Reklama

Reklama

Tomasz Wiktorowski: Nie lekceważymy Giorgi

Agnieszka Radwańska będzie w poniedziałek walczyć z Włoszką Camilą Giorgi o miejsce w ćwierćfinale wielkoszlemowego turnieju na trawie w Wimbledonie (z pulą nagród 16,1 mln funtów). Jej trener Tomasz Wiktorowski przestrzega przed lekceważeniem rywalki.

- Widziałem półtora seta jej ostatniego meczu z Nadią Pietrową. Rozmawiałem też z innymi trenerami, którzy jeżdżą na mniejsze turnieje. Twierdzą, że ona pojawia się już od dłuższego czasu, że zawsze gra bardzo mocno i często bardzo daleko od kortu, czyli ogromne auty. Mówili też o małej skuteczności i praktycznie żadnej regularności - powiedział trener krakowianki.
- Jednak to co widziałem w jej meczu z Pietrową, albo o czym mówił coach Pennetty, którą łatwo ograła w pierwszej rundzie, to jednak tutaj prezentuje solidny tenis, momentami bardzo groźny. Uderza bardzo szybko obydwa serwisy, czyli faktycznie gra dwoma "jedynkami". Prędkości są rzędu 108, 105 mil na godzinę, ale jej serwis jest mocno podcięty, co na trawie ma większą wartość, niż płaski. No i bardzo agresywnie uderza piłki tuż po koźle, podobnie jak Angelique Kerber, przez co nie zostawia rywalkom zbyt dużo czasu na powrót na środek po poprzednim uderzeniu - wspomniał Wiktorowski.
W piątkowym meczu z Pietrową włoska tenisistka, obecnie 145. w rankingu WTA, nie straciła seta, choć w drugim przegrywała już 1:5, a później w tie-breaku 4-6, nim rozstrzygnęła go na swoją korzyść wynikiem 8-6.
- Trudno mi powiedzieć, czy to sprawa mocnej psychiki, czy nie, ale na pewno dobrej gry Giorgi. Pietrowa była od niej zdecydowanie wolniejsza. Na pewno Giorgi nie można bagatelizować i należy się jednak trochę obawiać tego meczu. Co innego, gdyby Agnieszka trafiła na nią w pierwszej rundzie, zaraz po eliminacjach, albo gdyby grała z "dziką kartą" - uważa Wiktorowski.
- Niezależnie od tego, która jest obecnie w rankingu WTA, to nie można się jej nie obawiać. Przeszła tu trzy rundy eliminacji, a w turnieju głównym dotarła już do czwartej rundy. Jednak nie ma doświadczenia w grze na tym poziomie w Wielkim Szlemie i na większym korcie, ale... Na pewno trzeba się odnosić z dużym szacunkiem i respektem do niej - podkreślił.
Z losowania drabinki Wimbledonu wynikało, że Radwańska w drugiej rundzie może trafić na Amerykankę Venus Williams, w ćwierćfinale mogła na jej drodze stanąć Australijka Samantha Stosur (nr 5.), a w czwartej rundzie choćby Pietrowa (20.). Wszystkie jednak odpady wcześniej, co - zdaniem komentatorów - powinno krakowiance ułatwić drogę do półfinału, w którym może zmierzyć się z Rosjanką Marią Szarapową (1.).
- Trudno tak prorokować, choć faktycznie rozstawione dziewczyny dość symetrycznie odpadają w poszczególnych ćwiartkach drabinki. Poziom się bardzo wyrównał i każda może wygrać z każdą. Choćby Jelena Wiesnina zagrała świetnie przeciwko Venus Williams, a w drugiej rundzie Agnieszka sobie z nią łatwo poradziła. Na trawie wylosowanie w drugim meczu Venus, to na pewno nie jest dobre losowanie, więc cieszyłem się, że przegrała z Wiesniną - zaznaczył Wiktorowski.
- Nie wybiegamy w przyszłość. O ćwierćfinale porozmawiamy po meczu z Giorgi, oczywiście jeśli będzie o czym rozmawiać - dodał.
Z Londynu Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje