dopingującym.

- Tak dokładnie jest, to bardzo fajne stwierdzenie i jak najbardziej się pod tym podpisuję. A tutaj, jeszcze wracając do wcześniejszego pytania, przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Semenya - jeśli chce startować z kobietami - farmakologicznie obniżała poziom testosteronu i jej przewaga stopnieje, osiągając dopuszczalną normę. A wtedy nie będzie miała przewagi w tej kwestii i pozostaną sprawy związane z jej formą oraz pracą treningową, którą trzeba wykonać.

Semenya już sztucznie obniżała poziom testosteronu przez około pięć lat, ale od tego odstąpiła. Podczas przesłuchania w lutym ubiegłego roku powiedziała, że przyjmowanie leku ma niepożądane skutki uboczne, w tym wywołuje podatność na urazy.

- Podatność na urazy, ale udowodniona czy nieudowodniona? Ja też mogę powiedzieć, że nie będę przyjmował czegoś, co muszę brać, ale czy coś za tym stoi? Nie mnie to oceniać w tym przypadku, bo nie jestem lekarzem, ale urazy są wkalkulowane w sport. Skoro jednak sąd stwierdził, że musi spełnić określone warunki, jeśli chce startować na swoim koronnym dystansie z kobietami, to sprawa jest jednoznaczna. Teraz stoi przed wyborem, bo przecież nikt nie zamyka jej drogi, ale na określonych zasadach.

Semenya, komentując decyzję sądu, powiedziała, że "wykluczanie zawodniczek lub narażanie naszego zdrowia wyłącznie z powodu naszych naturalnych zdolności, stawia World Athletics po niewłaściwej stronie historii. Nie zgadzam się z tym, próba zmuszenia mnie do łamania prawa poprzez stosowanie zabronionych środków farmakologicznych jest przestępstwem".

- Mocne słowa... Kwestia kontrowersji w związku z płcią nie jest tematem nowym, ma swoją historię również w polskiej lekkoatletyce, niemniej jednak dzisiaj to wszystko jest łatwiejsze do kontroli. Z drugiej strony przecież nikt jej nie zmusza do stosowania niedozwolonych środków. Wręcz przeciwnie, obecnie poziom testosteronu w jej organizmie jest tak wysoki, że pozostałym zawodnikom należałoby zezwolić na jego sztuczne podniesienie, aby wyrównać szanse. Oczywiście IAAF nie pozwoli sobie na to, by dać innym przyzwolenie na stosowanie środków dopingujących, dlatego w tym sensie nie rozumiem wypowiedzi Semenyi w aż takim tonie. Uważam, że tutaj nie ma racji, choć zapewne nadal będzie chciała się bronić i przekonywać, że to dała jej natura. Ja jednak jestem zdania, że przede wszystkim trzeba stać na straży sprawiedliwej rywalizacji.

Adwokaci Semenyi zapowiadają, że to nie koniec batalii. Międzynarodowy zespół prawników i doradców rozważa zakwestionowanie ustaleń w sądach europejskich. - To orzeczenie wzywa nas do dalszego działania. Jako społeczeństwo nie możemy pozwolić, aby federacja sportowa unieważniła najbardziej podstawowe prawa człowieka - powiedziała prawniczka Semenyi Dorothee Schramm, która reprezentowała ją podczas rozpatrywania apelacji.

- Według nich na pewno batalia nie jest zakończona, co jest da mnie zupełnie oczywiste. Przecież nawet ten, kto broni przestępcę, którego wina jest bezsporna, do końca walczy o jak najniższy wymiar kary i wykorzystuje wszystkie przysługujące środki. Adwokaci Semenyi w jej sprawie na pewno też nie będą składać broni. Cóż, niech próbują, ale myślę, że nic im to nie da. I mam taką nadzieję. A nawet bym powiedział, że jestem o to spokojny.

A widzi pan przyszłościowe rozwiązanie sprawy dla takich sportowców, jak Semenya?

- W formie osobnej serii?

Tak, rywalizacji dla tzw. trzeciej płci.

- Tylko jak zrobić taką kategorię? Wypośrodkowywać różne walory? Niezmiennie mamy kategorię męską oraz żeńską i myślę, że nie ma co robić "nijakiej". Osobiście nie jestem za tym, tym bardziej że byłaby to rywalizacja pewnie dla kilku osób. Myślę, że dla garstki osób nie będziemy tworzyć nowej kategorii. Chociaż dziś rozmawiamy o przykładzie Semenyi, ale nietrudno sobie wyobrazić, że takich przypadków pewnie jest i będzie wiele w innych dyscyplinach sportu. Więc co, za chwilę na mistrzostwach świata lub innych imprezach mistrzowskich będziemy przeprowadzać rywalizację wśród mężczyzn, kobiet i trzeciej grupie, którą nie wiadomo, jak określić? Dla mnie to nie jest rozwiązanie. Albo ktoś się leczy i wraca do rywalizacji na określonych zasadach, albo rezygnuje i przykro mi, ale takie są reguły gry.

Rozmawiał Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL