Reklama

Reklama

Luis Ortiz stracił pas WBA za doping

Mamy jednego mistrza świata wagi ciężkiej według federacji WBA mniej. Co prawda wiadomo, że prawdziwy champion jest jeden - Władimir Kliczko, ale włodarze WBA rozdali jeszcze pas w wersji Regular (Rusłan Czagajew), a tytuł w wersji tymczasowej do wczoraj dzierżył Luis Ortiz.

W pojedynku o wakujące trofeum w połowie września Kubańczyk zdemolował w niespełna trzy minuty niepokonanego wcześniej Lateefa Kayode. Okazało się jednak, że wyniki badań przeprowadzonych tuż przed pojedynkiem dały wynik pozytywny. Wykryto obecność w jego organizmie nandrolonu, czyli sterydu anabolicznego. Zawodnik przekonywał wszystkich, że był "czysty" i świadomie niczym się nie wspomagał.

- Przybyłem do Ameryki pięć lat temu by spełnić swoje marzenie, czyli zostać mistrzem świata wagi ciężkiej. Nie wiem nawet co to za substancja, bo się na tym kompletnie nie znam. Zostawiam więc wszystko w waszych rękach i wierzę w was - takimi słowami próbował jeszcze zyskać zaufanie oraz sympatię członków Komisji Sportowej Stanu Nevada. Ale nic nie wskórał...

Reklama

Członkowie tejże komisji byli jednomyślni i stosunkiem głosów pięć do zera zdecydowali o ukaraniu Ortiza. Przede wszystkim został on pozbawiony tytułu, a wynik jego potyczki z Kayode uznano za walkę nieodbytą i wymazano z rekordów obu bokserów.

Nałożono również na niego grzywnę w wysokości 10 proc. honorarium za tamten pojedynek. Luis miał zagwarantowane 80 tysięcy dolarów, więc będzie musiał teraz zapłacić z własnej kieszeni 8 tysięcy grzywny.

Dodatkowo zdyskwalifikowano go na osiem miesięcy, przy czym czas ten liczy się od dnia poprzedniej walki, przez co Kubańczyk będzie zawieszony tylko do 11 maja. Czeka go jeszcze piętnaście godzin prac społecznych z młodzieżą w Miami, gdzie zakotwiczył na stałe po ucieczce z "Gorącej Wyspy". A kiedy już zechce wrócić, będzie musiał najpierw przejść dokładne badania antydopingowe.

Ortiz pod koniec marca skończy już 36 lat, dlatego nie ma praktycznie dnia do stracenia.

- On stracił na tym setki tysięcy, a może nawet miliony dolarów - skomentował sprawę krótko Gilberto Mendoza, wiceprezydent w strukturach WBA.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama