Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (24 pkt.)
  • 2 .Legia Warszawa (23 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (20 pkt.)
  • 4 .Zagłębie Lubin (18 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 6 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 7 .Pogoń Szczecin (15 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (14 pkt.)

Wisła Kraków. Marcin Wasilewski zostanie na dłużej?

Półtora roku temu zakładał bluzę Leicester, rekreacyjnie biegał po Nowej Hucie i zastanawiał się, czy jeszcze kiedyś zawodowo zagra w piłkę. Za niespełna dwa miesiące Marcin Wasilewski skończy 39 lat, a trener Maciej Stolarczyk już teraz ma dla niego plany na przyszłość. - Chciałbym, że w przyszłym sezonie występował w moim zespole - podkreśla szkoleniowiec Wisły.

Dziś Wisła Kraków gra najważniejszy mecz sezonu - jeśli w Lubinie pokona Zagłębie (godz. 18), to awansuje do "grupy mistrzowskiej". Z kolei porażka skaże ją na walkę o miejsca 9-16.

W tym meczu siła rażenia gości w dużej mierze będzie zależała od tego, czy gotowy do gry będzie Jakub Błaszczykowski (piszemy o tym TUTAJ). Z kolei defensywa miała opierać się na Wasilewskim, który jednak nie wystąpi z powodu kontuzji.

Piłkarze nie do zastąpienia

Reklama

Bez względu jednak na to, jak zakończy się sobotni pojedynek, to trener Maciej Stolarczyk jest pewny - jeśli w przyszłym sezonie poprowadzi Wisłę, to chce mieć w składzie Wasilewskiego.

- To doświadczony zawodnik, jak Paweł Brożek, Kuba Błaszyczkowski, czy Rafał Boguski. Tacy piłkarze są trudni do zastąpienia i takich potrzebujemy - podkreśla szkoleniowiec Wisły, któremu nie przeszkadza, że 9 czerwca Wasilewski skończy 39 lat.

- Dla mnie istotna jest dyspozycja, a nie wiek. Marcin to bardzo wartościowy i charyzmatyczny zawodnik. Dzięki niemu mam w szatni lidera. Dla trenera to bardzo istotne, ale na początek to jednak ja muszę parafować nowy kontrakt, by wypowiadać się o umowach zawodników. Powiem jednak tak - chciałbym Marcina w zespole teraz i w następnym sezonie - dodał szkoleniowiec.

Nie tracił czujności

Tymczasem jeszcze półtora roku temu, gdy Wasilewski podpisywał umowę z Wisłą, wiele osób zastanawiało się, czy w ogóle wypełni kontrakt. Co więcej, gdyby karierę skończył nawet trzy lata temu, to co najwyżej wywołałby zdziwienie, ale nie szok. 

W 2016 r. jego Leicester sensacyjnie zdobyło mistrzostwo Anglii, ale Wasilewski nie miał w tym wielkiego udziału, bo zagrał w zaledwie czterech spotkaniach. W kolejnym sezonie zaliczył tylko jeden występ, po czym spakował walizki i serdecznie żegnany przez angielskich kibiców wrócił do Polski.

Czasem widywano go, gdy w bluzie Leicester lub Anderlechtu Bruksela biegał po Nowej Hucie. Korzystał też ze starych znajomości, dzięki którym mógł trenować z czwartoligową Kalwiarianką. Był listopad 2017 roku i obrońca obrońca ciągle nie wiedział, czy kiedykolwiek zawodowo będzie jeszcze grał w piłkę.

- Nie chciałem tracić czujności: wprowadziłem sobie plan i dyscyplinę, by być gotowym, gdy telefon zadzwoni. Chciałem, żeby zaległości były jak najmniejsze. Dieta, treningi, trener personalny - tydzień miałem zapełniony i ciężko pracowałem. Chciałem być pełnowartościowym zawodnikiem, a nie stawić się w klubie jak oldboj, by tylko poturlać się po boisku - mówił w rozmowie z Interią.

I stawił się - przy Reymonta - co okazało się jednym z najlepszych posunięć Wisły w ostatnich latach. Wasilewski niemal z miejsca wskoczył do podstawowego składu i z miejsca załatał wyrwę, która powstała po zakończeniu kariery przez Arkadiusza Głowackiego.

Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Wasilewski | Wisła Kraków

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje