Reklama

Reklama

Boks. Jarrell Miller zawieszony przez WBA za doping na sześć miesięcy

Kompromitacja! Tak najkrócej można określić sankcję federacji WBA zaledwie sześciu miesięcy zawieszenia dla Jarrella Millera (23-0-1, 20 KO). Amerykanin przed niedoszłą walką z Anthonym Joshuą (22-0, 21 KO) wpadł na trzech substancjach z listy środków dopingujących.

W ciągu zaledwie tygodnia w organizmie rozrośniętego to monstrualnych rozmiarów "Big Baby" wykryto trzy niedozwolone środki, kolejno endurobol, hormon wzrostu oraz EPO. Początkowo, gdy na światło dzienne wyszła informacja o pierwszej substancji, Amerykanin grał głupa, zarzekał się, że po nic świadomie nie sięgał i odgrażał się, że przebada próbkę "B".

Dopiero, wraz z następnymi specyfikami, Miller poszedł po rozum, posypał głowę popiołem i oficjalnie przeprosił za kompromitację.

Gdy można było mieć nadzieję, że za tak gigantyczną wpadkę przed walką o mistrzostwo w wadze ciężkiej, na którą zwrócone były oczy całego bokserskiego świata, pięściarz doczeka się przykładnego ukarania, doszło do cyrku. Jedna z wiodących federacji w boksie zawodowym WBA postanowiła zrobić pięściarzowi przyspieszony prezent pod choinkę o ogromnej wartości.

Reklama

I tak, za jedną z najgłośniejszych wpadek dopingowych w ostatnim czasie w boksie, pięściarz z Brooklynu został zawieszony na - uwaga - sześć miesięcy! W gruncie rzeczy w ogóle nie sposób mówić o jakiejkolwiek karze, bo na pewnym poziomie dłużej trwają przerwy między kolejnymi pojedynkami. Tak naprawdę najdotkliwiej ukarał się sam Miller, bo za starcie z Joshuą, który 1 czerwca mimo wszystko zadebiutuje na amerykańskim ringu (rywalem ma być Andy Ruiz Jr), mógł zarobić nawet 10 milionów dolarów.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje