Reklama

Reklama

Dariusz Durda: Stadion w Bydgoszczy będzie pełny

Były piłkarz Zawiszy Dariusz Durda jest pewny, że mecze tego zespołu w Ekstraklasie na własnym stadionie będzie oglądał komplet publiczności. W wywiadzie wspomina też ostatnie występy bydgoskiego klubu w najwyższej klasie, od których minęło 19 lat.

Przed 24 laty był pan w drużynie, która wywalczyła dla Bydgoszczy poprzedni awans do Ekstraklasy. Co pan pamięta z barażu z GKS Jastrzębie?

Reklama

Dariusz Durda: Z pierwszego pojedynku, rozegranego na wyjeździe, przywieźliśmy bezbramkowy remis. To był cenny rezultat, który stawiał nas w dobrej sytuacji przed rewanżem na własnym stadionie. Z meczu przed własną publicznością najlepiej pamiętam oczywiście moją akcję, po której padł drugi gol. To przypieczętowało zwycięstwo w meczu i awans.

Szczególnie zapamiętał to spotkanie Mirosław Rzepa, który wtedy brał ślub...

- Faktycznie, Mirek był w specyficznej sytuacji. Na ten dzień miał dużo wcześniej wyznaczoną datę ślubu i o mały włos nie zagrałby 1 lipca. Był taki pomysł, żeby go nie wstawiać do składu, ale ostatecznie jakoś to wszystko dało się pogodzić. Rano ślub w urzędzie, potem odprawa i mecz. Grał dobrze, tym awansem zrobił sobie nietypowy prezent, ale w końcówce spotkania trzeba było już Mirka zmienić, żeby zdążył do kościoła. Za to wesele miał niesamowite, bo byliśmy na nim wszyscy. Świętowaliśmy jego ożenek i upragniony awans. Tego się nie zapomina.

Wtedy utrzymaliście się w Ekstraklasie pięć lat, najdłużej jak do tej pory w historii klubu...

- Trudno porównywać ówczesny futbol z dzisiejszym. Graliśmy w innych czasach, wszystko było inaczej poukładane. Teraz na pierwszym miejscu i w życiu, i w sporcie są pieniądze. Aby były wyniki, muszą być przede wszystkim sponsorzy, którzy wyłożą na drużynę odpowiednie środki, zainwestują w dobrych zawodników. Wtedy nie zarabiało się w sporcie tak dużo.

O tych sponsorów było przez lata w Bydgoszczy trudno. Pewnie dlatego na Ekstraklasę kibice czekali aż 19 lat. Dumny jest pan z następców?

- Oczywiście, bo walczyli naprawdę dzielnie i do końca. Ta drużyna już w ubiegłym sezonie pukała do bram Ekstraklasy, a teraz w końcu się udało. Wierzę, że kibice też są dumni i jestem pewny, że stadion będzie wypełniony do ostatniego miejsca. My, dawni piłkarze, na pewno będziemy wiernie wspierać młodszych kolegów z trybun. Zresztą, przez cały czas tzw. stare gwiazdy Zawiszy chodzą na mecze i są z tymi chłopakami na dobre i na złe. Niezmiernie się cieszę, że Ekstraklasa wraca do Bydgoszczy. Spędziłem w tym klubie parę lat i fajnie, że znów jest w elicie. Dawni piłkarze na pewno będą pierwszymi kibicami na stadionie.

Jak pana zdaniem zapowiada się sezon 2013/14 dla Zawiszy?

- Będzie pierwszy po awansie, więc na pewno trudny, ale mam nadzieję, że Zawisza się utrzyma, bo Bydgoszcz i miejscowi kibice zasługują na Ekstraklasę. Gratuluję zwłaszcza właścicielowi, panu Osuchowi, gdyż naprawdę zrobił wszystko, by dać miastu Ekstraklasę. Dobrze, że w końcu ktoś taki się znalazł. Trzymam kciuki za Zawiszę i cieszę się, że w końcu po 19 latach będziemy mogli oglądać na ul. Gdańskiej Ekstraklasę.

Dowiedz się więcej na temat: Zawisza Bydgoszcz | 1. liga | Ekstraklasa | Ryszard Tarasiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama