Reklama

Reklama

Świderski: Tym razem my liczymy na więcej szczęścia

Przed rokiem w pierwszej rundzie play off Ligi Mistrzów silniejszy od ZAKSA Kędzierzyn-Koźle okazał się Arkas Izmir. Drugi trener polskiego zespołu Sebastian Świderski liczy, że tym razem w walce o Final Four więcej szczęścia będą mieć jego podopieczni.

Obydwie drużyny, które we wtorek w Kędzierzynie-Koźlu (g. 18.00) rozpoczynają rywalizację, w ostatnich latach toczą niemal regularne pojedynki.

Reklama

Przed rokiem dwukrotnie triumfował Izmir, wygrywając 3:1 i 3:0. Trzy lata temu w ćwierćfinale Pucharu CEV w Turcji wygrał Arkas, a w Kędzierzynie-Koźlu gospodarze i to oni awansowali. Obie drużyny spotkały się również przed obecnym sezonem. We wrześniu w turnieju im. Zdzisława Ambroziaka górą była turecka drużyna, a kilka dni później u siebie wygrali kędzierzynianie. Obydwa zespoły trenowały też wtedy razem przez kilka dni.

- Można więc śmiało powiedzieć, że znają się bardzo dobrze. Tak jak trenerzy, którzy też są dobrymi znajomymi Mamy jednak nadzieję, że w najbliższych dwóch starciach to my będziemy mieć więcej szczęścia, dopiszemy na swoje konto zwycięstwa i awansujemy - powiedział Świderski.

Czy tak dobra wzajemna znajomość to atut czy przeszkoda? - Boisko pokaże - skwitował szkoleniowiec.

Przyjmujący Michał Ruciak uznał, że to jednak "plus". - Choć tak naprawdę na tym poziomie rozgrywek sztaby szkoleniowe mają na wylot prześwietlony każdy zespół, z którym się spotykaliśmy - zaznaczył.

Co może zadecydować, o awansie do Final Four? - W dużej mierze dyspozycja dnia każdego z zawodników i predyspozycja psychiczna całego zespołu - stwierdził Świderski.

Przed rokiem, gdy kędzierzynianie walczyli w play off z Arkasem byli zdziesiątkowani kontuzjami. W pierwszym meczu nie wystąpił Paweł Zagumny. Wyłączeni z gry byli też trzej ówcześni środkowi zespołu - Jurij Gladyr (gra do dziś) oraz Patryk Czarnowski i Sebastian Warda, w związku z czym na ich pozycji musiał grać Dominik Witczak.

W tym sezonie jest dużo lepiej, choć nie idealnie. Na ból mięśni brzucha narzeka od jakiegoś czasu francuski atakujący Antonin Rouzier.

- Czy w ogóle zagra w spotkaniu, okaże się dopiero we wtorek. Na szczęście pozostali zawodnicy są do dyspozycji trenera - zauważył drugi trener ZAKSA.

Ruciak i Świderski podkreślają, że szczególnie należy uważać na reprezentanta Kolumbii Libermana Agameza.

- To zawodnik napędzający cały zespół. Mogliśmy się o tym przekonać, oglądając ostatnie spotkanie tej drużyny w telewizji, a Skra Bełchatów doświadczyła tego na własnej skórze. W najważniejszych momentach Agamez kończył wszystkie piłki, gdy wychodził na zagrywkę +wsadzał+ dwa-trzy asy. Praktycznie wygrał mecz, tie-break, a potem złotego seta - wyliczył zalety atakującego Izmiru Świderski.

I dodał: - To na pewno kluczowy zawodnik, ale rzecz jasna nie można zapominać o innych. Tak naprawdę najważniejsze i tak będzie drugie spotkanie za kilka dni, w Izmirze. To ono, lub ewentualny złoty set, zadecyduje o awansie - podsumował.

W latach 2002-2003 ZAKSA, występująca pod szyldem Mostostalu, dwukrotnie grał w turnieju finałowym Ligi Mistrzów, zajmując czwartą i trzecią lokatę.

Tym razem Final Four odbędzie się w dniach 16-17 marca w Omsku, a jako gospodarz zapewniony w nim udział ma Lokomotiw Nowosybirsk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje