Miał kontrakt życia, ale wszystko stracił. Ten problem wciąż wraca
Dekadę temu między Piotrem Pawlicki i Bartoszem Zmarzlikiem stawiano znak równości. Twierdzono nawet, że Pawlicki ma większy talent do żużla. Akcje Pawlickiego spadają jednak w dramatycznym tempie. W jeden dzień stracił kontrakt życia w Stelmet Falubazie Zielona Góra, a pierwsze sparingi przed sezonem 2025 pokazują, że w tym roku znów może jeździć w kratkę. Potrafił błysnąć jedynie w meczu z juniorami Betardu Sparty Wrocław. Znów ma problem ze sprzętem i mechanikami.

Piotr Pawlicki to jeden z największych talentów polskiego żużla. Kiedy był juniorem, to nakrywał Bartosza Zmarzlika czapką. Jednak teraz Zmarzlik jest 5-krotnym mistrzem świata z rocznym budżetem sięgającym 10 milionów złotych, a Pawlicki właśnie stracił "kontrakt życia" w Stelmet Falubazie Zielona Góra i choć spadł na cztery łapy (szybko znalazł nową pracę), to dobrze nie jest.
Piotr Pawlicki już nie jest milionerem
Sprawy potoczyły się bardzo szybko. Jednego dnia Pawlicki usłyszał w Zielonej Górze, że może sobie szukać nowej roboty, a już kilka dni później był zawodnikiem Krono-Plast Włókniarza Częstochowa. W ślad za tym szybko pojawiły się informacje, że Włókniarz szybko podpisał kontrakt, bo dał Pawlickiemu te same pieniądze, które ten miał w Falubazie, czyli 1,1 miliona złotych za podpis i 11 tysięcy za punkt.
W częstochowskim klubie mówią nam, że z oczywistych względów nie mogą ujawniać kontraktów, ale stanowczo zaprzeczają, jakoby Pawlicki miał dostać umowę z jedynkami z przodu. 900 tysięcy złotych za podpis i 9 tysięcy za punkt, to absolutny maks, na jaki może liczyć Polak.
Włókniarz Częstochowa nie miał konkurencji
Włókniarz, negocjując z Pawlickim, z jednej strony był pod ścianą, bo pilnie musiał uzupełnić lukę po Leonie Madsenie. Z drugiej jednak nie było chętnych na zawodnika. Jakieś tam zainteresowanie zdradzał Bayersystem GKM Grudziądz, ale z ich strony wielkiej determinacji nie było (GKM i bez Pawlickiego miał kilka opcji ułożenia zespołu). GKM w zasadzie spasował, gdy zdał sobie sprawę, że Pawlicki miał dopiero 28. średnią w lidze. Polak nie miał więc żadnej mocnej karty przetargowej i w zasadzie musiał przyjąć, co mu dają.
Okres przygotowawczy i pierwsze sparingi pokazują, że Pawlicki może już nigdy nie podpisać tak dobrego kontraktu, jaki miał w Falubazie. Zawodnik znów boryka się z problemami sprzętowymi. W pierwszym sparingu z Betard Spartą Wrocław zdobył tylko 2 punkty, z czego 1 kosztem rywala. W rewanżu otarł się o komplet, ale Sparta jechała juniorami. W sobotnim memoriale im. Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego był w środku stawki, ale obsada była mocno przeciętna.
Piotr Pawlicki ma świetnego tunera, ale to koniec dobrych informacji
Pawlicki ma sprzęt od jednego z najlepszych tunerów Ashleya Hollowaya. Jednak na tym dobre wiadomości się kończą. Zawodnik ma dwa problemy. Pierwszym jest brak stabilizacji w teamie. Co rusz zmienia mechaników, którzy pomagają mu w trakcie spotkań. To zdecydowanie nie pomaga. Jesienią Pawlicki znów nerwowo poszukiwał nowych rąk do pracy, rozsyłając SMS-y. Wielu mechaników nawet nie odpowiedziało, bo Pawlicki ma opinię trudnego we współpracy.
Kolejny kłopot Pawlickiego jest taki, że nie jest on "inżynierem", jak to mówi trener kadry Rafał Dobrucki. Taki Zmarzlik ma sprzęt w małym paluszku. Silnik żużlowy nie stanowi dla mistrza żadnej tajemnicy. Poza tym czuje sprzęt i potrafi dać tunerowi i mechanikowi wskazówki pomagające w regulacji. Pawlicki tej wiedzy nie ma, bo kiedy Zmarzlik siedział w warsztacie, to Pawlicki zwyczajnie wrzucał na luz i cieszył się życiem.
Nawet jeśli teraz się trochę zmienił, to wciąż płaci za to, co było kiedyś. I tak może mówić o dużym szczęściu, że wciąż jeździ na poziomie Ekstraligi. Pomaga mu deficyt na rynku zawodników. Dzięki temu wciąż znajduje zatrudnienie. Kolejne kluby dają się nabierać na Pawlickiego, licząc na to, że się przebudzi, że przypomni sobie, jak się jeździ.
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje