Reklama

Reklama

Mecz Polska - Serbia 1-0. Operacja wymazywania znaków zapytania rozpoczęta

Gdyby dziś Adam Nawałka miał rozrysować skład na pierwszy mecz Euro 2016, to z kręgosłupem zespołu nie miałby większych problemów. Pytajników po meczu Polska - Serbia (1-0) jednak ciągle jest sporo.

Na pozycji bramkarza jest kłopot, ale bogactwa. Obroną ma rządzić Kamil Glik, pomocą Grzegorz Krychowiak (choć  z Serbią tego nie udowodnił), a atakiem Robert Lewandowski. Reszta pewna miejsca na boisku może być w mniejszym stopniu lub wcale.

Jeśli drastycznie nie spadnie forma Łukasza Piszczka, to przy jego pozycji nie zostanie postawiony znak zapytania. Podobnie powinno być z Maciejem Rybusem, który gra na tyle dobrze, że trafia do "11" kolejki silnej ligi rosyjskiej. Ból głowy zaczyna się przy poszukiwaniu partnera dla Glika.

Reklama

Z Serbią zagrał Bartosz Salamon. Błędów nie popełniał, ale nie ma wątpliwości, że to Glik w tej formacji jest szefem. Salamon miał odebrać piłkę i zagrać do najbliższego. Demonem szybkości też nie jest, więc raz musiał się ratować faulem tuż przed polem karnym. Zagrał poprawnie, ale Nawałka po tym meczu na pewno nie krzyknie: "Znalazłem! Eureka!".

Kolejny problem to skrzydła. O ile na prawym można jeszcze próbować dofrunąć do ćwierćfinału, to lewe w meczu z Serbią było przetrącone. Grający tam Kamil Grosicki w meczu z Serbią nie szarżował, a jak już udało mu się minąć rywala, to wybierał rozwiązanie najgorsze z możliwych.

Co innego Jakub Błaszczykowski. W Fiorentinie gra od wielkiego dzwonu, ale z Serbią przypominał zawodnika, który niespełna cztery lata temu strzelał gola Rosji podczas Euro 2012. Teraz też trafił, ale nie bramka, a kilka zagrań sprawiło, że  notowania jego akcji z opcji "sprzedaj", skoczyły co najmniej na "akumuluj".

Akcja bramkowa Błaszczykowskiego była tego najlepszym przykładem - najpierw ofiarnym wślizgiem odebrał piłkę, by kilkanaście sekund później i kilkadziesiąt metrów dalej dać Polakom prowadzenie. Do tego prawa, lewa noga - byłemu kapitanowi kadry nie rozbiło różnicy, w jaki sposób ma zaskoczyć bramkarza rywali.

Skrzydła to jednak niejedyny problem Nawałki. Na razie kontuzję leczy Krzysztof Mączyński, więc zagrał Piotr Zieliński. Nie jest to może rozgrywający-zbawca, ale ma oczy dookoła głowy. Z Serbią trudniej było mu jednak rozwinąć skrzydła, bo łatał dziury po Krychowiaku.

Gdyby tylko na podstawie tego mecz Nawałka miał wystawić skład na mecz z Irlandią, to nagle zacząłby się zastanawiać nad lewym skrzydłem, ale na prawym wpisałby "Błaszczykowski". I tym razem już z okrzykiem: "Eureka!".

Na wyselekcjonowane składu Nawałka ma jeszcze trzy sparingi: z Finlandią, Holandią i Litwą. 

Z Poznania Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje