Reklama

Reklama

Prawda żużla. W maju cięli, w listopadzie znów szaleli. Panowie prezesi i jak wierzyć, że koronawirus przeczołgał wam budżety?

Wierzę w rozsądek i zawodników i prezesów. Że Ci drudzy mają pokrycie na wszystkie kontrakty w budżecie i nie obudzą się nagle za pół roku z ręką w nocniku, że jednemu miasto nie dało, a innemu wypadł strategiczny sponsor, bo go wykończył koronawirus. Nie panowie. To już słyszeliśmy – pisze Kamil Hynek.

Przyznam się szczerze, że dość zabawny był to okres transferowy. Przepis o obowiązku posiadania zawodnika do lat 24 w składzie ruszył zabetonowany rynek. Kilku klasowych żużlowców zmieniło kluby. Zaraz zapytacie, co w tym śmiesznego, a no to, że każdy podkreśla w wywiadach, iż przeszedł do innej drużyny tylko dlatego, że nagle zapragnął zostać poszukiwaczem nowych wyzwań. Żaden nie powie wprost, że dostał lepszą ofertę finansową tylko zasłania się ładnie brzmiąca wymówką, w którą w czasach ogromnej kasy w żużlu naprawdę już ciężko uwierzyć.

Reklama

Dobra, dobra panowie. Tu mi jedzie pociąg? Bujać to my, a nie nas. Przecież to wasza robota, dla mnie nie ma nic wspólnego ze wstydem powiedzieć, że w sumie to w drużynie X zrobili delikatną przebitkę, a że dożyliśmy takich, a nie innych czasów pasuje póki jest się w formie chwytać okazje i cisnąć z kariery ile się, żeby odłożyć coś na czarną godzinę. Jeszcze nie spotkałem piłkarzy, żużlowcy, koszykarzy filantropów, którzy wykonują swój zawód za dobre dziękuję i uścisk dłoni prezesa.

Apropos prezesów. Ci też nieźle dają popalić. W maju tną kontrakty na potęgę, przychodzi listopad przyrost zachorowań na COVID-19 w naszym kraju bije rekordy, zamiast znów zaciskać pasa, proponują rekordowe stawki i tradycyjnie wydzierają sobie zawodników. Kurek z forsą, jak manetka u zawodników odkręcony na maksa. Ale ja ich trochę rozczytałem. Powiem wam w tajemnicy, co wykombinowali. Szaleli, dokładali, żeby znów mieli z czego schodzić przy kolejnych, wiosennych redukcjach.

A tak już na poważnie. Wierzę w rozsądek i zawodników i prezesów. Że Ci drudzy mają pokrycie na wszystkie kontrakty w budżecie i nie obudzą się nagle za pół roku z ręką w nocniku, że jednemu miasto nie dało, a innemu wypadł strategiczny sponsor, bo go wykończył koronawirus. Nie panowie. To już słyszeliśmy. Wtedy grzmiałem, że COVID-19 będzie fajną wymówką. I w niektórych przypadkach faktycznie był. Nie chcemy widzieć ponownego, zbiorowego płaczu. Nikomu już nie wciśniecie, że pandemia was zaskoczyła. Dostaliście wiele miesięcy, aby rozsądnie rozplanować jaką kasą zadysponujecie w nowym sezonie.

Zawodnicy też nie są głupi. Raz, że umieją liczyć cyferki na koncie, a dwa potrafią odpowiednio wyciągać wnioski. Pewnie przy rozmowach kontraktowych zajrzeli głęboko w oczy szefom klubu i zapytali wprost, czy mają się spodziewać drugiej fali uszczuplania punktówek i kwot za podpis. Być może paru obrotnych nawet udało się coś wyegzekwować na piśmie, na ile godzą się w przypadku następnych telefonów z prośbą o pomoc w przetrwaniu trudnego okresu. Oj tak, to może być jeszcze ciekawe, pełne zwrotów akcji kilka miesięcy.


Dowiedz się więcej na temat: żużel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje