Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (21 pkt.)
  • 2 .Lechia Gdańsk (19 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (19 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (18 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 6 .Jagiellonia Białystok (15 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (15 pkt.)
  • 8 .Piast Gliwice (13 pkt.)

Arka Gdynia. Fatalna skuteczność Aleksandara Kolewa

Arka Gdynia po trzech ligowych kolejkach nie ma na koncie ani jednej strzelonej bramki. Sporą winę za ten stan rzeczy ponosi napastnik Aleksandar Kolew, który w nowych barwach gra od dechy do dechy, ale nie wpisał się jeszcze na listę strzelców. Problem w tym, że Bułgar przestał strzelać już dawno - licznik czasu bez strzelonego gola pokazuje już 863 minuty.

Zbigniew Smółka w każdym dotychczasowym meczu stawia w ataku na Kolewa i z boiska nie zdjął go jeszcze nawet na minutę. Nie do końca wiadomo na co liczy, bowiem Kolew ostatniego gola strzelił jeszcze w marcu, będąc zawodnikiem Sandecji Nowy Sącz.

Od tamtego czasu 25-letni Bułgar wystąpił w 11 spotkaniach, dziewięć z nich rozgrywając w całości. Bramek? Zero.

Jeszcze gorzej jest, gdy spojrzymy kiedy Kolew strzelił przedostatniego gola. Okazuje się, że musimy się cofnąć do... grudnia zeszłego roku. Oznacza to, że bilans Kolewa w 2018 roku to... 17 meczów, 1395 minut i 1 gol.

Reklama

Dlaczego uparcie Kolew?

Taka skuteczność zmusza do postawienia pytania: dlaczego Zbigniew Smółka tak uparcie stawia na Bułgara? Teorie są dwie - albo gra Kolewa ma w sobie coś, czego nie oddają statystyki, albo jego konkurenci do składu są jeszcze gorsi.

Pochylmy się więc nad pierwszą z nich. Czy Kolew jest napastnikiem w typie Karima Benzemy lub Oliviera Giroud, który stwarza sytuacje swoim kolegom? Niespecjalnie, bowiem cała Arka w trzech meczach oddała co prawda 23 strzały na bramkę rywala, ale zaledwie pięć z nich było celnych. Tak, pięć celnych strzałów całej drużyny w trzech kolejkach.

Z kolei bilans strzelecki samego Kolewa w meczach ligowych prezentuje się następująco: niecelny strzał z Wisłą Kraków, celny strzał z Jagiellonią Białystok oraz trzy uderzenia z Cracovią (jedno celne, dwa w obramowanie bramki). O ile więc w ostatnim spotkaniu może mówić o pechu, tak wcześniej nie znajdował się nawet w dogodnych sytuacjach do strzelenia gola.

Pod względem kreowania sytuacji Arka wypada blado nie tylko na tle całej ligi, ale i drugiego zespołu bez strzelonego gola w sezonie - Pogoni Szczecin. Szczecinianie oddali dwa razy więcej celnych strzałów od arkowców, w dodatku łącznie próbując uderzeń 51 razy. Porównanie to dosadnie pokazuje skalę problemu Arki.

Kto jak nie Kolew? Obraz nędzy i rozpaczy

Argument przemawiający za wystawianiem Kolewa można znaleźć, gdy spojrzymy na alternatywy, jakimi dysponuje Zbigniew Smółka. Na ławce rezerwowych siedzą bowiem zawodnicy, którzy także "zacięli" się pod bramką rywala.

Naturalny zmiennik Bułgara, czyli Maciej Jankowski nie trafił już do bramki od 373 minut (pięć rozegranych meczów w tym czasie), z kolei Rafał Siemaszko ma serię 211 minut (6 występów) bez gola. W odwodzie pozostaje także 21-letni Michał Żebrakowski, ale on w Ekstraklasie nie strzelił jeszcze gola nigdy.

Dotychczas rezerwowi napastnicy Arki w starciach ligowych, gdy ruszali na ratunek, oddali tylko dwa strzały. Oba niecelne.

Wygląda więc na to, że jeżeli Arka do końca okienka transferowego nie wzmocni się napastnikiem, może mieć poważny problem w walce o utrzymanie. Podczas, gdy do klubu przybyło trzech ofensywnych pomocników (Goran Cvijanović, Nabil Aankour oraz Michał Janota), pozycję napastnika zabezpieczono jedynie nieskutecznym Kolewem.

Na razie gdynian ratuje defensywa, która w dwóch meczach nie straciła gola, dzięki czemu Arka ma na koncie dwa punkty. Sęk w tym, że gdyby w Gdyni preferowano defensywny styl gry, to na ławce trenerskiej wciąż siedziałby przecież trener Leszek Ojrzyński.

Wojciech Górski

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje