Reklama

Reklama

PLH: Cracovia - GKS Tychy 4-2

W najciekawszym wtorkowym meczu Polskiej Ligi Hokejowej Comarch/Cracovia zasłużenie pokonała u siebie GKS Tychy 4-2. Spotkanie nie stało na wysokim poziomie, ale najważniejsze, że kibice byli zadowoleni. Było to starcie wicemistrza Polski (Cracovia) z wiceliderem (Tychy).

Po lekturze niedawnego meczu Ukraina - Polska w ramach eliminacji do IO, oglądanie hokeja ligowego, nawet w wykonaniu drużyn aspirujących do mistrzostwa Polski, jest niczym twarde lądowanie i to jeszcze bez kapitana Wrony za sterami. Trzeba się przyzwyczaić, że tu (w PLH) się nie jeździ na pełnej szybkości, wejścia ciałem występują równie często jak w piłce siatkowej, a podania do zawodników stojących, bądź zagrania "na plecy" są zjawiskiem tak nagminnym, jakby płacono za nie specjalne premie.

- Nie przesadzajmy, to nie jest NHL ani KHL, tylko Polska Liga Hokejowa. Taktycznie był to bardzo dobry mecz. Moja drużyna cały czas była w pobliżu przeciwnika, nie pozwalając mu na rozwinięcie skrzydeł, a Tychy to przecież mocny zespół - tłumaczył trener Cracovii Rudolf Rohaczek.

Reklama

- Jesteśmy po prawie miesięcznej przerwie na zgrupowanie reprezentacji Polski, w którym wzięło udział siedmiu moich zawodników. Zostało mi ich trzynastu, a z taką grupą nie da się zrobić wielkich treningów - dodał trener GKS-u Tychy Jan Vodila.

Swoje pięć groszy do psucia poziomu w PLH dorzucili też działacze PZHL-u, zmieniając system rozgrywek w trakcie sezonu. Teraz już nie trzeba walczyć o awans do czołowej "czwórki', bo play-off, czy przedplay-off jest dla każdego.

W pierwszej tercji Cracovia była wyraźnie lepsza. Miała więcej ochoty, a tyszanie wozili na koszulkach wspaniałe nazwiska, która same nie grały. Pierwszy okres gry w przewadze dał "Pasom" gola, po tym jak Leszek Laszkiewicz wykpił przed bramką Mariana Csoricha z Jakubem Wanackim, wyłożył krążek bratu Danielowi, który musiał trafić z metra do pustej siatki.

Po ośmiu minutach drugiej tercji, dzięki akcjom trzeciej "piątki" Cracovii, krakowianie prowadzili 3-0, ale w hokeju to za mało, by uznać spotkanie za rozstrzygnięte. Tym bardziej, że miejscowych dopadł kryzys, a Milan Baranyk w sytuacji sam na sam pięknie zwiódł Rafała Radziszewskiego trafiając z bekhendu, po lodzie, między jego nogi. Za moment świetnie spisującego się w I tercji "Radzika" pokonał prostym do obrony uderzeniem między parkany Teddy da Costa i mieliśmy stykowe 3-2.

Trzeba podkreślić, że GKS zapracował na te gole. Wcześniej przecież aktywny Adam Bagiński pieczętował poprzeczkę, a także razem z Michałem Woźnicą przegrali sytuacje oko w oko z Radziszewskim. "Pasy" w drugiej połowie II tercji zaczęły popełniać seryjnie błędy w obronie, proste straty, to i bramki zaczęły padać.

Niemal w ostatnich sekundach II odsłony Cracovia powinna prowadzić znowu dwubramkowo, lecz bracia Laszkiewiczowie nie dali rady Arkadiuszowi Sobeckiemu, który wyratował zespół w niewiarygodnej opresji po stracie Rafała Dutki.

W III tercji "Pasy" znowu były agresywniejsze i rozstrzygnęły spotkanie dzięki bramce Daniela Laszkiewicza, który zakończył uderzeniem w długi róg kanonadę strzelecką Cracovii. Poza tym oglądaliśmy w tym okresie komedię pomyłek i festiwal nieporadności. Drużyny można wytłumaczyć tym, że dopiero łapią rytm meczowy po długiej przerwie na zgrupowanie reprezentacji. Najważniejsze też, że kibice nie wybrzydzali, tylko na stojąco i kulturalnie dopingowali.

Comarch/Cracovia - GKS Tychy 4-2 (1-0, 2-2, 1-0)

Bramki: 1-0   D. Laszkiewicz (3:56 L. Laszkiewicz, Słaboń w przewadze), 2-0 S. Kowalówka (22:10 Valczak), 3-0 Chmielewski (28:06 S. Kowalówka, Kostecki), 3-1 Baranyk (29:29 Kotlorz), 3-2 Da Costa (37:27 Wanacki), 4-2 D. Laszkiewicz (42:32 L. Laszkiewicz, Dvorzak).

Comarch/Cracovia: Radziszewski - Besch, Myjak, D. Laszkiewicz, Słaboń, L. Laszkiewicz - Dudasz, Kłys, Valczak, Dvorzak, Horowski - A. Kowalówka, Noworyta, Kostecki, S. Kowalówka, Chmielewski - Cieślicki, Rutkowski, Kmiecik.

GKS Tychy: Sobecki - Dutka, Jakesz, Bagiński, Szimiczek, Woźnica - Wanacki, Csorich, Pasiut, Da Costa, Sośnierz - Kotlorz, Sokół, Witecki, Parzyszek, Baranyk - Przygodzki, Gurazda, Bernat.

Sędziował: Grzegorz Dzięciołowski z Bydgoszczy.

Kary 8 oraz 10 min.

Widzów: 700.

W innym meczu:


Aksam Unia Oświęcim - JKH GKS Jastrzębie 2-1 (0-0, 2-1, 0-0)

Bramki: 1-0 Mariusz Jakubik (28), 1-1 Maciej Urbanowicz (30), 2-1 Jarosław Rzeszutko (40).

Kary: Aksam Unia, JKH GKS - po 12 minut. Widzów 1000.

Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL