Reklama

Reklama

Dawid Kostecki atakuje Andrzeja Wasilewskiego

Dawid Kostecki (39-2, 25 KO) udzielił wywiadu reporterowi klubu PACO. W głównej mierze skupił się na nowej karierze w MMA, ale powiedział też kilka słów o boksie, między innymi w ostrych słowach rozprawiając się ze swoim byłym promotorem, Andrzejem Wasilewskim.

- Nie było mnie trochę, bo nie tęskniłem za tym wszystkim, a ja jak coś robię, to tylko na sto procent. Nie muszę boksować, doskonale radzę sobie bez tego. Wcześniej walczyłem, bo to kochałem. Teraz straciłem do tego miłość. A wszystko przez panującą tam obłudę, układy i układziki, ściemnianie oraz kłamstwa. Chciało mi się już rzygać tym wszystkim i straciłem motywację - zaczął popularny "Cygan", który od teraz ma nosić przydomek "Dżyngis-chan".

Reklama

- Nie mówię, że kończę z boksem definitywnie. Moim zdaniem wygrałem walkę z Andrzejem Sołdrą jednym punktem, ale nie chcę rewanżu. Chciałbym kiedyś przeżyć to, co on przeżył w walce ze mną. Chłopak był skazany na porażkę, sam się z niego śmiałem, nikt nie dawał mu szans. Pomyślcie sobie więc, co on potem przeżył. Wstał z desek i wygrał, choć nikt nie dawał mu szans. Wyobraźcie sobie, co on musiał wtedy czuć, to było lepsze uczucie niż seks. Chciałbym kiedyś też coś takiego poczuć, więc niech on ma już to do końca życia. I dlatego nie będę chciał z nim rewanżu. To dobry człowiek, dobry dzieciak i widocznie w tym momencie należała się mu ta wygrana. Wyznaję zasadę, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Gdyby nie ta porażka, to dalej byłbym w tej budzie. To najlepsza grupa bokserska w Polsce, z dobrymi układami. Piotr Werner to jest dobry gość, ja go tam lubię. Tam za sznurki pociąga Andrzej Wasilewski. Jest dobrym biznesmenem, a jeśli nie gryzie go sumienie, za to jak postępuje z ludźmi, to jest OK. Babiloński to jest konfident i nie chcę się wypowiadać na jego temat. Zresztą nic nas nie łączy - rozkręcał się coraz bardziej Kostecki.

Potem zwrócił się już bezpośrednio do Wasilewskiego, obarczając go winą za dwuletnią dyskwalifikację po porażce z Andrzejem Sołdrą.

- Zawiesiłeś mnie na dwa lata pajacu. Co ci to dało? Straciłeś kurę, która znosiła złote jajka. Złapali na dopingu Wacha. Bił się o mistrza świata, kasa nieporównywalna, złapali go na tym samym co mnie. Na ile go zawiesili? Na osiem miesięcy. A mnie? Na dwa lata, ale jeszcze od kiedy? Od momentu, gdy ogłosili wiadomość, czyli to tak, jakbym został zdyskwalifikowany na dwa lata i jeszcze osiem miesięcy. W całej historii boksu nie było czegoś takiego. W Ameryce łapią kogoś na dopingu i co jest? Walka unieważniona, kara pieniężna i tyle, bo sobie samobójów nie strzelają. Wach miał trzy tygodnie po walce wyniki badań na stole. Ja miałem po pół roku. Nikt nie wie dlaczego. Ano dlatego, że zaproponowali mi walkę w Rzeszowie. Prezydent się zgodził, kasę na to wyłożył, sponsorzy... A ja powiedziałem, że nie będę walczył. Więcej nie mówię, jak oni coś powiedzą, to wtedy ja przyp...ę i powiem jak naprawdę jest. Ale generalnie Wasilewski nie zachował się względem mnie w porządku. I mówię "Nie będę walczył". Namawiali mnie przez dwa dni. "Potracimy sponsorów, Dawid nie zostawiaj nas. Damy ci słabego zawodnika, gościa, który po lewym prostym się wywróci". I ku...a mówią na mnie, że to ja oszukuję. I jak już wiedzieli, że nie wystąpię, a prezydent miasta wycofał galę, dostaję nagle sms-a, że mam następny problem. Doping. A teraz ku...a niech sobie wszyscy dopiszą do tego całą historię i połączą fakty - dodał Kostecki.

Dowiedz się więcej na temat: Dawid Kostecki | Andrzej Wasilewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje