Reklama

Reklama

Ekstraklasa koszykarzy. Trener Trefla: Musimy dać na tacę Bogu basketu

- W szatni powiedziałem chłopakom, że bez względu na to kto jakiego jest wyznania, powinniśmy po tym spotkaniu dać na tacę Bogu koszykówki - przyznał trener Trefla Sopot Marcin Stefański po wygranym u siebie meczu z HydroTruckiem Radom 84:83 w 14. kolejce ekstraklasy.

Zawodnicy Trefla przez większą cześć spotkania musieli gonić rywali. W 23. minucie po rzucie za trzy Filipa Zegzuły (trafił pięć z sześciu trójek i w sumie zdobył 17 punktów) ekipa z Radomia prowadziła różnicą 11 punktów - 56:45.

Reklama

"Nie da się odnieść zwycięstwa grając tak jak my w pierwszej połowie - na prostych nogach. Do tej pory dobrze też broniliśmy w strefie podkoszowej, tymczasem do przerwy goście zanotowali 70-procentową skuteczność w rzutach za dwa. W szatni przypomniałem koszykarzom, że liga jest wyrównana, każdy może wygrać z każdym, co pokazała w sobotę Polpharma, która w Starogardzie Gdańskim pokonała różnicą 18 punktów Kinga Szczecin. Należą nam się natomiast gratulacje za drugą połowę, bo mobilizacja w niej dała nam zwycięstwo" - podkreślił Stefański.

O triumfie gospodarzy przesądził równo z końcową syreną rzut za trzy Jeffa Robersona. Dzięki temu w czterech ostatnich spotkaniach sopocianie odnieśli trzy wygrane.

"Po meczu powiedziałem chłopakom, że bez względu na to kto jakiego jest wyznania, powinniśmy po tym zwycięstwie dać na tacę Bogu koszykówki. Po takich spotkaniach musimy wyciągać wnioski, bo wtedy łatwiej będzie nam się rywalizowało w dalszej części sezonu. Po raz kolejny zapewniłem też swoich zawodników, że mogą zajść tak daleko jak tylko będą chcieli, ale pod warunkiem, że zagrają dobrze przez całe spotkanie, a nie zaledwie przez jedną połowę" - dodał szkoleniowiec Trefla.

Była to druga kolejna minimalna przegrana radomian. W poprzednim spotkaniu zawodnicy HydroTrucka ulegli u siebie 75:77 PGE Spójni Stargard. Pomimo kolejnego niepowodzenia trener gości zadowolony był z gry swojej drużyny w Sopocie.

"Cieszę się z postawy swoich zawodników, z ich zaangażowania, walki i koncentracji. W pierwszej połowie wyglądaliśmy lepiej w ataku, ale trochę gorzej w obronie, bo pozwoliliśmy rywalom trafić kilka rzutów za trzy w ostatnich sekundach akcji. Swój rytm w ofensywie straciliśmy w czwartej kwarcie i w kluczowym momencie, czyli około dwóch minut przed końcem, zanotowaliśmy spory przestój i nie byliśmy w stanie zdobyć punktu. A końcówka to życie. Kiedyś takie rzuty dawały nam zwycięstwa, a teraz przez takie trafienie ponieśliśmy porażkę" - skomentował Robert Witka.

Dowiedz się więcej na temat: Trefl Sopot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje