Rosjanin ze złotym medalem, a Polak usłyszał: "spadaj, człowieku!". Michał Kotkowski komentuje
Spory niedosyt towarzyszy Michałowi Kotkowskiemu, który miał duże ambicje podczas igrzysk paralimpijskich w Paryżu, a w biegu na 400 m (w kategorii T37) zajął piąte miejsce. Z drugiej strony widać było, że nasz reprezentant przygotował zwyżkę formy na najważniejszą imprezę, bo wynikiem 51,83 zanotował swój rekord w sezonie. Sam Polak jednak kręci nosem, a swoją niemożność zbliżenia się do Rosjanina Andrieja Wdowina skomentował w bardzo obrazowy sposób.

W maju tego roku Michał Kotkowski miał spore powody do radości, choć uczciwie będzie przyznać, że stawka rywali nie była najsilniejsza. W Japonii, a konkretnie w mieście Kobe, reprezentant Polski został wicemistrzem świata. Przegrał tylko z jednym rywalem, a był nim - tak, tak - Rosjanin Andriej Wdowin.
Kotkowski: Zabrakło mocy, organizm powiedział mi: "spadaj, człowieku"
Wówczas przeciwnik Polaka sięgnął po tytuł, a w stolicy Francji wywalczył złoty medal paralimpijski. Naturalnie dorobek nie idzie na konto reprezentacji Rosji, bo podobnie jak podczas igrzysk, sportowcy z tego kraju i Białorusi startują pod pewnymi warunkami, wykluczającymi możliwość startowania pod narodową flagą.
Niemniej startujący pod neutralną flagą Wdowin zameldował się na mecie w czasie 50,27, pokonując całą stawkę rywali. A Kotkowski? Polak w rozmowie z Polskim Komitetem Paralimpijskim miał mieszane odczucia.
- Z wyniku oczywiście nie jestem zadowolony, wiadomo, że marzyłem o medalu na igrzyskach. Ale z występu już tak. Osiągnąłem najlepszy wynik w sezonie, czyli tak, jak się powinno na tak ważnej imprezie - przyznał Kotkowski, który nie zdołał po wyjściu na ostatnią prostą zniwelować straty.
- Mocno zacząłem bieg, niestety na ostatnich 100 metrach zabrakło odrobinę mocy, żeby wbić się na podium. Chciałem, ale organizm powiedział mi: "spadaj, człowieku" - bardzo obrazowo przedstawił sprawę zawodnik START-u Poznań.
Przed Kotkowskim jeszcze jedna szansa, by dać sobie dużo większe powody do zadowolenia. Mowa o biegu na 200 metrów, którego eliminacje odbędą się 6 września. A dzień później, jeśli Polakowi nie powinie się noga, stanie do walki w finale tej konkurencji.
- Oba dystanse są sprintami, ale bardzo się różnią. Przy 400 metrach trzeba się chociaż minimalnie rozluźnić i mieć taki lekki zapasik, żeby wytrzymać dystans. A na 200 metrów od razu trzeba dać gaz do dechy. Tam już nie ma co myśleć i kalkulować, tylko biec, ile fabryka dała. Na którym dystansie się lepiej czuję? Na pewno większa przyjemność z biegu jest wtedy, kiedy nie boli, czyli na 200 m. Natomiast większą satysfakcję czuję po dobrym biegu na 400 m - zaznaczył nasz lekkoatleta.
AG / Informacja prasowa Polskiego Komitetu Paralimpijskiego
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje