Gigant na deskach, sensacyjny początek walki. Ależ zwrot akcji! "Potwór" Inoue wrócił w wielkim stylu
Pękająca w szwach hala Tokyo Dome była świadkiem sensacyjnego rozpoczęcia walki swojego bohatera. Japończyk Naoya Inoue (27-0, 24 KO), uważany za najlepszego pięściarza świata bez podziału na kategorie wagowej, już w pierwszej rundzie padł na deski w starciu z Meksykaninem Luisem Nerym (35-2, 27 KO). "Potwór" z Kraju Kwitnącej Wiśni jednak ekspresowo opanował sytuację i przejął kontrolę nad wydarzeniami, aż w końcu sam ciężko znokautował ambitnego przeciwnika.

W październiku 2012 roku Naoya Inoue zaczął pisać jedną z piękniejszych historii w boksie zawodowym. Urodzony w mieście Zama pięściarz od tego czasu kroczy ścieżką zwycięstw, a pierwszy mistrzowski pas, jako pięściarz kategorii junior muszej (do 48,9 kg), zdobył już w 2014 roku.
Później urządził sobie marsz w górę kategorii wagowych (junior kogucia, kogucia), bez wpływu na rezultaty kolejnych mistrzowskich pojedynków. Aż doszedł do dywizji junior piórkowej, nazywanej też superkogucią z limitem do 55,3 kg.
"Potwór" Naoya Inoue podniósł się z desek i "zbombardował" rywala
31-letni Japończyk, nie przez przypadek noszący ringowy pseudonim "Potwór", mierzył się z najgroźniejszymi rywalami, żeby wymienić takie nazwiska, jak były czempion Nonito Donaire, czy zdetronizowany przez niego Marlon Tapales. I za każdym razem udowadniał, dlaczego jest jednym z najlepszych pięściarzy świata, a ranking P4P (zestawienie najlepszym pięściarzy świata bez podziału na kategorie wagowej) - to jemu nakłada koronę króla.
Wydawało się, że na gali w stolicy Japonii, organizowanej przez grupę Top Rank, Inoue na tle Nery'ego od początku będzie błyszczał. A tymczasem mieliśmy zupełnie sensacyjny początek, bowiem posiadacz mistrzowskich pasów federacji WBO, WBC, WBA i IBF w premierowej odsłonie walki wylądował na deskach. Japończyk po zadaniu lewego haka w półdystansie, nadział się na krótki, ale trafiony w punkt lewy sierpowy. Cios, posłany idealnie na szczękę, ściął go z nóg i padł jak długi.
Komentatorzy oniemieli, tego nikt się nie spodziewał. Inoue zachował się jednak, jak na wytrawnego gracza przystało. Od razu się nie poderwał, tylko na kilka sekund przyklęknął, by wykorzystać czas na pełne dojście do siebie.
Niepokonany czempion zebrał się w wielkim stylu i w drugiej rundzie to on rzucił na deski Meksykanina. Zrewanżował się praktycznie tym samym, nacierającego rywala "poczęstował" lewym sierpem na brodę. Ciekawa dla oka walka trwała w najlepsze, a w pewnej chwili Inoue już na tyle przejął kontrolę, że zaczął bawić się z rywalem, prowokując go do akcji. Kolejne "deski" wydawały się być kwestią czasu i w piątej rundzie Nery ponownie był liczony.
Dominacja Inoue już nie podlegała dyskusji, a koniec przyszedł w kolejnej odsłonie walki. Można powiedzieć, że był to brutalny nokaut w wykonaniu Japończyka, poprzedzony serią ciosów, a decydujący w 6. rundzie okazał się prawy prosty.
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje