Reklama

Reklama

Kwestia mistrzostwa jest już przesądzona

Wydaje mi się, że po tej kolejce kwestia mistrzostwa jest już przesądzona. Bayern Monachium podczas wyjazdowego meczu w Lipsku – pomimo braku najlepszego piłkarza na świecie - udowodnił, że w tym sezonie nie nadszedł jeszcze czas na detronizację.

Nie udało się to nawet mającym mocarstwowe ambicje zawodnikom RB Lipsk i ich trenerowi Julianowi Nagelsmannowi, który był przymierzany do objęcia posady szkoleniowca Bayernu, gdyby Hansi Flick został selekcjonerem reprezentacji Niemiec.

Reklama

Bawarczycy pokazali klasę i stabilizację, która na pewno będzie potrzebna w dwumeczu z PSG. Trzeba również zwrócić uwagę na to, że Bayernowi udało się zachować czyste konto, co wcześniej przysparzało im wiele problemów. Manuel Neuer nie musiał tak często wyjmować piłki z siatki od 2018 roku.

Zdecydowana poprawa gry w defensywie i wcześniej wspomniana stabilizacja pozwoliła Bayernowi uzyskać siedmiopunktową przewagę nad drugim RB Lipsk i wydaje się, że to już jest koniec marzeń innych drużyn o mistrzostwie Niemiec.

Zamieszanie z wynikami badań i Bayern bez Lewandowskiego

O wiele bardziej zastanawiającą kwestią jest różnica w przewidywanym czasie powrotu Roberta Lewandowskiego go gry, pomiędzy komunikatami kadry a klubu. Być może Bayern Monachium zrobił dokładniejsze badania, które wykazały, że kontuzja jest poważniejsza niż sądzono na początku.

Myślę, że mniej istotną sprawą jest to, kto miał rację, a ważniejszy jest powrót Roberta na boisko.

Bardzo ważne będzie zatem jak Bayern pokaże się w arcyważnym starciu z PSG bez swojego najlepszego piłkarza i strzelca. Bawarczycy wygrali w sobotę z RB, ale drużyna z Lipska nie jest jeszcze gotowa, aby postawić się wielkim rywalom. Przegrała starcie z Monachijczykami  i przegrała także w 1/8 Ligi Mistrzów z Liverpoolem, który wówczas znajdował się w dużym kryzysie. Dlatego w nadchodzącym ćwierćfinale z podopiecznymi Pochettino brak "Lewego" może okazać się bardzo znaczący.

Paryżanie mają ogromne ambicje i po zeszłorocznym półfinale Ligi Mistrzów chcą sięgnąć po to trofeum w tym sezonie. Niespodziewanie jednak ostatnio mają również problemy w Ligue 1. Przegrali w minionym starciu z Lille i to oni są goniącym, a nie gonionym do czego przyzwyczaili nas od lat. Tak więc zapowiada się emocjonujące spotkanie do, którego Bawarczycy przystąpią w wyśmienitych nastrojach i powinni podejść do tego spotkania z dozą pewności siebie. Natomiast powracającemu po kontuzji Neymarowi i spółce po ligowej porażce może brakować tej pewności.

Kluczowe dla "Die Roten" jest również to, czy "Lewy" zdoła się wykurować na rewanż. We wtorek na pewno nie wystąpi i będzie to wyzwanie dla Bayernu. Z kolei dla PSG jest to napawająca optymizmem wiadomość.

Niezdany egzamin Borussii Dortmund

Borussia Dortmund po raz kolejny w tym sezonie nie zdała egzaminu dojrzałości i prawdopodobnie zaprzepaściła szansę na grę w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Piłkarze BVB przegrali z Eintrachtem Frankfurt, do którego tracą teraz siedem punktów, a tym samym do 4 miejsca w tabeli dającego upragnione rozgrywki.

Z historią Borussii Drotmund wiąże się oczywiście także historia najlepszego strzelca tego klubu, czyli Erlinga Haalanda. W minionym tygodniu przedstawiciele piłkarza Mino Raiola i jego ojciec wybrali się na "malowanie pisanek" do Barcelony i później do Madrytu, w celu wysondowania rynku i stwierdzenia, kto będzie w stanie wyłożyć latem ponad 100 milionów euro za tego bardzo utalentowanego napastnika reprezentacji Norwegii.

Niemieccy dziennikarze krytykują Borussię za to, że jej włodarze nie potrafili "walnąć pięścią w stół" i nie dopuścić do takiej wyprawy przed ważnym starciem z Eintrachtem. Był to policzek dla zarządzających BVB zwłaszcza, że Haaland ma jeszcze ważny kontrakt. Przed przerwą reprezentacyjną atakujący po ostatnim gwizdku sędziego w meczu z FC Koeln obrażony opuścił boisko. Był bardzo poirytowany po kolejnej stracie punktów czego BVB nie uniknęło nawet po kolejnych bramkach Norw ega. Już po tej akcji była napięta sytuacja w klubie, a kolejna strata punktów, wycieczki jego doradców i małe prawdopodobieństwo Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie tej sytuacji na pewno nie polepszy.

Borussia w tym sezonie gra w kratkę, przeplata bardzo dobre mecze z meczami "katastrofalnymi" co spowodowało zmianę trenera. Nowy- stary trener Terzić, który był asystentem zwolnionego Favre nie dał rady ustabilizować formy zespołu. Dlatego włodarze doszli do wniosku, że klub potrzebuje zatrudnić fachowca, który byłby w stanie lepiej prowadzić tę bardzo zdolną grupę piłkarzy, uzupełnioną przez bardziej doświadczonych graczy jak Mats Hummels, czy Marco Reus. Wybór padł na Marco Rose. Uważam to za bardzo dobry ruch.

Zadziwiające jest to jak BVB potrafi nie wykorzystywać swojej jakości. Druga bramka dla Eintrachtu strzelona przez Andre Silvę padła po braku interwencji zespołu. Najpierw Hummels pięknym wślizgiem uratował błąd kolegi z zespołu, aby następnie w tej samej akcji spóźnić się z kolejną interwencją. To błąd, ale jeszcze większe gapiostwo reszty zespołu, który tylko się przypatrywał, a nie asekurował swego kapitana.

Wpływu na postawę graczy Borussii nie powinien mieć nadchodzący,  wtorkowy mecz drużyny w Lidze Mistrzów. Każdy w Dortmundzie wie jaka była stawka starcia z Eintrachtem. Jeżeli BVB nie da rady zakwalifikować się do kolejnej edycji Champions League, to w klubie może dojść do katastrofy nie tylko sportowej, ale i finansowej. A awans dziś jest już zadaniem praktycznie niewykonalnym.Przykładem dla Dortmundu powinien być Bayern. Bayern który  nie wybiera z kim zagra na 100 procent, a z kim "tylko" na 95%  Monachijczycy zawsze grają na maksa i  idą jak po swoje, co pokazał mecz z RB Lipsk.

Augsburg złapał oddech, Hertha nadal w tarapatach

Bardzo cieszy fakt, że w pierwszej jedenastce oprócz Rafała Gikiewicza znalazł się po raz kolejny również Robert Gumny. Piłkarz na początku sobotniego meczu występował na lewej obronie, a po przerwie grał jako prawy defensor. Augsburg pokonał Hoffenheim, co dało im oddech w walce o utrzymanie.

27. kolejkę Bundesligi zakończyły derby Berlina. Hertha podzieliła się punktami z Unionem. O ile pierwsza połowa była jeszcze ciekawa, to po przerwie Hertha nie istniała. "Die Alte Dame" oddała tylko jeden strzał na bramkę rywala, w dodatku niecelny. 

Zastanawiający jest również fakt, dlaczego Pal Dardai tak długo zwlekał z wpuszczeniem na boisko Krzysztofa Piątka. Można zażartować, że może obraził się na niego za strzelenie przez naszego napastnika bramki przeciwko Węgrom i Pistolero musiał marznąć na ławce i czekać na "szansę" do 91. minuty. 

Cała sytuacja przypomniała mecz Polski z Japonią, kiedy Kuba Błaszczykowski podobnie jak Piątek czekał na wejście i prawie się nie doczekał.  Union utrzymywał się przy piłce przez pięć minut, niemal nieatakowany przez Herthę, a Piątek czekał na zmianę. W końcu udało mu się wejść na plac gry, jednak piłki już nie dotknął. Decyzja trenera dziwna biorąc pod uwagę, że w jesiennych derbach Krzysiek strzelił 2 bramki dając zwycięstwo swojej drużynie. 




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje