Reklama

Reklama

Maciej Rybus blisko powrotu na boisko

Piłkarz reprezentacji Polski i Tereka Grozny Maciej Rybus powoli zapomina o kontuzji stawu skokowego i trenuje już na pełnych obrotach. Możliwe, że wróci na boisko w najbliższym meczu ligi rosyjskiej z przedostatnią w tabeli Ałanią Władykaukaz.

- Z zespołem trenuję już od dwóch tygodni. Na początku trener traktował mnie ulgowo, ponieważ czułem jeszcze ból w kontuzjowanej kostce. Od czterech dni ćwiczę na pełnych obrotach i nic mnie nie boli. Z każdym dniem jest coraz lepiej i liczę, że pojawię się na boisku w sobotnim spotkaniu ligowym, choć oczywiście jeszcze nie w pełnym wymiarze - powiedział Rybus, który ostatnie mecze drużyny narodowej, w tym towarzyskie z Urugwajem (1-3) przed tygodniem, oglądał w telewizji.

- Koledzy zagrali na tyle, na ile w tym dniu byli w stanie. Urugwaj potwierdził klasę. Mi natomiast było strasznie szkoda, że nie miałem możliwości zaprezentować się z tak renomowanym rywalem. I zdaję sobie sprawę, że teraz czeka mnie dużo pracy, by wrócić do kadry - dodał.

W ostatniej kolejce rosyjskiej ekstraklasy Terek przegrał na wyjeździe z Kubaniem Krasnodar 0-3 i spadł z czwartej na siódmą pozycję w tabeli. Marcin Komorowski wszedł na boisko w 62. minucie, a Piotr Polczak obejrzał spotkanie z ławki rezerwowych, a czwarty z Polaków - Maciej Makuszewski - nie znalazł się w kadrze meczowej.

- Naszym celem jest czołowa ósemka. Różnice punktowe między nami a czołówką tabeli nie są duże i według mnie rok możemy zakończyć wyżej niż się powszechnie oczekuje - ocenił Rybus.

Poinformował, że wciąż nie wiadomo, kiedy w Rosji... zakończy się runda jesienna.

- Wszystko zależy od pogody. Jeśli aura będzie korzystna 9 grudnia zagramy jeszcze z Dynamem Moskwa. Jeśli jednak przyjdzie sroga zima, zakończymy rundę tydzień wcześniej i będziemy mieć przerwę w treningach do 10 stycznia - zaznaczył Rybus, który na co dzień mieszka z kolegami z zespołu w Kisłowodzku - ok. 500 km od Groznego. Do stolicy Czeczenii drużyna jeździ tylko na mecze.

Były gracz Legii Warszawa przyznał, że śledzi poczynania swojego poprzedniego zespołu, który w niedzielę pokonał Lecha Poznań 3-1 i umocnił się na pozycji lidera.

- Kiedy leczyłem się w Polsce, nie miałem okazji oglądania na żywo meczów Legii. Byłem bardzo zajęty, ponieważ jeździłem na zabiegi do Niemiec i Krakowa. Oglądałem natomiast w telewizji spotkanie z Lechem i muszę przyznać, że w lidze rosyjskiej brakuje spotkań z taką oprawą i atmosferą na trybunach. Szkoda natomiast, że w polskiej ekstraklasie spotkania na takim poziomie rozgrywane są tak rzadko. W Rosji gra się zdecydowanie szybciej, tutaj mniej jest kalkulacji na boisku - powiedział wychowanek Pelikana Łowicz.

Rybus i Komorowski odeszli z Legii w przerwie zimowej poprzedniego sezonu. Przed rundą wiosenną klub opuścił też Ariel Borysiuk. Ostatecznie stołeczny zespół nie zdobył mistrzostwa kraju, choć na kilka kolejek przed końcem sezonu prowadził w tabeli. Obecnie znowu jest liderem, ale z powodu dziury budżetowej w przerwie zimowej może musieć sprzedać kilku zawodników.

- W Tereku nie ma kłopotów finansowych. Od kiedy tutaj jestem, nie mieliśmy żadnych problemów z wypłatami. A co do Legii, to mam nadzieję, że sytuacja z poprzedniego sezonu się nie powtórzy. Oczywiście każdy piłkarz jest na sprzedaż, ale liczę, że nawet, jeśli warszawską drużynę ktoś opuści, to sytuacja w tabeli nie zmieni się i tytułu nic jej odbierze - zakończył Rybus.

Po 16 kolejkach ligi rosyjskiej Terek z dorobkiem 28 punktów jest siódmy. Do prowadzącego CSKA Moskwa traci 11.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę rosyjskiej ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL